FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj




Poprzedni temat «» Następny temat
Książki, książeczki
Autor Wiadomość
rudaalqu 
Nowicjusz



Dołączyła: 30 Sie 2010
Posty: 6
Wysłany: 30-08-2010, 20:51   

Ostatnio miałam do czynienia z twórczością Cobena, z czystym sercem polecam książkę "W Głębi Lasu". Jeżeli ktoś lubi poplątane, kryminalne zagadki, które nie są z góry przewidywalne i nie ciągną się jak flaki z olejem - Polecam.!
"W głębi lasu" zaspokoiła moją pasję kryminalną wpychając się w ranking kryminalnych książek zaraz po twórczości Joe Alexa :D

Jako że uwielbiam serial "True Blood" który moim zdaniem pokonuje serię "Zmierzch", wzięłam się za czytanie ebooków Charlaine Harris z serii o Sookie Stackhouse, przeczytałam część pierwszą "Martwy aż do zmroku", jednak rozczarowałam się bardzo. Płytkie to takie, pamiętnik głupiej blondynki zakochanej w wampirze. Zdziwiłam się, że ktoś odnalazł w takiej książce potencjał na serial. Na szczęście sam serial jest o niebo lepszy niż książka.


Z polskiej literatury jestem w stanie wymienić tylko trzy pozycje, które do tej pory są w stanie mnie zająć na kilka godzin i nie zanudzić (tak jak ostatnio uczynił to Tomasz Piątek swoim "Kilka nocy poza domem").

Między innymi Mickiewicz. Kocham go za Dziady, Grażynę, fantazyjność Pana Tadeusza et cetera.

Chmielewska - Krokodyl z Kraju Karoliny, Lesio, Nieboszczyk Mąż, Książka Poniekądkucharska, Zapalniczka, Wszyscy Jesteśmy Podejrzani i w końcu moja ulubiona perełka "Całe Zdanie Nieboszczyka".

Krzysztof Petek - cała seria "Porachunki z Przygodą" i seria "Gra".

To są moje brylanty na regale na dzień dzisiejszy.
Zobaczymy co będzie dalej. :)
 
 
Gregory 
Student



Dołączył: 28 Sie 2010
Posty: 68
Skąd: Gdańsk
Wysłany: 17-09-2010, 12:32   

Nie wiem czy któs tu czytał tą książkę poza mną ale co tam.

Jakieś dwa lata temu pierwszy raz zobaczyłem w sklepie "Serię Niefortunnych zdarzeń" i przeczytałem pierwszy tom. Potem drugi i tak dalej i tak dalej.

A jak już przeczytałem wszytskie części tej książki czyli 13 części to zacząlem czytac wszystko od początku a teraz jestem od tego uzależniony nie wiem ile razy te 13 tomów przeczytałem. :D Polecam!
_________________
Forget about the sunrise
Fight the sleep in your eyes
I don’t wanna miss a second with you
Let’s stay this way forever
It’s only getting better
If we want it to
 
 
 
Integral 
Archeolog



Dołączyła: 10 Cze 2006
Posty: 2536
Skąd: Sin City
Wysłany: 03-11-2010, 02:26   

Miałam przyjemność zapoznać się ostatnio z dwiema książkami, o których przyznaję - nie wiem co myśleć :p . Wiem, że to bieda, kiedy po przeczytaniu książki drapie się w głowę i zastanawia, co się właściwie stało, ale coś czuję, że ten "wtf" gatunek stanie się moim ulubionym ;) . Dobre dzieło pozostawia po sobie tęsknotę, a nie posmak.

