FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj




Poprzedni temat «» Następny temat
Szkoła

Uczę się:
w podstawówce
13%
 13%  [ 29 ]
w gimnazjum
41%
 41%  [ 87 ]
w liceum
23%
 23%  [ 50 ]
w innej szkole średniej
5%
 5%  [ 12 ]
na wyższej uczelni
10%
 10%  [ 22 ]
nie uczę się
1%
 1%  [ 3 ]
pracuję
3%
 3%  [ 8 ]
Głosowań: 180
Wszystkich Głosów: 211

Autor Wiadomość
Invicta 
Podróżnik



Dołączyła: 22 Cze 2011
Posty: 283
Skąd: Znikąd :)
Wysłany: 24-06-2011, 15:09   

ja po wakacjach do gimnazjum lecę :stres: trochę stresu jest, nowa klasa, prawie nikogo nie będę znała...

uciu999 napisał/a:
Niemiecki do mnie nie trafia. Po angielsku dużo swobodniej mogę się porozumiewać. Jakoś mam szczęście do zapamiętywania słówek. Wystarczy, że raz usłyszę i pamiętam. Ogromną ilość słówek nauczyłem się oglądając filmy z napisami. Słysząc kwestie wychwytuję pojedyncze słowa i jednocześnie widzę ich tłumaczenie.


No, ja mam dokładnie tak samo. No prawie. W podstawówce musiałam męczyć się z niemieckim przez 3 lata :( i prawie niczego nie zapamiętałam, pomimo prób sprawienia rodzicom przyjemności i załapania oceny lepszej niż trója :murek: A z angielskim mam jakieś szczęście, łatwo mi się zapamiętuje. Uczę się z filmów z napisami, czasem też z piosenek, kiedy mam tłumaczenie, ewentualnie z gier z napisami. Angielski mi się taki lekki wydaje. A żeby nie musieć dłużej niemieckiego znosić, w gimnazjum jako drugi język wzięłam hiszpański. Słyszałam, że bardzo przyjemny. To prawda??? :)
_________________
Śmierć z nutką ironii zawsze boli...
 
 
Viekas 
Nowicjusz



Dołączyła: 27 Maj 2011
Posty: 27
Wysłany: 24-06-2011, 19:09   

Cytat:
A żeby nie musieć dłużej niemieckiego znosić, w gimnazjum jako drugi język wzięłam hiszpański. Słyszałam, że bardzo przyjemny. To prawda??? :)


Wprawdzie nigdy nie uczyłam się hiszpańskiego, ale innego języka romańskiego, a mianowicie francuskiego. Struktura gramatyczna jest naprawdę, bardzo podobna, także jak chwycisz hiszpański to z resztą języków z tej grupy łatwo Ci pójdzie. :) Poza tym, po hiszpańsku mówi ok. pół miliarda ludności także na pewno jest sens się uczyć.
 
 
jawi 
Podróżnik



Dołączył: 26 Sty 2008
Posty: 405
Skąd: skądinąd :)
Wysłany: 25-06-2011, 13:19   

Nie chcę nikogo obrazić moją wypowiedzią, ale moim zdaniem nauka hiszpańskiego jest zupełnie niesłusznie na topie. Fakt, język ten jest najpopularniejszy na Ziemi (jeśli się mylę to przepraszam), ale jeśli ktoś nie ma zamiaru udać się do Ameryki Południowej to stanowczo odradzam. Obecna sytuacja w Hiszpanii jest jaka jest, a atrakcyjnych ofert pracy nie ma nie było i nie będzie. Patrząc przyszłościowo to najbardziej opłaca się nauka języka niemieckiego, a w drugiej kolejności angielskiego.
Oczywiście to jest tylko moja opinia i wielu może się ze mną nie zgodzić. Dobry argument wysunęła Viekas:
Cytat:
Struktura gramatyczna jest naprawdę, bardzo podobna, także jak chwycisz hiszpański to z resztą języków z tej grupy łatwo Ci pójdzie.


Patrząc jeszcze bardziej przyszłościowo to najbardziej opłacalna jest nauka arabskiego i chińskiego :D
_________________

 
 
 
Stjarna 
Student



Dołączyła: 25 Cze 2011
Posty: 30
Wysłany: 25-06-2011, 22:36   

Invicta napisał/a:
A żeby nie musieć dłużej niemieckiego znosić, w gimnazjum jako drugi język wzięłam hiszpański. Słyszałam, że bardzo przyjemny. To prawda??? :)

Z własnego doświadczenia wiem, że Hiszpański jest bardzo fajny. Mam książkę do nauki języka Hiszpańskiego i w pół godzinki opanowałam podstawy (liczby, odmiana niektórych czasowników, powitania i pożegnania). Nie wiem, co mnie tak wzięło, ale nie zamierzam dalej zgłębiać tajemnic tego języka. O wiele bardziej lubię Angielski - nic dziwnego, skoro we wrześniu będzie 9 rocznica początku mojej nauki :)
Muszę się wziąć w te wakacje i podreperować swój Angielski, bo w maju wyjeżdżam do Francji, a potem do Włoch i po jakiemuś będę musiała się dogadać :D chociaż nawet na dzień dzisiejszy dogadałabym się z obcokrajowcem (tak myślę)
 
 
Scion 
Podróżnik



Dołączył: 06 Kwi 2007
Posty: 552
Skąd: Choirgirl Hotel
Wysłany: 26-06-2011, 12:14   

Życzę powodzenia we Francji, tam mówią tylko po francusku :p Wiem z doświadczenia. We Włoszech powinnaś dać radę, nawet przydrożni handlarze znają podstawy angielskiego.

