FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj




Poprzedni temat «» Następny temat
Filmy oglądane w tym tygodniu
Autor Wiadomość
Menkaure 
WoTR Team



Dołączył: 18 Gru 2006
Posty: 1744
Skąd: Z Bulerbyn
Wysłany: 24-04-2010, 23:12   

Cloudy with a Chance od Meatballs (Klopsiki i inne zjawiska pogodowe)

Ostatnio stwierdzam bez żadnych zawahań, że nowoczesne bajki wyprzedzają jakością równoległe proukcje kinowe. Wszystkie Szreki, Rybki z Ferajny, Nema, Madagaskary czy inne Potwory vs Obcy to rewelacyjna odskocznia od tego, co prezentują w ostatnich kilku miesiącach pożal_się_boże_przełomowe_dzieła_kinematograficzne.

"Klopsiki" wypadają bardzo dobrze i IMO są super komedią romantyczną dla małych i dużych. Przyznam się, że sam śmiałem się jak głupi prawie przez cały film. Być może dlatego, że Reporterko_Sam ja jestem miała głos Anny Faris <3 . Więc jej kwestie od razu przynosiły mi na myśl gagi Cindy Campbell.
Sam główny bohater jest także dość nietypowy, aczkolwiek kilka cech to standartowe komedioromantyckie musi_być_i_już. Jednak sama kaciałowatość i rozwój jego pasji sprawia, że do końca nie miałem pewności, czy aby jest dorosły. W momencie gdy spotyka Sam mam wrażenie, że jest dzieciakiem, którego kręcą starsze panie ;)
Fabuła przedstawia się tak
Spoiler:
Ot na pewnej wysepce ludzie żyją głównie z rybołówstwa. Każdy syn przejmuje biznes swojego ojca itp. Wszyscy odżywiają się tylko i wyłącznie sardynkami - na słodko, na kwaśno, smażone, gotowane, duszone, gulaszowe. Lody sardynkowe mnie zabiły.
Ot pewien młody miłośnik nauki postanawia w swoim laboratorium stworzyć maszynę, która będzie zamieniała wodę w jedzenie. Niestety pierwsza próba kończy się katastrofą - ceremonia otwarcia parku rozrywki z głowną (i jedyną atrakcją) - sardynkami kończy się dramatycznie. Zamiast produkować cheesburgera maszyna zaczna szaleć i zostaje wystrzelona w chmury niszcząc przy okazji cały park. Młody naukowiec postanawia zaprzestać dalszej działalności, gdy tymczasem z nieba zaczyna spadać ser, sałata później cheesburgery w całości. Okazuje się, że za pomocą satelity można sterować maszyną z ziemi. Burmistrz ma wizję wspaniałej destynacji turystycznej, w której turyści będa jeść spadające z nieba co_tylko_chcą. Niestety, maszyna po pewnym czasie zaczyna się męczyć, co sprawia że mutacja cząsteczek przebiega zbyt szybko i może mieć porażne konsekwencje dla całego świata.

Gorąco polecam!!
_________________
 
 
Łukasz 
Podróżnik



Dołączył: 05 Lis 2007
Posty: 700
Skąd: Gorzów
Wysłany: 25-04-2010, 15:51   

Oglądałem film "Łowca androidów". Jest to science-fiction z 1982 r. Flim jest z wieloma efektami specjalnymi. Akcja się dzieje w 2019 roku w futurystycznej wizji Los Angeles. Minusem tego filmu jest to, że był do końca nie zrozumiały, a na końcówce to całkowicie się zawiodłem. Moje ocena to 6/10.
_________________


Co jest Gość ;)
 
 
 
Menkaure 
WoTR Team



Dołączył: 18 Gru 2006
Posty: 1744
Skąd: Z Bulerbyn
Wysłany: 26-04-2010, 02:09   

Skoro Fibi powiedziała "nie chce mi się" to ja zacznę.