"Piękni Przegrani" Leonard Cohen
Sto patyków temu, kto to zrozumie. Próbowałam wspomagać się jakimiś opisami, recenzjami w internecie... wyczytałam jednak jedynie, że jest to sztandar kanadyjskiej literatury lat 30' XX wieku. Że jest to powieść rozpaczliwa - zgadzam się. Że mówi coś o człowieczeństwie - zgadzam się po stokroć. Nadmienię, że sprowadzenie całego życia (w tym piosenek słuchanych w radiu - jeden z najbarwniejszych imo fragmentów powieści) do biologiczności w stanie wydestylowanym i zbrukanym jest wcale nieobcym mi poglądem. Nie ma piosenek, są tylko zakamuflowane orgie, nie ma tęsknoty, jest gwałtowna potrzeba (za przeproszeniem) puknięcia kogoś, a i to będzie miało w sobie coś z rozpaczy. Idźmy dalej: że jest to powieść o miłosnym trójkącie - nie ulega wątpliwości. Ale przyszłym ewentualnym czytelnikom radzę przyjrzeć się enigmatycznej postaci F., który być może wcale nie istnieje. Rzecz w tym, że to nie wyczerpuje tematu, nawet nie zaczyna opisywać tego dziwnego tworu.
Nie ulega wątpliwości, że po dogłębniejszej analizie i interpretacji znalazłoby się w tym dziele dużo więcej niż mi samej udało się zauważyć. Możecie wierzyć lub nie, ale powyższy akapit powstał po dość głębokim przemyśleniu sprawy. Gdyby ktoś mnie zapytał "o czym jest ta książka" miałabym poważne problemy z udzieleniem jednoznacznej odpowiedzi. I nie chodzi tu wcale o drugie dno, w którego istnienie oczywiście nie wątpię.
Co się tyczy zaś strony niemal wyłącznie formalnej/fabularnej; pisane jest to w pierwszej osobie, w formie czegoś zbliżonego do dziennika. Przedmiotem opisów są nierzadko dość wulgarne i tragiczne w swej wymowie wydarzenia, jednak opisywane są one wystarczająco poetyckimi frazami, żeby nie tylko nie czuć wstrętu, ale nawet poczuć sympatię do tego szczerego, starego zboczeńca, którym - w moim prywatnym odczuciu - jest narrator. I właśnie - nie mówię o grafomanii, a o poezji! Oto poezja o seksie i depresji. Czyż to nie definicja szaleństwa? Choć nie zdziwiłabym się, gdyby komuś brzmiało to całkiem normalnie, w końcu każdy, gdyby go rozłożyć na części pierwsze, jest zdeprymowanym wariatem i zboczeńcem. Fabuła - wydaje mi się być tylko po to, żeby stanowić w grunt w dość pływającej narracji. Wszystko już się właściwie wydarzyło (aż do epilogu), teraz tylko musimy się zorientować, co zaszło. Losy bohaterów (narratora, jego żony Edith i przyjaciela F.) przeplatają się z losami irokeskiej świętej z XVII wieku, Katarzyny Tekakwithy i zdają się mieć jakieś odbicie w głównym bohaterze. Ten pod wpływem kolejnych wiadomości jakie zdobywa nt tej dziewczyny, relacjonuje dalej wszystko co zaszło w jego życiu, od czasu do czasu wtrącając bezcenne powiedzonka F. Ale żeby nie było za łatwo, nawet zamknięcie książki po przeczytaniu ostatnich słów nie daje jasnego oglądu sytuacji. Raczej portretuje relacje między bohaterami.

W spoilerze fragmenty prozy-poezji. Zamieszczam dlatego, ze uważam osobiście, że jest to naprawdę kawałek co najmniej interesującej, intrygującej literatury, którą lepiej byłoby przedyskutować z kimś, kto ma ją już za sobą. Liczę na to, że to kogoś zachęci. A nuż ktoś się skusi?
Dodam jeszcze tylko, że gdzieś od połowy powieści wróciłam na początek uznając, że taka dawka schizofrenicznego surrealizmu to za dużo nawet jak na tę powieść, po czym... jeszcze tego samego dnia dotarłam do tego samego miejsca, nadal niewiele więcej rozumiejąc. Tak więc, gdyby ktoś czytał - nie zniechęcać się ;) .

Spoiler:
"O czwartej nad ranem F. wyznał, że przez dwadzieścia lat znajomości z Edith przespał się z nią pięć czy sześć razy. Pięć czy sześć razy... toż to zwykła przyjaźń. "

"Marie de l'Incarnation, Marguerite Bourgeoys, Marie-Marguerite d'Youville, może uda wam się mnie pobudzić, jeżeli zdołam wysupłać się z siebie. Chciałbym dostać jak najwięcej. F. twierdził, że nie słyszał jeszcze o świętej, której nie miałby ochoty przerżnąć. Co miał na myśli? F., tylko mi nie mów, że osiągasz głębię. F. tak się kiedyś wyraził: Mając szesnaście lat, przestałem pieprzyć twarze. Sam sprowokowałem tę uwagę, dając wyraz mojemu obrzydzeniu wobec jego ostatniego podboju, młodej garbuski, którą poznał, kiedy zwiedzał sierociniec. F. przemówił wtedy do mnie, jak gdybym doprawdy sam był upośledzony; może zresztą wcale nie zwracał się do mnie, kiedy mruknął: Kimże ja jestem, żebym odrzucał ten świat?"

"Zaraza! Zaraza! Wdziera się na karty moich poszukiwań. Nagle epidemia ogarnia moje biurko. Wali się mój uwiedziony gmach, niczym krzywa wieża w Pizie, której upadek, przy dźwięku tympanonów i skrzypu drzwi, przedstawia futurystyczny film Walta Disneya. Pędem rozpinam suwak, wypada kurz i gruz. Li tylko twardy kutas wiedzie do Ciebie, a dobrze o tym wiem, bom stracił wszystko w tym kurzu. Zaraza wśród Mohawków! Wybuchła w roku 1660, szalejąc nad brzegami rzeki Mohawk, pustosząc wioski indian niczym pożar lasu potęgowany wiatrem, i dotarła do Ossernenon, gdzie mieszkała Katarzyna Tekakwitha, czteroletnia dziewczynka. Zabrała jej ojca, i matkę, chrześcijankę, która wycharczała ostatnią spowiedź, zabrała jej małego brata, któremu ptaszek oklapł raz na zawsze, bezużyteczny jak ślepa kiszka. Z tej całej potępionej, mieszanej rodziny ocalała jedynie Katarzyna Tekakwitha, z ceną biletu wyrytą na twarzy. Katarzyna Tekakwitha wcale nie jest piękna! Chciałbym teraz uciec od swoich książek i snów. Nie chcę się pieprzyć ze świnią."


Polecam. A gdyby ktoś przeczytał, koniecznie proszę podzielić się ze mną wrażeniami. Mam wrażenie, że ta książka nie powstała dla pojedynczego odbiorcy.