A co do hiszpańskiego - nie, nie jest podobny do francuskiego. Tylko ma się takie wrażenie poznając pierwsze słówka. Francuski jest o wiele bardziej porypany i ciężej go się nauczyć. Z najlepszymi ocenami w klasie i tak nie potrafię się porozumieć w tym języku. Poza tym łatwo pomylić gramatykę z hiszpańską, bo wydają się podobne, ale tak naprawdę bardzo się różnią.
_________________
kill, eat the male. kill, eat the male
 
 
Invicta 
Podróżnik



Dołączyła: 22 Cze 2011
Posty: 283
Skąd: Znikąd :)
Wysłany: 26-06-2011, 13:11   

Tak, słyszałam, że francuski jest dosyć trudny. Zastanawiałam się, czy brać hiszpański czy właśnie francuski, ale moja koleżanka, która się uczy francuskiego, powiedziała, żebym lepiej hiszpański wzięła... Podobno łatwiejszy, no i dużo ludzi używa go na co dzień :)
_________________
Śmierć z nutką ironii zawsze boli...
 
 
Stjarna 
Student



Dołączyła: 25 Cze 2011
Posty: 30
Wysłany: 26-06-2011, 13:37   

Scion napisał/a:
Życzę powodzenia we Francji, tam mówią tylko po francusku :p

No to mają pecha, będą musieli mnie zrozumieć :D Francuski jest masakryczny, uczyłam się go 3 lata i potrafię jedynie liczyć do 12 i powiedzieć, jak mam na imię i się spytać kogoś, jak się nazywa -.-
 
 
Invicta 
Podróżnik



Dołączyła: 22 Cze 2011
Posty: 283
Skąd: Znikąd :)
Wysłany: 26-06-2011, 14:08   

ou... to rzeczywiście musi być ciężki :O

Stjarna napisał/a:
Francuski jest masakryczny, uczyłam się go 3 lata i potrafię jedynie liczyć do 12 i powiedzieć, jak mam na imię i się spytać kogoś, jak się nazywa -.-


Skąd ja to znam? :( Ja mam podobnie po 3 latach przymusowej nauki niemca ;(
_________________
Śmierć z nutką ironii zawsze boli...
 
 
e_g 
Odkrywca



Dołączył: 29 Kwi 2005
Posty: 1674
Skąd: Poznań
Wysłany: 26-06-2011, 14:29   

Francuski nie jest taki masakryczny, moim zdaniem największy problem to tylko ilość rzeczy wymaganych do zapamiętania, czyli wszystkie czasowniki nieregularne i odmiany.

Uczę się już francuskiego cztery lata z ocenami 3 lub 4 i jedyne co potrafię to zamówić kawę u garcon'a :D Ale to wszystko ze względu na to, że po prostu jestem leniwy i jakbym nauczył się tych odmian, to byłoby znacznie lepiej.

Francuski to fajny język, nawet myślałem o filologii romańskiej, tylko właśnie myśląc przyszłościowo to francuski na nic się nie przyda, lepiej właśnie myśleć o wschodnich językach.
_________________
 
 
 
Anissa 
Podróżnik



Dołączyła: 22 Sty 2009
Posty: 265
Wysłany: 26-06-2011, 17:15   

Taa, teraz na topie to języki ciepłych krajów m.in włoski czy hiszpański. Ja rozpoczęłam naukę języka włoskiego. Język ten jest banalny, dużo słowek jest nawet podobnych do polskich odpowiedników więc jest idealnie. Tylko jeden kłopot jest jednak...te cholerne PRZYIMKI. Mam z tym ogromny kłopot, banieczkę z tego miałam z poprawy również. Nie wynika to z mojego lenistwa bo chęci miałam ale wyszło co wyszło. Nasza pani signora powiedziała, że nawet Włosi mają częsty problem z rozróznieniem kiedy i jaki(właściwy czy niewłaściwy) trzeba postawić przyimek. To jest ten jedyny kłopot ale signora powiedziała , że nam nie popuści bo przyimki to najważniejsza sprawa. Na początku 2 klasy mamy test z całej 1 klasy. Słownictwo umiem, ale te cholerne przyimki.

Stjarna a ty co masz jeszcze do szlifowania w języku angielskim. Uczysz się go 9 lat jak napisałaś mija już rocznica. Powinnaś już perfekt umieć, no ale to tak jest w szkołach. Ja uczę się 4 rok angielskiego, bo w podstawówce miałam tylko szwabski..

Warto też zaznaczyć że włoski i hiszpański są do siebie bardzo podobne więc w sumie jedno licho które się wybierze :)
 
 
Stjarna 
Student



Dołączyła: 25 Cze 2011
Posty: 30
Wysłany: 26-06-2011, 17:26   

Anissa napisał/a:
Stjarna a ty co masz jeszcze do szlifowania w języku angielskim. Uczysz się go 9 lat jak napisałaś mija już rocznica. Powinnaś już perfekt umieć, no ale to tak jest w szkołach.