Ostatnio często sięgam po musicale wszelkiej maści. Zacząłem od wspaniałego Mulę Róż i poprzez wszystkie Upiory, Włosy skończyłem na Krwiożerczej Roślinie (boski soundtrack i genialne animacje jak na '86 rok) oraz na Repo! The Genetic Opera

Film fabularnie przedstawia się całkiem realistycznie oraz całkiem nowatorsko. Po pierwsze - problem chorób maści wszelakiej. Ludzie cierpią z powodu chorób serca, płuc, kości czy jakichkolwiek innych narządów wewnętrznych. Pewna firma jednak reklamuje się jako refundator transplantacji chorych narządów. Nie robią tego oczywiście za darmo. W momencie, gdy osoba nie radząca sobie z opłatami za transplantacje zostaje uśmiercona przez Repomana - legalnego mordercę - który za zadanie ma odzyskać niespłacone "długi" chorych.

Opera jest utrzymana w stylistyce rockowo-metalowo-gotyckiej. Główna bohaterka, Shilo, to stereotyp pankówy - nastoletniej buntowniczki, chcącej poznać świat spoza swojego własnego pokoju, w którym ma spędzić resztę swojego życia. Jest bowiem chora genetycznie i nie może wychodzić z domu ani nawet z własnego pokoju.

Wielu krytyków twierdzi, że Repo! jest kompletną porażką, jeśli chodzi o muzykę. W pewnym sensie się zgadzam, gdyż kwestie mówiono-śpiewane są nieraz irytujące. Ma się wrażenie, że część wierszowych monologów była pisana pod presją i zbyt szybko. Jednak są utwory, które wprost idealnie pasują do filmu. Metal, opera, rock, punk - klimaty muzyczne, które wzajemnie się przecinają i tworrzą coś nowego.

Gra aktorska. Hmmmmm. Jest to musical, więc ciężko określić czy aktorzy zagrali dobrze. Na pewno dobrze wyśpiewali swoje role - tutaj nie ma żadnych zastrzeżeń. Jednak jeśli chodzi o ich grę to napierw warto się zastanowić czym jest musical. Wg mnie jest to przedstawienie oparte na mnogości monologów śpiewanych. Tutaj, w Repoman! ciężko doszukać się jakichkolwiek dialogów recytowanych - co czyni film jeszcze bardziej myzukalnym.
Wiele piosenek to zwykłe sklecone zapchajdziury i nieraz wypadają dość słabo. Jednak pojawiają się też perełki. Szczególnie te z udziałem Sary Brightmann - w końcu opera to opera, a opera kojarzy się z upiorem. Jakże mogłoby więc zabraknąć głosu kochanki upiora z opery?? Choć uwielbiam operę i klasyczny śpiew, tak Sara Brightmann jest dla mnie dośc specyficzna. Potrafi śpiewać, oczywiście, ale jednak mimo wszystko albumy przez nią nagrane są całkiem słabe. W filmie jednak jako postać drugoplanowa zagrała całkiem przyzwoicie i każda kwestia jest "odśpiewana" bardzo dobrze IMO.
Kończąc krótki opisik ogłaszam wszem i wobec, że Repoman! jest filmem dobrym, ale nadaje się tylko do kategorii musicall. Nie wyobrażam sobie tegorocznej produkcji "repoman" z udziałem mało (lub w ogóle nie) znanych aktorów.

Mimo wszystko - polecam osobą lubiącym metal, rock, punk. Film powinien się spodobać!
_________________
 
 
joker 
Obieżyświat



Dołączył: 11 Sty 2007
Posty: 1015
Skąd: Gliwice
Wysłany: 26-04-2010, 21:11   

W tamtym tygodniu oglądałem wszystkie 3 części Wojowniczych Żółwi Ninja :D To chyba najlepsze filmy z żówikami jakie powstały. Do tej pory zadziwia mnie jak zrobiono mimikę dziobów skoro w stroje żółwi ubrani byli aktorzy :??:

Niegdyś uwielbiałem Rafaello, ale teraz wydaje mi się strasznie zeschizowany :p W każdej części ma jakies problemy. A to Slinter, to znowu rozwodzi się dla czego muszą życ w ukryciu, to znowu chce na przekór działać na własną ręke itd. Za to Michael Angelo jest the best :) gdy nie ma pod reką swojego nunchaku potrafi zrobić użytek z kiełbasy :D

Dużo w tych filmach jest komediowych akcentów, można się pośmiać i dobrze bawić.
_________________
http://www.jokus2009.republika.pl
Miód jest dla mięczaków. Prawdziwi twardziele żują pszczoły!
 