"Gra Anioła" Carlos Ruiz Zafon
Jak zapewne większość czytelników tej książki, ja także sięgnęłam po nią urzeczona poprzednim bestsellerem Zafona, "Cieniem Wiatru". Może nie powinnam aż tak sugerować się cudzymi opiniami mówiącymi, że książki są niemal bliźniacze... Moje pierwsze wrażenia są/były trochę rozczarowujące. Mając w głowie klimat "Cienia Wiatru" nastawiłam się na magiczną powieść z pogranicza świata realnego i nierealnego; jednak zgrabnie zaplanowaną. Nie można powiedzieć o "Grze Anioła", że jest nieprzemyślana, albo że nie czuć tej magii, noszonej przez słowa Zafona, będące kwitnącymi metaforami ocierającymi się momentami o zwykłe grafomaństwo. Jednak ta książka... jest po prostu inna.
Sam autor mówił podobno, że "jeśli Cień Wiatru jest spokojną dziewczynką, to Gra Anioła jest jej zbuntowaną siostrą". Coś w tym będzie, to prawda. Mimo wszystko w moim osobistym odczuciu, posługiwanie się tym samym, rozbudowanym, baśniowym, wielozmysłowym językiem nie działa w przypadku tak pokręconej powieści jak "Gra Anioła". Przyznaję, w którymś momencie niecierpliwiłam się widząc przed sobą akapicik całkiem ładnych słów, ale CO Z TEGO kiedy ja właśnie chcę wiedzieć, czy bohater wyszedł z tej sceny cało! To trzeba oddać - powieść wciąga i trzyma w napięciu. Ale język za tym nie nadąża! O ile - jak pamiętam - w "Cieniu Wiatru" nie rzucało się to aż tak w oczy, o tyle tu szkarłaty rozlewające się po dachach Barcelony odbijających światło niczym pokryte pajęczą siecią pęknięć lustro mnie za przeproszeniem guziczek obchodzą, gdy ważą się losy głównych bohaterów. I nikt mnie nie przekona, że ów na to właśnie zwracał uwagę, gdy wlókł się uliczkami Barcelony trzymając się za zraniony bok i znacząc ścianę groteskowym zapisem cierpień notowanych krwawym atramentem!
Ale odstawmy na bok porównania... Nawet jeśli podobne, są to nadal dwie oddzielne książki. Jest to powieść o niebanalnym języku, balansującym jednak momentami na granicy kiczu. Opowiada o młodziutkim pisarzu Davidzie Martin, którego kariera pisarska nabiera tempa. Zaczynał w gazecie, przez dobrze płatny kontrakt w myśl którego wydawał co miesiąc jedną powieść z cyklu "Tajemnice Barcelony", aż po... no właśnie. Im dalej szła jego komercyjna kariera, tym głębiej odczuwał fakt, że się zwyczajnie sprzedaje, pisząc jakieś banialuki. Wkrótce docierają do niego smutne wieści i równie wkrótce dostaje intratną propozycję od jakiegoś dziwnego jegomościa, o którym ciężko stwierdzić, czy jeszcze jest na tym świecie, czy na tamtym, czy może wędruje pomiędzy nimi, czy może w ogóle nie istnieje. I tu - dosłownie - zaczyna się postradanie zmysłów.
Nic nie jest tu jasne tak naprawdę. W moim osobistym odczuciu
Spoiler:
Martin nigdy nie pozbył się guza mózgu, za to nabawił się rozszczepienia jaźni i to całkiem konkretnego, czego dowodem są ostatnie rozdziały i aż proszący się o skojarzenie fakt, że gdzie się nie pojawił, tajemniczy ktoś tuż przed nim zabijał istotnych w jego dochodzeniu świadków
jako, ze wydaje mi się to jedynym logicznym uzasadnieniem. Zwłaszcza, gdy wziąć pod uwagę zakończenie.
Momentami jest to mocna książka. Po scenie
Spoiler:
śmierci Cristiny
musiałam odłożyć to na jakiś czas, żeby się zwyczajnie ogarnąć, bo nagle zrobiło się tego za dużo jak na moją głowę.
Ogólnie jednak - polecam. Jest intryga, jest romans, jest klimat Barcelony z lat 20. ubiegłego wieku i nic tego tej książce nie odbierze. Z pewnością jest to coś, co niebywale wciąga, nierzadko mając gdzieś, czy się to podoba samemu czytelnikowi, czy nie :p . Jak dla mnie wcale niecodzienne zjawisko. Przy okazji też polecam sam "Cień Wiatru", który jest daleko mniej mroczny i jakoś bardziej trzyma się ziemi niż jego opisywany tu przeze mnie prequel. Aha i pragnę zaznaczyć, że choć na razie wkurza mnie ilość niedomówień, to jednak ktoś może to uznać za zaletę. W końcu nie ma nic gorszego niż dzieła na tyle oczywiste, że dało radę je wyeksploatować na ograniczonej liczbie stron.
_________________
Don't waste your time or time will waste you
 
 
joker 
Obieżyświat



Dołączył: 11 Sty 2007
Posty: 1015
Skąd: Gliwice
Wysłany: 08-11-2010, 19:30   

Ostatnio przeczytałem "Piórka" Jana Izydora Sztaudyngera. Fantastycznie potrafi się bawić słowami. Niektóre fraszki są głęboko filozoficzne, niektóre komiczne, a niektóre... sami się dowiedzcie ;) Powiem jedynie że uwielbiam gdy poeta świntuszy :p
_________________
http://www.jokus2009.republika.pl
Miód jest dla mięczaków. Prawdziwi twardziele żują pszczoły!
 