Sama sobie odpowiedziałaś :D Tak, uczę się od 1 klasy podstawówki. Ale wiesz, raz nauczyciela nie ma, raz to i tamto. Poza tym w tym roku miałam masakryczną nauczycielkę -.- Na szczęście od września wraca moja była wychowawczyni i z nią będę miała Angielski (3 razy w tygodniu, wow!), więc się douczę. Planuję w liceum zapisać się na jakieś lekcje indywidualne z tego języka :)
 
 
Anissa 
Podróżnik



Dołączyła: 22 Sty 2009
Posty: 265
Wysłany: 26-06-2011, 17:41   

No takie kursy dodatkowe dużo dają.
3 godziny tygodniowo to zdecydowanie za mało ;)
 
 
Invicta 
Podróżnik



Dołączyła: 22 Cze 2011
Posty: 283
Skąd: Znikąd :)
Wysłany: 26-06-2011, 19:37   

Anissa napisał/a:
No takie kursy dodatkowe dużo dają.
3 godziny tygodniowo to zdecydowanie za mało


Zgadzam się :) . Ja przez 3 lata chodziłam na dodatkowe kursy angielskiego (dwa lata temu i w zeszłym roku 2 dodatkowe godziny tygodniowo, w tym roku 4) i nawet w szkole luzik miałam :jumper: . Ale pani od anglika w szkole nic nie mówiłam, jeszcze by ode mnie wymagała wszystkich kartkówek i testów bezbłędnych, a tak bym rady nie dała :nie: . A teraz, już po podstawówce doszło do tego, że na wakacjach, jeśli pojadę za granicę, to kto będzie załatwiać wszystko, co wymaga mówienia po angielsku? Ja. :papa: Ale naprawdę, opłaca się chodzić na taki dodatkowy kurs, szczególnie angielskiego, bo jak się nauczy to się prawie wszędzie da dogadać :)
_________________
Śmierć z nutką ironii zawsze boli...
 
 
Viekas 
Nowicjusz



Dołączyła: 27 Maj 2011
Posty: 27
Wysłany: 27-06-2011, 11:30   

Cytat:
A co do hiszpańskiego - nie, nie jest podobny do francuskiego. Tylko ma się takie wrażenie poznając pierwsze słówka. Francuski jest o wiele bardziej porypany i ciężej go się nauczyć. Z najlepszymi ocenami w klasie i tak nie potrafię się porozumieć w tym języku. Poza tym łatwo pomylić gramatykę z hiszpańską, bo wydają się podobne, ale tak naprawdę bardzo się różnią.

Hiszpański i Francuski to nie jest dialect continuum, także tylko z tego stanowiska widać różnice. Ja nie miałam najlepszych ocen w klasie ale porozumieć się w tym języku potrafię. :) Kwestią nie jest to, że jest jota w jotę to samo, tylko reguły nakreślające strukturę danego języka sprawiają, że mają bardzo dużo cech wspólnych. Nie uważam, aby język ten był porypany, ale na pewno trudny bez pierwszego roku intensywnego kursu, bo później - zaufaj mi - na pewno da się polubić. ;)

Cytat:
Stjarna a ty co masz jeszcze do szlifowania w języku angielskim. Uczysz się go 9 lat jak napisałaś mija już rocznica. Powinnaś już perfekt umieć, no ale to tak jest w szkołach. Ja uczę się 4 rok angielskiego, bo w podstawówce miałam tylko szwabski..


Nie bądź tak naiwna, polska oświata NICZEGO Cię praktycznie nie nauczy, bo 80% nauczycieli to głąby bez perspektyw na życie, którym pozostała jedyna opcja wykonywania zawodu darmozjada. :p Nie zdarza się abyś mogła pomyślnie zdać FCE po szkole polskiej. Pomijam już fakt, że poziom edukacji znacznie spadł w ostatnich latach; np. matura rozszerzona z matematyki ma niski poziom względem zeszłej dekady, a mimo to ludzie mają problem z napisaniem jej. Ci co piszą dobrze to są zapewne po korepetycjach bo tak sobie nauczyciele dziś dorabiają. :)

A tobie młoda damo, Invicta, mogę zasugerować (jeśli z gramatyką stoisz twardo) abyś zaczęła dużo czytać po angielsku, niezbyt trudnych tekstów bo możesz się zniechęcić, i wychwytywała wszelkie wyrazy, których nie znasz. Jeśli będziesz się uczyć co najmniej 2 wyrazów dzienne to po roku będziesz władać płynnie językiem. Po dwóch latach, będziesz miała angielski znacznie bardziej zaawansowany niż jankesi. :)
 
 
bobonton2 
Podróżnik



Dołączył: 31 Sie 2007
Posty: 518
Skąd: P-ń
Wysłany: 27-06-2011, 12:47   

Viekas napisał/a:
Nie zdarza się abyś mogła pomyślnie zdać FCE po szkole polskiej.

Nie spotkałem się jeszcze z liceum, w którym klasy kontynuujące naukę angielskiego nie miały podręczników na poziome upper intermediate lub advanced.
Viekas napisał/a:
matura rozszerzona z matematyki ma niski poziom względem zeszłej dekady, a mimo to ludzie mają problem z napisaniem jej.

Tegoroczny arkusz był nieporównywalnie trudniejszy od tego sprzed roku :tak: Nie żebym narzekał, mnie poszło OK, ale większość mojej klasy liczy tak na ~30%, podczas gdy kiedy pisaliśmy w drugiej klasie maturę 2010 jako sprawdzian, wyniki oscylowały w granicach 50-70%. Byliśmy o rok bogatsi w wiedzę, a jednak poszło dużo gorzej.