 
 
ninti 
Obieżyświat



Dołączyła: 02 Sty 2004
Posty: 793
Skąd: Lublin
Wysłany: 21-11-2010, 10:54   

Przeczytałam "Egipcjanina Shinue" Miki Waltariego i powiem szczerze, że jestem troszkę rozczarowana. Dużo naczytałam się pochlebnych opinii na temat tej książki, a jednak nie zachwyciła. Tzn. nie mówię, że była kiepska, bo to dobra książka, a moja ocena jest taka a nie inna, gdyż chyba spodziewałam się niewiadomo jakich fajerwerków no i w porównaniu z "Trylogią rzymską" tegoż autora, wypadła dość mizernie i ramy fabuły wydały mi się dość podobne do "Trylogii rzymskiej" i drugi tom czytałam dośc długo.

Polecam książki Waltariego, mnie bardziej do gusty przypadła Trylogia, ale dobry Egipcjanin nie jest zły :)
_________________
Musisz wiedzieć, Gość, że jem mięso, palę, piję alkohol i biorę narkotyki. Jestem wotrowiczem, a wotrowicze takie rzeczy robią.
 
 
Cez 
World of Tomb Raider



Dołączył: 12 Gru 2003
Posty: 3986
Skąd: Tczew/3city
Wysłany: 07-02-2011, 15:47   

Nareszcie przeczytałem "Zaginiony symbol" Dana Browna :) "Aniołów i demonów" i tak to nie przebije, ale książka w pełni zaspokoiła moje żądze spenetrowania tajemnic masonów, spisków, spisków i jeszcze raz spisków xD Poza tym miła wycieczka po Waszyngtonie. Jednak to co najbardziej mi się podobało, to wątki o ukrytym potencjalne ludzkiego umysłu. Mistyka, ezoteryka, okultyzm - I love it :)
_________________
 
 
lechu1235 
Podróżnik



Dołączył: 13 Sty 2009
Posty: 433
Skąd: Poznan*
Wysłany: 08-02-2011, 23:22   

Poszukuję fajnej przygodowej książki, której bohaterką jest kobieta.
Najlepiej jakby to była współczesna książka.
Prosiłbym o szybką odp. bo został tylko tydzień ferii ;)
 
 
Cez 
World of Tomb Raider



Dołączył: 12 Gru 2003
Posty: 3986
Skąd: Tczew/3city
Wysłany: 09-02-2011, 00:31   

Kobieta hmm...

Z tych co ja czytalem, to polecam "Cyfrowa twierdzę" Dana Browna i "Norton N22" Michaela Crichtona :)
_________________
 
 
Menkaure 
WoTR Team



Dołączył: 18 Gru 2006
Posty: 1744
Skąd: Z Bulerbyn
Wysłany: 17-02-2011, 23:57   

Nigdy nie byłem molem książkowym. Ostatnią przeczytaną przeze mnie książką był chyba "Pan Tadeusz" czytana w bodajże drugiej klasie liceum. Rok temu kupowałem greckie niedzielne gazety, do których zawsze dołączane były dodatki typu płyty CD, DVD, breloczki czy właśnie książki. Seria kryminałów "Niedzielnej Wolnej Gazety" wzbogaciła mnie o 11 książek. Na pierwszy ogień wybrałem najcieńszą i pisaną największą czcionką. Także rok temu po chyba 7 latach nic_nieczytania zabrałem się za "Listonosz zawsze puka 2 razy" w grece. Ale nie o tym, tym razem.

Rok temu, późną jesienią, zaczęto emisję serialu opartego na książce Victorii Hislop pt "Wyspa". Już kiedyś o tym pisałem - historia ludzi chorujących na trąd i ich borykanie się z codziennością w kolonii trędowatych na greckiej wyspie Spinalonga u wybrzeży Krety. Sama wyspa jest miejscem autetycznym - oprócz głównego szpitala w Świętej Barbarze w Atenach - Spinalonga była autentyczną kolonią dla trędowatych. Maleńka wyspa położona kilkadziesiąt metrów od wsi Plaka na wschód od Iraklionu funkcjonowała jako leprokomio przez dziesiątki lat z początku jako miejsce przeznaczenia mieszkańców Krety, później - całej Grecji.
Książka opowiada o wzajemnych relacjach między mieszkańcami Plaki i trędowatych, o wojnie i biedzie, o miłości, a głównie o bólu, jaki boryka każdego bohatera.

Książkę przeczytałem w grece i szło mi dość opornie ze względu na grekę kreteńską w dodatku sprzed zmian językowych z lat 70-tych. Ostatnio jednak dostałem w swoje ręce wersję polską i skromnie zacząłem wczoraj późnym wieczorem, by dzisiaj pochłonąć lwią resztę.

Polecam każdemu, choć polskie tłumaczenie jest tak bardzo skrócone i poobcinane, że można rwać włosy z głowy. Zdaża się, że w jednym akapicie tłumacz zawarł życie kilku dośc ważnych bohaterów od momentu ich przyjazdu na Spinalongę aż do śmierci (czyli: przyjechali, rozpakowali się, chodzili do leprokomio i umarli w bólu). Dużo rzeczy zostało też zmienionych - nie wiem z jakiego powodu. Kilka osób nagle zniknęło, historia niektórych wygląda zupełnie inaczej. Tłumaczenia greckich imion, miejsc czy innych zwykłych rzeczowników rażą w oczy, a język tłumaczenia brzmi gimnazjalnie. Nie odczuwałem takiego wrażenia czytając książkę w grece. Zabieram się do książki w oryginale - w j. angielskim by mieć pewność czy to Grecy mają bujną wyobraźnię, czy też Polakom jej brakuje.

Polecam każdemu, przy okazji wrzucam trailer serialu: http://www.youtube.com/watch?v=L0ijo-5u-5o
i przy okazji trailera -> muzyka w całym serialu jest po prostu fantastyczna !!
_________________
 
 
Reminded 
Praktykant



Dołączył: 13 Gru 2010
Posty: 195
Skąd: Legnica
Wysłany: 27-02-2011, 19:28   

Ostatnio miałem przyjemność zagłębić się w lekturze "Książe Mgły" Ruiza Zafona.
A teraz pochłaniam Scherlocka Holmesa, ale coś wcale mnie nie wciągnął.
I czeka mnie niesamowita przygoda z... owcami, po pięciu latach moja ulubiona książka "Sprawiedliwość Owiec" doczekała się kontynuacji w postaci "Triumfu Owiec"
Polecam.
 
 
Integral 
Archeolog



Dołączyła: 10 Cze 2006
Posty: 2536
Skąd: Sin City
Wysłany: 28-02-2011, 19:34   

Reminded napisał/a:
"Książe Mgły" Ruiza Zafona

Powiedz coś więcej. Jestem po lekturze jedynie dwóch jego bliźniaczych powieści (Cienia Wiatru i Gry Anioła), a chętnie dowiedziałabym się czegoś więcej o pisarstwie tego twórcy :) . O czym jest książka, czy pisana jest jakimś szczególnym językiem, coś przykuło tam Twoją uwagę?

Sądząc po tym, jak lekko przeszedłeś nad nią do innych tytułów wnioskuję, że szału nie ma, ale jednak proszę o więcej info ;) .

Ja właśnie przebrnęłam przez "Złodziejkę Książek" Markusa Zusaka. Kumpela pożyczyła mi ją mówiąc, że to jej ulubiona książka. 500-stronicowe tomiszcze. Opowiada o losach małej niemieckiej dziewczynki w czasach wybuchu II wojny światowej. Książka nie jest stricte historyczna, skupia się raczej wokół kreacji malej dziewczynki i jej świata, przedstawia ten czas nie za pomocą dat, statystyk i nazw miejscowości, ale przez opowieść o jej kolejnych dniach. Tło historyczne wpływa na jej losy, kształtuje jej charakter i mimo wszystko siłą wdziera się w jej bezpieczny, dziecięcy świat.
Co nieco o walce o siebie, człowieczeństwie, rzeczywistego stosunku niemieckiego społeczeństwa do wojny. A wszystko to opowiadane oczami... śmierci. Może dlatego powieść jest bardzo łagodna. Nie ma tu typowego dla większości powieści napięcia, kiedy chce się przekartkować naprzód i sprawdzić co się w końcu stało, a mimo to książka nie nuży. Jest po prostu dobrą, wzruszającą opowieścią, którą polecam każdemu, kto lubi po prostu zrelaksować się przy całkiem niebanalnej literaturze.
_________________
Don't waste your time or time will waste you
 
 
Reminded 
Praktykant



Dołączył: 13 Gru 2010
Posty: 195
Skąd: Legnica
Wysłany: 28-02-2011, 20:22   

Integral napisał/a:

Powiedz coś więcej. Jestem po lekturze jedynie dwóch jego bliźniaczych powieści (Cienia Wiatru i Gry Anioła), a chętnie dowiedziałabym się czegoś więcej o pisarstwie tego twórcy :) . O czym jest książka, czy pisana jest jakimś szczególnym językiem, coś przykuło tam Twoją uwagę?


Książka opowiada o losach pewnego chłopca, który wraz z rodziną przeprowadził się do małej osady nad wybrzeżem Atlantyku. Zapowiadało się nieźle, ale zaczęły się dziać dzinwe rzeczy. Niektóre zdarzenia są naprawdę straszne, a szczególnie końcówka. Nie ma tutaj tego samego co w "Marinie" czy "Cieniu Wiatru", ale książka warta przeczytania. Autor starał się stworzyć coś co można czytać w każdym wieku i myślę, że to mu się udało.

Moją uwagę na pewno zwróciła dobrze przemyślana fabuła i ciekawe opisy. :pozdro:
 
 
Tambylec 
Praktykant


Dołączył: 08 Lut 2009
Posty: 103
Wysłany: 02-03-2011, 00:30   

Ostatnio się wziąłem zaa... jakże znienawidzoną przez wiele person w wieku okołolicealnym "Lalkę" Prusa. O dziwo, zaskoczony jestem bardzo pozytywnie. Miło się to czyta, zdecydowanie milej od wlekącego się niemiłosiernie "Nad Niemnem". Jedyne, co odstraszyć może, to długość - akcja delikatnie mówiąc toczy się bowiem raczej nieśpiesznie.
 