CKE podnosi poprzeczkę, co widać też po testach gimnazjalnych. Gazety rozpisują się o tym, jaki mamy kryzys edukacji, bo średnia spadła aż o 6 pkt, tymczasem to test był znacznie trudniejszy. Zawsze denerwowało mnie gadanie o tym, że nasz system edukacji jest zły. Jest dużo wyższy niż w Anglii, USA, Niemczech, czy Francji. Co z tego wyniosą uczniowie, to już inna bajka. Nie można wymagać, żeby każdy co do jednego Polak pamiętał datę pokoju w Buczaczu :D

Jedyne, do czego czego mógłbym się przyczepić, to niedokładnie sprawdzone akrusze maturalne przed zaserwowaniem ich uczniom. Czytanie ze zrozumieniem z matury z polaka jest analizowane według tzw. klucza indywidualnego (czyli każda praca omawiana jest w grupie egzaminatorów) ponieważ ogólnego klucza do tak nieprecyzyjnych pytań nie dało się ułożyć. W maturze z geografii pojawiło się nierozwiązywalne zadanie z powodu błędu w druku, a w rozszerzonej chemii znalazł się błąd merytoryczny.
 
 
Luthien 
Podróżnik



Dołączyła: 06 Lut 2007
Posty: 604
Skąd: Katowice
Wysłany: 27-06-2011, 21:08   

Viekas, właściwie można by się było odnieść do każdej rzeczy po kolei, ale zawężę się do dwóch, a może trzech.

Jeżeli nauczyciele to głąby to jak nazwać to co wypełnia resztę klasy? Nie za bardzo znasz zasady funkcjonowania szkoły, a niestety się wypowiadasz. Do klas nie chodzą klony o IQ 150, z którymi można czytać Blake'a na rozgrzewkę, a dzieci o różnym poziomie do których trzeba stosować jakiś ujednolicony program. Do tego są stosowane różne techniki, ale to nie ten temat. To, że FCE się nie da zdać po polskiej szkole to bardziej zasługa tego, że nauczyciele muszą pracować na takim materiale na jakim muszą.

Co do nauczycieli-darmozjadów... Kiedyś nauczycieli kształcono w seminariach nauczycielskich, obecnie na uniwersytetach czy kolegiach, a powinno na komisariacie. To też nie jest wina nauczycieli. Jeszcze za moich czasów do nauczycieli, ale i do innych zawodów podchodzono z pewną dozą szacunku. Nauczycielami są nie tylko osoby uczące w szkołach i pewne rzeczy się wynosi z domu. O ile w szkołach można mieć pewność, że kadra ma jakieś kwalifikacje, to w tym drugim przypadku różnie bywa.

Co do nauki języka przez dwa słowa dziennie to nawet nie ma co komentować. Może jeszcze samych rzeczowników? W każdej książce do metodyki nauczania języka coś takiego jest wyśmiewane. O ile różni teoretycy nauki i akwizycji języka się spierają o różne rzeczy i o to jak co wpływa na przyswajanie języka to tą jedną uniwersalnie obśmiewają. Nauka języka to trochę bardziej wieloetapowy proces, który zależy od wieku, od znajomości innych języków i wielu innych rzeczy. Co do "perfekt" to właściwie nie da się opanować ojczystego języka w stopniu perfekcyjnym, nie wspominając o obcym. Może mniej szastania jakimiś impertynenckimi stereotypami i wypowiadania się w kwestiach, o których nie ma się pojęcia.
_________________
 
 
Viekas 
Nowicjusz



Dołączyła: 27 Maj 2011
Posty: 27
Wysłany: 28-06-2011, 00:14   

@Luthien:
Na początek, pozwolę sobie przytoczyć bardzo ładny aczkolwiek nie do końca przez wszystkich wdrożony do użytku cytat:
Cytat:
Może mniej szastania jakimiś impertynenckimi stereotypami i wypowiadania się w kwestiach, o których nie ma się pojęcia.


Proszę uważnie czytać moje posty. Poza tym, jesteśmy dorośli więc proponuję dyskusję utrzymywać na pewnym poziomie, zgodnie z zasadami etyki, bez infantylnych emocji i emfatycznych popisów. :)

Gdybym nie znała zasad funkcjonowania szkoły to bym się nie wypowiadała na ten temat.
Próba uświadomienia mnie o mojej niewiedzy, czy cokolwiek to miało być, jest czystym przejawem ignorancji. Uczyłam się w szkole, o której mało kto marzyłby. Krytykując nauczycieli, nie mam na myśli szanowanych wykładowców uniwersyteckich, tylko pracowników szkol publicznych. Ci drudzy, nie cieszą się zbyt pochlebnymi opiniami wśród osób, które faktycznie wykonują swój zawód z powołania. Niska kultura języka, mało zaangażowania we własną pracę, arbitralny system oceniania, pomijając wyjątkowo mało pedagogiczne podejście do uczniów. Wypowiedzi moje są poparte dozą osobistych i niestety nieprzyjemnych doświadczeniach. Stąd też pejoratywne określenie jest skierowane do 80% nauczycieli, a nie wszystkich osób w zawodzie.
Sytuacja się diametralnie zmieniła w ciągu ostatnich lat. Uczęszczałam do gimnazjum gdzie matematyki uczyła pani po statystyce, która sama gubiła się we własnych obliczeniach. Ci trzeźwi uczniowie, co o matematyce mają trochę pojęcia, musieli poprawiać błędy a reszcie klasy objaśniać o czym w ogóle jest mowa. Pomijając moje przejścia, byłam świadkiem dość ciekawego przypadku, a mianowicie mój bliski kolega, który był mądrzejszy od nauczyciela, został wzięty pod celownik. Wylądował z trójeczką z matematyki na koniec, lecz z fizyki i informatyki miał 6. Świadectwo zostało wystawione samej nauczycielce.
Poza tym, nie podchodź tak przedmiotowo do dzieci i młodzieży; to KTO wypełnia resztę klasy to są młodzi obywatele naszego kraju od których w znacznym stopniu zależy rozwój naszego państwa w każdym tego słowa znaczeniu. To co z domu się wynosi, to jest jedno. Jednak szkoła powinna zagwarantować pomyślny start dla tych, którzy pierwotnie nie maja na niego szans. Nie tylko powinna wykształcić, ale tez zaszczepić chęć dalszego rozwoju a nie kopać pod dzieciakami dołki, czy tez odcinać skrzydła tym, którzy mogliby się wznieść bardzo wysoko.