 
Integral 
Archeolog



Dołączyła: 10 Cze 2006
Posty: 2536
Skąd: Sin City
Wysłany: 02-03-2011, 08:42   

Oczywiście, że "Lalka" jest świetna! Znajduje się na liście moich ulubionych lektur, tuż obok "Mistrza i Małgorzaty" oraz "Zbrodni i Kary" :tak: . Nie takie te lektury złe, jak je poloniści malują. Jak widziałam, jak na moich oczach mordowali na lekcjach najciekawsze powieści, to aż się serce kraje.

To samo z "Jądrem ciemności", "Quo Vadis" i wieloma innymi. To naprawdę dobre kawałki literatury, dlatego bolą mnie te wszystkie streszczenia.

Ja własnie czytam długo ściganą "S@motność w sieci". Jestem dopiero gdzieś na początku, ale już mogę powiedzieć, że czuć, że tę książkę pisał facet. Hint: kobieta o takiej sugerowanej pozycji zawodowej i życiowej nie ma toku myśleniowego nastolatki :hihi: . Jej rozkminy z samego początku rozkładają, zobaczymy jak będzie później.
_________________
Don't waste your time or time will waste you
 
 
..::;;PeeT;;::. 
Podróżnik



Dołączył: 15 Paź 2006
Posty: 718
Wysłany: 05-03-2011, 20:13   

Paulo Coelho "Walkirie"
Jak sam autor twierdzi, jest to najbardziej autobiograficzna książka jaką napisał.
Wraz ze swoją żoną udaje się w podróż po pustyni Mojave z zamiarem odnalezienia swego anioła. Z czasem przekonuje się jednak, że nie jest to łatwe zadanie. Droga usiana jest wieloma "przeszkodami".
Nie jestem wielce religijny, lecz w jego książkach zaczytuję się z przyjemnością. Dziwnym zbiegiem okoliczności znajduję w nich odpowiedzi na dręczące mnie w tym czasie pytania. Po lekturze czuję się mądrzejszy i powiem nawet, że szczęśliwszy. :)

Właśnie ukończyłem "Erynie" Marka Krajewskiego.
Lwów, rok 1939. Komisarz Edward Popielski podejmuje sprawę morderstwa dokonanego na małym chłopcu. Okazuje się, że zginął on w rytualnym obrzędzie. Kto okaże się mordercą i co wspólnego z tym wszystkim mają tytułowe "Erynie"? Dowiesz się, sięgając po książkę. :D

Godny polecenia kryminał. Początkowo trochę się ciągnie, lecz z każdym rozdziałem jest coraz ciekawiej. Książka trzymająca w napięciu, bogata w mocne, a czasem odrażające opisy (nie dla każdego). Znalazło się też jednak miejsce na małą dawkę humoru. Warto przebrnąć przez to wszystko dla samego zakończenia.

Ale:
Spoiler:
Jestem troszkę rozczarowany. Niby się nie domyśliłem kto jest mordercą, lecz gdy się dowiedziałem, uznałem, że jest to oklepane. No cóż, mimo tego historia kończy się naprawdę świetnie.

Krajewskiego doceniam za język i niepowtarzalny styl. Z pewnością jest on jednym z moich ulubionych autorów.
 
 
Integral 
Archeolog



Dołączyła: 10 Cze 2006
Posty: 2536
Skąd: Sin City
Wysłany: 18-03-2011, 16:14   

Uff, skończyłam.

"S@motność w sieci", Janusz Leon Wiśniewski.
Skończyłam. Skończyłam. UDAŁO SIĘ.

Właściwie na tym mogłabym zakończyć swojego posta. Ta lektura okropnie mnie zmęczyła. Z całym szacunkiem do autora, z którym można się skontaktować drogą e-mailową (i co zamierzam uczynić), jestem wykończona tym językiem. Gdy sięgałam po tę książkę zainteresowała mnie sugerowana na okładce "pochwała mądrości", mająca kryć się w tekście. Ale nie odczuwam tego w taki sposób. "Pochwała mądrości" została w całości przytłoczona emocjami głównych bohaterów, których było - moim zdaniem - zdecydowanie aż nadto.

Rozumiem jednak, dlaczego ta książka tak porusza. Zapewne dla kogoś, kto na co dzień nie zastanawia się za wiele nad sobą i swoim życiem (z różnych powodów, których nie neguję), ta książka może być jak klucz do czegoś dawno zgubionego, pogrzebanego.
Dla mnie z pewnych powodów była jak łopata. Jak emocjonalna ekshumacja. Ale wcale mi się nie podobały te szczątki, które odkopałam. Po pierwsze, to są już szczątki, które śmierdzą, po drugie - z jakiegoś powodu zostały pogrzebane. Moje zdanie na temat tego typu - poszukujących, nienasyconych, zatraconych w rzeczywistości i jednocześnie biernych - ludzi i ich poszukiwań "tego czegoś" jest na chwilę obecną dość konkretnie wyrobione. To, co sądzę nieustannie kłóciło się niemal z każdym jednym słowem w książce. Na fajerwerki w życiu nie można czekać, lepiej samemu je wypuszczać. I mieć nad tym kontrolę, inaczej coś może eksplodować w dłoni.