Co do kwestii języków:
Cytat:
Jeśli będziesz się uczyć co najmniej 2 wyrazów dzienne to po roku będziesz władać płynnie językiem. Po dwóch latach, będziesz miała angielski znacznie bardziej zaawansowany niż jankesi.


Akurat amerykanie przed przystąpieniem na jakikolwiek brytyjski uniwerek są zobowiązani zdać testy językowe, ale to już nieco inna kwestia. Poprzeczki za wysoko nie postawiłam.
Poza tym, to co napisałam to abstrahowanie, a nie aprobata tego typu nauki. To tylko kalkulacja mająca na celu porównanie efektów systematycznej nauki na przełomie danego odcinku czasowego, w razie gdybyś miała wątpliwości. :)
Cytat:
Co do "perfekt" to właściwie nie da się opanować ojczystego języka w stopniu perfekcyjnym, nie wspominając o obcym.

Zgadzam się w 100 %. Chociaż swoją drogą nie wiem skąd przytoczyłaś ten termin. :)

Na koniec chciałabym dodać, że jestem zaszczycona konwersacją z osobą, która "ma pojecie" w tak wielu aspektach nauczania. :) Bardzo dziękuję, że podjęłaś sie rozmowy ze mną. Nie zapomnę tego. :)
 
 
Luthien 
Podróżnik



Dołączyła: 06 Lut 2007
Posty: 604
Skąd: Katowice
Wysłany: 28-06-2011, 01:24   

Zaczynasz od połajanki o poziomie, a sama ironizujesz i to w słabym stylu.
Viekas napisał/a:
Gdybym nie znała zasad funkcjonowania szkoły to bym się nie wypowiadała na ten temat. (...) Uczyłam się w szkole, o której mało kto marzyłby.

To jeszcze teraz POUCZ w szkole, aby mieć pojęcie, bo do szkoły chodził kazdy, ale mało kto stał po tej drugiej stronie. Wtedy możesz mieć jako taki ogląd.
Viekas napisał/a:
Ci drudzy, nie cieszą się zbyt pochlebnymi opiniami wśród osób, które faktycznie wykonują swój zawód z powołania.

Niestety nie rozumiem tego zdania. Wynika z niego, że żaden nauczyciel nie cieszy się pochlebną opinią "osób z powołania." Niby akademiccy są z powołania, a to są jakieś odrzuty? Praca nie określa człowieka. Tak samo nie rozumiem argumentu o koledze z 6mi i 3ką. Nauczyciel zrobił combo breakera? Na jakiej podstawie uważasz, że był mądrzejszy od nauczyciela. Rozwiązał zagadki milenijne? Wskazał błędy w pracy magisterskiej nauczyciela? A arbitralnie to się ocenia wszędzie. W szkole, na uniwerku i na rozmowie o pracę.

Bierzesz w obronę "uprzedmiotowione" w mojej wypowiedzi dzieci i młodzież nie widząc przy tym jakimi ogólnikami rzucasz w nauczycieli. Nie twierdzę, że wszyscy nauczyciele są krystaliczni. Patologiczne wypadki z nauczycielami się zdarzają, ale teraz chyba częsciej już w drugą stronę. Tak czy owak, nazywanie 80% nauczycieli głąbami, nieudacznikami itp., bo pani dała trzy na świadectwo jest dopiero infantylne, a teksty o skrzydłach to już czysty batos. Może miałaś pecha i faktycznie 80% nauczycieli w waszej szkole pasowało do opisu, ale to wyraźnie zaznacz i nie wysnuwaj z tego imperatywów.

Nie mam pojęcia co mają Amerykanie do uczenia się słówek do jakości takiej nauki i do testów na uniwerek. Napisałam, że takie podejście nie da efektów, bo akwizycja języka to coś więcej niz słówka. Sama nie kocham Amerykanów, ale mimo wszystko potrafią mówić po angielsku i używają więcej słów niż 1000.

I tak na sam koniec. Weź pod uwagę, że to forum to nie tylko ludzie <20 lat, którzy są we wszystkim najlepsi, mają na wszystko odpowiedź w tym wiedzą jak rozwiązywać problemy ekonomiczne i ogólnie mają wynalezione panacea na wszystko, ale też ludzie, którzy wykonują te darmozjadzkie zawody i którzy mogą się wkurzyć jak czytają coś takiego.
_________________
 
 
e_g 
Odkrywca



Dołączył: 29 Kwi 2005
Posty: 1674
Skąd: Poznań
Wysłany: 28-06-2011, 02:09   

Oho, nagonka na nauczycieli, mamy tutaj przykład poszkodowanej z złymi doświadczeniami z przeszłości "a bo w moim gimnazjum to było źle".