Oto wykształcona, dobrze pracująca, przesadnie rozpieszczona żona, szukająca wrażeń na zewnątrz związku. Po pierwsze, po co trwać w tak wypalonej relacji? To konformizm, którego nie mogę pochwalać, bo stwarza fałszywe poczucie bezpieczeństwa, a skutki potrafi mieć opłakane. Z drugiej strony on, doświadczony życiowo, z tytułami naukowymi dłuższymi niż jego imię i nazwisko. On, wirtualny ideał, wrażliwy, zainteresowany nią. Jego przeszłość jest tak tragiczna, że zestawienie jej razem robi wrażenie przedramatyzowanej. I on w tym po prostu pływa. Zamiast wyciągnąć wnioski i zostawić to za sobą, on w tym po prostu pływa, koszmarnie smutna postać. A co jest smutne w samej tej powieści to to, że wszyscy ludzie, którzy - sobą lub swoim odejściem - go doświadczyli i ukształtowali, są do bólu papierowi i nieciekawi. Nawet Jim, jego przyjaciel-ćpun. Przykro mi, buddy.
Gdzieś od połowy książki miałam ochotę przeskakiwać już kolejne retrospekcje. "Optymizm" głównego bohatera dosłownie poraża.

Czytałam do końca, bo pomimo, za przeproszeniem, głupoty dwójki głównych bohaterów (a może właśnie dlatego?), dość mocno przejęłam się ich losem. Były momenty, że miałam ochotę krzyczeć do książki, że zidiocieli tak bardzo, ze wstyd mi to czytać. I żeby się nareszcie ogarnęli.
I czytałam też z ciekawości. Ciekawa byłam, jak to się skończy. Czy będą mieli tyle jaj, żeby pójść za ciosem i dokończyć to, co zaczęli, czy może wycofają się po drodze, przerażeni tym, jak blisko im do spełnienia marzeń?
Spoiler:
Jeśli w ogóle można mówić o istnieniu "ludzi przegranych" i jakoś ich definiować, to ta dwójka to najwięksi literaccy przegrani, o jakich kiedykolwiek miałam okazję przeczytać. I to bardzo niedobra rzecz. Książka trąci tchórzostwem od początku do końca.


Jeśli ktoś to poczytuje za zaletę książki, to tak, to było w stanie trochę mną poruszyć. Ale nie zaliczałabym zmęczenia (materiałem, formą i treścią) do pozytywnych wrażeń.
_________________
Don't waste your time or time will waste you
 
 
Anissa 
Podróżnik



Dołączyła: 22 Sty 2009
Posty: 265
Wysłany: 18-03-2011, 18:35   

Integral napisał/a:
Uff, skończyłam.

"S@motność w sieci", Janusz Leon Wiśniewski.
Skończyłam. Skończyłam. UDAŁO SIĘ.


ty chyba przeszłaś piekło. Taka ulga bije.

Integral napisał/a:
Gdzieś od połowy książki miałam ochotę przeskakiwać już kolejne retrospekcje.


nienawidze jeśli coś czytam i mam ochotę, przeskakiwać do tych odpowiednich, ciekawych wątków. Miałam tak kiedyś w przypadku Dumy i uprzedzenia, szukałam tylko czegoś związanego z Lizzie i Darcym, ale to było 4 lata temu a już zdążyłam 3 razy od deski do deski przeczytać to.
Albo dalej mam tak w przypadku Władcy Pierścieni, nie mogę po prostu przez to przebrnąć, nie oupszczając stron, a i tak zawsze kończe czytanie na tym lesie, gdzie był ten TOM(?).
staram, się wybierać książki, które mnie pochłoną i nie znudzą. Trudny język ksiązki dla mnie ostattecznie zniechęca do dalszego czytania np. Terry Pratchett- Nacja- nie do zniesienia.
 
 
Integral 
Archeolog



Dołączyła: 10 Cze 2006
Posty: 2536
Skąd: Sin City
Wysłany: 19-03-2011, 21:07   

Anissa napisał/a:
ty chyba przeszłaś piekło. Taka ulga bije.

Nie jestem targetem tego typu książek. Wydumanych romansów z emocjami pompowanymi pod niebiosa. Z uwagi na cokolwiek nową dla mnie tematykę, jaką jest romans internetowy, chciałam się z tym zapoznać od deski do deski. Co chwila jednak potykałam się o jakieś bzdury i opisy zachowań tak emocjonalnych (i romantycznych), że niemal kompulsywnych.

Przyznaję się do skakania po stronach "Ludzi bezdomnych" Żeromskiego. Gdy czytałam jak autor chciał przekazać jakąś uniwersalną prawdę zawierając ją w metaforycznym opisie liści spadających z przydrożnych drzew... :knife: Nie mówiąc o tym, że tu też nie zgadzałam się z romantyczno-pesymistycznym nastrojem książki, co czyniło ją jeszcze cięższą.
_________________
Don't waste your time or time will waste you
 
 
Afifio 
Nowicjusz


Dołączył: 20 Mar 2010
Posty: 23
Wysłany: 16-04-2011, 19:57   

Wampiry, czarownice i demony w literaturze...
Czyli możecie mi polecić książkę w tych tematach ? :)
 
 
lechu1235 
Podróżnik



Dołączył: 13 Sty 2009
Posty: 433
Skąd: Poznan*
Wysłany: 15-10-2011, 21:47   

Cytat:
Wampiry, czarownice i demony w literaturze...
Czyli możecie mi polecić książkę w tych tematach ?


Ja bym sobie też poczytał o czarownicach, i najlepiej nawiedzonych starych dworach <3

Ostatnio wziąłem się za czytanie S. Kinga, i oczywiście zacząłem od tych najkrótszych.
Więc tak:

*Ballada o celnym strzale - dość ciekawa książka, opowiadająca o pisarzu który swym obłędem zaraził wydawce... dość wciągająca, śmieszna czasami przerażająca książka, której jednak czegoś brakuję, jakiegoś klimatu? przyjemna książka na niecałe 20 minutek. 6/10

*Gdzie mieszkają tygrysy - nie zrozumiałem tej książki w ogóle! Więc nie oceniam :)

*Truskawkowa wiosna - to opowiadanie jest całkiem fajne.. jest klimat, historia i ciekawe zakończenie. Opowiada o pewnych zabójstwach które dzieją się w okresie "truskawkowej wiosny" która przychodzi co kilka lat (co 7 albo 8 lat, jeżeli dobrze pamiętam) 7/10

*Poranna dostawa - krótka, pełna czarnego humoru opowiastka o dostawcy, który lubił zabijać ;) 7/10

*Żebrak i Diament - bardzo króciutka historyjka o żebraku, który tułał się po świecie... 7.5/10

I to na razie wszystko :P staram się chociaż jedno krótkie opowiadanie dziennie przeczytać.
 
 
Integral 
Archeolog



Dołączyła: 10 Cze 2006
Posty: 2536
Skąd: Sin City
Wysłany: 16-10-2011, 08:10   

Lechu, moim zdaniem z Kingiem nie ma się co na drobne rozmieniać. Ja najlepiej wspominam jego długie powieści, np. Podpalaczkę.
_________________
Don't waste your time or time will waste you
 
 
morte 
Nowicjusz


Dołączyła: 19 Lut 2011
Posty: 6
Wysłany: 17-10-2011, 16:14   

"Podpalaczka" wcale długa nie była, powiedziałabym, że dość krótka, jak na powieść Kinga. Najdłuższe to "To" i "Bastion" oraz cykl "Mroczna wieża", wszystkie bardzo mi się podobały. Przed "Mroczną wieżą" warto przeczytać "Miasteczko Salem", bo ted wie pozycje są ze sobą dość mocno powiązane. Polecam też "Regulatorów" i "Desperację", najlepiej jedno po drugim w byle jakiej kolejności.
Opowiadania Kinga też są niezłe, jednak nieraz naprawdę trudno wyczaić o co w nich chodzi.
Najlepsze w pisarstwie Kinga jest to, że potrafi on w niesamowicie subtelny sposób wiązać ze sobą swoje powieści. Czytając uważnie jego książki można trafić na wiele nawiązań do innych, tak jakby wszystkie one były planowo powiązane w całość. Na tym właśnie moim zdaniem polega geniusz Kinga.
 
 
Integral 
Archeolog



Dołączyła: 10 Cze 2006
Posty: 2536
Skąd: Sin City
Wysłany: 17-10-2011, 18:08   

morte napisał/a:
"Podpalaczka" wcale długa nie była, powiedziałabym, że dość krótka, jak na powieść Kinga.

"Długie" w sensie "Dłuższe niż opowiadania". Pardon, niedomówienie ;) .

morte napisał/a:
Na tym właśnie moim zdaniem polega geniusz Kinga.

Z geniuszem to bym nie przesadzała... King w mnie dobrze buduje realne, trójwymiarowe postaci. A połączyć kilka powieści ze sobą - to aż taka sztuka? Nie wydaje mi się.
_________________
Don't waste your time or time will waste you
 
 
morte 
Nowicjusz


Dołączyła: 19 Lut 2011
Posty: 6
Wysłany: 21-10-2011, 16:01   

Cytat:
A połączyć kilka powieści ze sobą - to aż taka sztuka? Nie wydaje mi się.


Ale żeby wszystkie albo prawie wszystkie? I to nieraz pisane w dwudzietoletnich odstępach? W jedną spójną sieć? Dla mnie to już coś, jeszcze się z takim zabiegiem w literaturze nie spotkałam.
 
 
Integral 
Archeolog



Dołączyła: 10 Cze 2006
Posty: 2536
Skąd: Sin City
Wysłany: 21-10-2011, 17:37   

morte napisał/a:
W jedną spójną sieć?

Zdefiniuj spójną sieć i podaj jakieś przykłady, może czegoś nie wiem. Spotkałam się z łączeniami między powieściami Kinga, ale dla mnie to nawet nie zasługuje na miano "sieci". Co najwyżej napomknięć, wspomnień, odniesień itd.

W ogóle Stephen King i "literatura" :D . Wiem, że to literatura popularna, więc nie powinno mnie zaskakiwać takie zestawienie słów, ale mimo to bawi mnie to setnie.
_________________
Don't waste your time or time will waste you
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


© 2002 - 2017 World of Tomb Raider | WoTR na Facebooku



Nasze strony wykorzystują pliki cookies. Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Więcej o cookies powie Ci wujek Google.

phpBB by przemo  
Strona wygenerowana w 0.498 sekundy. Zapytań do SQL: 10