Stosuję pismo:
Szanowna absolwentko szkół podstawowych, gimnazjalnych, średnich, (znaczy, z wieloletnim doświadczeniem).
Niezmiernie nam przykro z powodu twoich dotkliwych wspomnień dotyczących złej i nikczemnej pani od matematyki Taka już ich fama, że to one grają czarne charaktery w szkolnych bajkach. Niestety, tak się składa, że pozycję nauczycieli często otrzymują osoby nie zawsze nadające się do tej kategorii pracy, nie posiadający odpowiedniego wykształcenia czy też predyspozycji, które umożliwiają współdziałanie z młodzieżą. Jest to z winy braku ich doświadczenia, a dotyczy to obu grup - i starszych (dawniej na uniwersytetach nie było zajęć uzupełniających z pedagogiki, psychologii rozwojowej czy też konkretniejszej wiedzy o akwizycji języków skoro o nich mowa) oraz młodszych (świeżo po studiach nie zawsze jest łatwo znowu przerzucić się na tryb szkolny i zorganizować przepełnioną klasę).
Nazywanie z tego powodu pozostałych ludzi DARMOZJADAMI to po prostu jakieś, nie wiem, faux pas, prosta próba wyszczekania się.
A wskakiwanie na system edukacji to też jakaś drwina, jasne, najlepiej zrezygnować z przymusowego edukowania się, w końcu po co to komu, dobrobyt społeczny jest, mama tata da, a facebook sam się nie odświeży. Gawiedź ma książki, niech się uczy, a jak nie chce, ich strata, w końcu mają świadomość!
<w tym momencie, miałem zamiar wrzucić coś o psychologii społecznej i funkcjonowaniu jednostek, ale zwyczajnie mi się nie chce trololo>.
Nie jest on idealny, żaden nie będzie, ale taka prawda, że nasz, POLSKI system produkuje uczniów z lepszymi wśród pozostałych wynikami. Także nauczycieli, którzy takich uczniów pchają do przodu (no bo nie ma co wierzyć, że nasze dzieci to z kolei takie geniusze są) też jest od groma, a skoro im się udaje, to znaczy, że muszą być dobrzy. Problem jest tylko taki, że o dobrych rzeczach nigdy się nie wspomina, a te złe to zawsze wypomina.

Jasne, też teraz mogę powskakiwać na tą wredną babę z chemii, której podbrzusze nadal nawiedza moje koszmary oraz przez którą musiałem tyle przejść, albo przez matematyczkę, która własnej dupy by nie znalazła, nie mówiąc już o jakichś niewiadomych (zmienili ją po roku właściwie, dzięki interwencji mojej klasy, a że niektórzy to takie dupy wołowe co tylko potrafią siedzieć i narzekać, no to cóż), albo dyrektorkę co gościnnie występowała w Tetrisie jako czerwony kwadrat, ale skrzywiony przez to nie jestem, a cała wiedza, jaką przyswoiłem to rozwinęła w jakimś stopniu każdą sferę intelektualną jaką posiadam.

W ogóle do rzeczy, wiem, że to trudne zadanie, ale wyobraźmy sobie, że nad tym naszym systemem edukacyjnym pieczę sprawuje grono osób wykształconych, które pewnie w połowie życie spędzili czytając różne publikacje czy dziecko szybciej nauczy się walić głową w ścianę dzięki systemowi nagród czy też dzięki zastosowaniu siły i MAJĄ JAKIEŚ POJĘCIE co się dzieje. Obywatel ma prawo wyrażać swoje zdanie, ale róbmy to jakoś właściwiej.
_________________
 
 
 
Anissa 
Podróżnik



Dołączyła: 22 Sty 2009
Posty: 265
Wysłany: 28-06-2011, 07:51   

Viekas napisał/a:
Co do "perfekt" to właściwie nie da się opanować ojczystego języka w stopniu perfekcyjnym, nie wspominając o obcym.

Zgadzam się w 100 %. Chociaż swoją drogą nie wiem skąd przytoczyłaś ten termin.


Dobra widze że w każdej teraz prawie wypowiedzi przytaczacie do ''perfekt''. dla sprostowania oczywiście nie chodziło o perfekt w czystej formie, tylko chciałam podkreślić że po 9 latach nauki osoba powinna już umieć angielski na takim poziomie by płynnie mówić, dogadać się dobrze za granicą i znaleźć za nią pracę. Więc to perfekt to było tylko takie wzmocnienie. i tyle.

A co do toczącej się teraz dyskusji, to myślę jedno, osoba która miała problemy w szkoel, do której chodziła, nie powinna od razu przypisywać że tak jest w każdej innej szkole.
 
 
Viekas 
Nowicjusz



Dołączyła: 27 Maj 2011
Posty: 27
Wysłany: 28-06-2011, 13:16   

Nie jest to żaden osobisty bojkot na nauczyciela(i) bo "pani byla niemiła", a doszukiwanie się tego typu argumentów między linijkami moich wypowiedzi nawet nie można nazwać dziecinadą, bo jest to stanowisko wyjątkowo niskich lotów. Nie wycieraj sobie twarzy chwytaniem za słówka. Na pewno bym nic o tym nie wspominała, gdyby były to trywialne występki, czy to z powodu słonej zupy w stołówce czy też jakiś fluktuacji humorków nauczycielskich. To co mam na myśli to czysta przyzwoitość, która jest zagrożona wyginięciem. Zawód nauczyciela nie należy do najłatwiejszych, wymaga wielu poświęceń i dużej miary obligacji, żeby został egzekwowany poprawnie. Ale czy to jest aż tak trudne by walczyć o przetrwanie dając upust swojej agonii na innych? Nie wiem, może to jest jakiś argument wychowawczy, muszę przyznać, że nie stałam po drugiej stronie. Ale gdybym nie miała racji to bym grono edukatorów wspominała jako marudnych, ostrych, zawziętych ale dobrych w swojej posadzie. Mówiąc to nie ograniczam się do okręgu miasta, w którym mieszkam, ale też z kolei nie twierdze, że wszędzie, każdy jest taki sam.
Przytoczyłam przykład z kolegą aby pokazać istniejące absurdy i to, że jurysdykcja nauczycielska sięga daleko, może nawet za bardzo. Niezależność od prokuratury ma swoje plusy. A na swój sposób, nauczyciele nie muszą ponosić zbytniej odpowiedzialności za wyniki nauczania.
Mówiąc "mądrzejszy od nauczyciela" chcę metaforycznie uzmysłowić, że nie jest to taki egzotyczny fenomen, uczniowie mający materiał opanowany lepiej od osób z wykształceniem wyższym.
Tak na dobrą sprawę, to nie ja robię z siebie cierpiętnicę, bo pokrzywdzonych udają nauczyciele sami. Pensja nauczyciela oscyluje w granicach od ok. 1500 do 2500 zł. Są to dobre zarobki, biorąc pod uwagę stosunek dni roboczych do wolnych w porównaniu z innymi zawodami, które wymagają równego stopnia fatygi. 2 miesiące wakacji, wolne wszystkie ferie, soboty i niedziele. Na ulicach co róż protesty o ameliorację warunków pracy czy też znaczną redukcję nadgodzin. Skoro ludzie powinni nabrać trochę empatii w stosunku do nauczycieli, to czemu nie idzie to w dwie strony? Co z osobami, które faktycznie są niesprawiedliwie opłacane a warunki pracy naprawdę pozostawiają wiele do życzenia? Czy to nie jest przejaw egocentryzmu?
Także statystyki podają, że ludzie z gorszymi wynikami na studiach robią zaocznie specjalizacje upoważniające ich do wykonywania zawodu nauczyciela. Oczywiście, pozwól, że podkreślę, iż nie mam na myśli wszystkich nauczycieli jako nieudaczników. Po prostu większość z nich to cwaniaki.

Cytat:
Ci drudzy, nie cieszą się zbyt pochlebnymi opiniami wśród osób, które faktycznie wykonują swój zawód z powołania.

Znam wielu ludzi, którzy w swoim fachu są ekstraklasą, którzy jako osoby kompetentne i znające się na rzeczy, mogą jednogłośnie stwierdzić, że ta obecna sytuacja przekracza granice dobrego smaku.

Poruszyłam kontrowersyjny temat, moje słowa są śmiałe, jednak mam poparcie w faktach. Jeżeli cię uraziłam, to wybacz, przecież nie jestem tu po to by wskrzesić wojnę. :)

P.S.
Cytat:
czysty batos

*patos
 
 
e_g 
Odkrywca



Dołączył: 29 Kwi 2005
Posty: 1674
Skąd: Poznań
Wysłany: 28-06-2011, 14:21   

Viekas napisał/a:
Cytat:
czysty batos

*patos


Viekas napisał/a:
Na ulicach co róż protesty


co rusz*
_________________
 
 
 
Luthien 
Podróżnik



Dołączyła: 06 Lut 2007
Posty: 604
Skąd: Katowice
Wysłany: 28-06-2011, 14:25   

Zacznę tym razem od samego końca. Nie PATOS tylko BATOS (gr. bathos). Batos to wykorzystanie patosu w niestosownym miejscu przez co jest śmieszny, groteskowy i mierzi czytających, np. gorzkie żale na forum. Tym razem poprawiasz coś o czym nie masz pojęcia. Jeżeli już tak chcesz wypominać „błędy” to popatrz na np. kolokacje jakich używasz.

Wracając do tego zalewu pustosłowia, okrągłych zdań o niczym i falacji, to podawanie jakichś swoich doświadczeń jako weryfikowalnych prawd to jest chyba największą z nich. Co jest absurdalnego w tym, że ktoś ma dobre oceny i złe? Właściwie nie napisałaś nic nowego i podajesz te same argumenty o wybitnych jednostkach rodem z tradycji romantycznej będących pod jarzmem nauczycieli ciemniaków. Aha, przepraszam, dodajesz, że istnieją jacyś mityczni uczciwi nauczyciele. Mówisz, że nie wszyscy, ale większość nauczycieli to cwaniacy, co popierasz silnymi statystykami zaczerpniętymi z … i opracowanymi przez profesora …. No właśnie… Nadal pytam na jakiej podstawie twierdzisz, że wiesz, że większość, że zarabiają kokosy, że ale gdybym nie miała racji to. Darmozjady nauczyciele, darmozjady górnicy, darmozjady hutnicy, darmozjady pielęgniarki i setki innych darmozjadów. Typowe Alle gegen Alle.
Niektórzy tutaj pisali lub piszą prace magisterskie i uwierz mi, że „moich sto przemyśleń na temat” i podawanie czegoś „bo wiem” i „mam poparcie w faktach” jest pomijane milczeniem, a student jest kierowany do przeczytania i przeanalizowania rodzaju falacji i błędów logicznych.
_________________
 
 
Integral 
Archeolog



Dołączyła: 10 Cze 2006
Posty: 2536
Skąd: Sin City
Wysłany: 30-06-2011, 19:12   

Dla zrównoważenia "wieloletniego doświadczenia" (sprytnie nazwane :D ) od siebie dodam krótko i na temat, że zawód nauczyciela to coś więcej niż tylko szukanie niewiadomych i wstawianie ocen porównywalnych do reszty :) . Tak się składa, ze przez różne przeboje w życiu przyszło mi przechodzić, ale właśnie na tych jednych, na nauczycieli, zawsze mogłam liczyć. Zarówno gdy chodziło o dopytanie o niejasne kwestie (tak też można) jak i zwyczajnie jak na ludzi.

Nie tak dawno nawet (no, będzie rok, ale czym jest rok wobec dwudziestu :p ) jechałam pociągiem z pewnym nauczycielem, religii i niemieckiego. To była wyjątkowo ciepła, z troską wypowiadająca się o uczniach osoba. Wiem, że nie zawsze poziom da się wyśrubować tak, żeby tych zajebistych powybijać naprzód, ale z drugiej strony nigdy nie spotkałam się z przypadkiem nauczyciela, nawet najbardziej zołzowatego, który nie byłby w stanie ostatecznie docenić zdolnego, normalnego ucznia. Opisywane tu sytuacje kojarzą mi się trochę z nagonką na nauczycieli, kiedy uczniowie nagle sami dają sobie prawo do oceniania go, jednocześnie szlifując swoją postawę do tak ostrych krawędzi, że nauczyciel ma po ludzku dość.

Dla mnie nauczyciele to są i zawsze będą naprawdę świetni ludzie. Przez długi czas sama chciałam uczyć. Zresztą może jeszcze będę, jak mi się coś zawidzi i odwidzi :p . Przede wszystkim myślałam o matematyce. Już w moim LO była jedna miła, słodka i zdolna matematyczka z podejściem do uczniów, która zadawała kłam stereotypowi starej panny z piejącym głosem. Akurat moim nauczycielem był wyjątkowo cięty na młodzież, wychowany wg "starych zasad" matematyk, ale jego również wspominam bardzo ciepło :) . Nie kwestionuję jego sposobów nauczania, dla mnie to zawsze było wystarczające, a nawet, jeśli dopuszczał się jakiegoś "czepialstwa" względem mnie to wiem, że chciał mnie tym wypchnąć naprzód.

Ok, miało być krótko a wyszło jak zwykle :p . Nie zgadzam się z łajaniem nauczycieli, przykro mi to czytać. Tak samo jak przykro było słuchać wspomnianego nauczyciela którego spotkałam w pociągu, a który też obrywał jakimiś pomyjami za to, że pracuje w zawodzie jakim pracuje i oprócz nauczenia czegoś 30 dzieci, stara się też ich wychować na ludzi. Na tyle, na ile szkoła może.

Aha, bibliografii do posta nie dodam, bo jej nie ma. Pisałam, jak to mawiają nauczyciele, "z głowy czyli z niczego", jeśli mimo to ktokolwiek uzna ten post za wartościową cegiełkę w dyskusji, to miło mi :D .
_________________
Don't waste your time or time will waste you
 
 
Invicta 
Podróżnik



Dołączyła: 22 Cze 2011
Posty: 283
Skąd: Znikąd :)
Wysłany: 30-06-2011, 21:19   

Integral napisał/a:
Nie zgadzam się z łajaniem nauczycieli, przykro mi to czytać. Tak samo jak przykro było słuchać wspomnianego nauczyciela którego spotkałam w pociągu, a który też obrywał jakimiś pomyjami za to, że pracuje w zawodzie jakim pracuje i oprócz nauczenia czegoś 30 dzieci, stara się też ich wychować na ludzi. Na tyle, na ile szkoła może.


tak, zgadzam się, i to na 100%. U mnie w klasie niestety nie wszyscy to rozumieli i wymyślali nauczycielom różne wyjątkowo głupie przezwiska, czepiali się wszystkiego. Nie podobało mi się to, powiem szczerze. Bo po co oni to robili? Już bardziej rozumiem koleżankę, która mówiła "nauczyciele równi goście, ale nie na lekcjach". To akurat pasowałoby do pani od polskiego - niezbyt ją lubiłam, ale jak musiałam z nią jechać na jakiś tam konkurs to naprawdę dało się z nią porozmawiać. Podobnie z wychowawczynią, którą mieliśmy tylko w tym roku (na szóstą klasę nam zmienili). Na lekcjach sprawiała wrażenie zbyt sztywnej, ale jak z nią pojechaliśmy na zieloną szkołę, była bardzo fajna. A kilka miesięcy przed tym połowa klasy nagadywała na nią naszej starej wychowawczyni i chcieli zrobić "protest" u dyrektorki. Dobrze, że się w to nie wmieszałam.
Ale część miała prawdziwe poczucie humoru. Potrafili na lekcjach pożartować, o ile nie zachowywaliśmy się "jakbyśmy uciekli z zoo" jak to czasem mówili. Ale jak ktoś był normalnie do nauczycieli źle nastawiony bez powodu, to trudno, żeby polubił... A ja teraz rozumiem, czemu się denerwowali, kiedy musieli radzić sobie z 26 rozbójnikami, "najgorszą klasą w dziejach szkoły" jak nas nazywali... No, może jak się już nie ma do tej szkoły po wakacjach wrócić, to się o tym więcej myśli...
_________________
Śmierć z nutką ironii zawsze boli...
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


© 2002 - 2017 World of Tomb Raider | WoTR na Facebooku



Nasze strony wykorzystują pliki cookies. Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Więcej o cookies powie Ci wujek Google.

phpBB by przemo  
Strona wygenerowana w 0.51 sekundy. Zapytań do SQL: 13