 
 
lathspell20 
Podróżnik



Dołączyła: 18 Wrz 2007
Posty: 275
Skąd: Katowice
Wysłany: 30-04-2010, 09:48   

Dzień Apokalipsy aka Quantum Apocalypse

Bardzo żałuję czasu zmarnowanego na ten film. Na początku myślałam, że może to jakaś podróbka wytwórni Asylum i może gdyby tak było rzeczywiście, nie byłabym tak poirytowana.
Film oglądałam późnym wieczorem, więc może dlatego większość seansu spędziłam na ziewaniu. Fabuła wydała mi się strasznie chaotyczna, bez głębszego sensu. Aktorzy zagrali przeciętnie, a nawet gorzej. Efekty specjalne poraziły mnie swoim niedopracowaniem, a nawet pewnym niechlujstwem i słabą jakością.
Temat w zasadzie oklepany - zagłada naszej planety. Przyznam jednak, że przyczyna tej zagłady dość ciekawa (nawet można powiedzieć, że ezoteryczna), mianowicie:
Spoiler:
Anomalia grawitacyjna (nie będąca czarną dziurą) znalazła się tak blisko Ziemi, że zaburza nasze pole magnetyczne, grawitacyjne, a w związku z tym pogodę, ruchy płyt tektonicznych itp. itd. Do rozwiązania problemu wezwani zostają geniusze od fizyki kwantowej i różnych zawiłych obliczeń. Jednak na rozwiązanie problemu wpada autystyczny facet, który te same obliczenia wykonuje na starej Amidze (!)

Zakończenie jest co najmniej dziwaczne :D
Ogólnie film nie zachwyca, jest do bólu przewidywalny. Ani razu nie wpatrywałam się z napięciem w ekran. Wystawiłabym ocenę 2/5
I nie polecam.
_________________

 
 
 
janek04 
Podróżnik



Dołączył: 05 Sty 2008
Posty: 499
Skąd: London
Wysłany: 02-05-2010, 23:35   

Właśnie oglądnąłem w kinie Iron Mana 2 i powiem szczerze że dwójka dorównuje jedynce :) Efekty spec. dalej są na wysokim poziomie a nawet lepszym niż w jedynce, dalej jest humor, no i co ciekawe nowa postać która jest w walce tancerką :) nie zdradzę więcej szczegółów musicie zobaczyć sami. Film bym polecił dla tych którzy lubią jedynkę, iron mana i dobre kino akcji :) 4.5/5 Tylko trochę za dużo gadania jest :)
_________________
 
 
Tambylec 
Praktykant


Dołączył: 08 Lut 2009
Posty: 103
Wysłany: 05-05-2010, 13:59   

Ostatnio w TV leciał dokument o terrorystach w RFN. Się zwał 'Der Baader-Meinhof Komplex'. Mocny. I naprawdę bardzo ciekawie przedstawiający historię młodych buntowników, których działania powoli zaczynały wymykać się spod kontroli... Gorąco wszystkim polecam, szczególnie tych, którzy interesują się historią.
 
 
Hrithik_Roshan 
Obieżyświat



Dołączył: 04 Gru 2006
Posty: 1313
Wysłany: 11-05-2010, 02:29   

Obejrzałem nareszcie dokładnie cały 'Kod Da Vinci" przed "Aniołami i Demonami" i muszę powiedzieć, że odpowiedni nastrój zrobił swoje. Film, który najpierw wydawał mi się trochę naciągany i beznadziejnie sztuczny teraz zyskał w moich oczach. Zacząłem oglądać na Polsacie, ale po pierwszej reklamie wymiękłem i przestawiłem się na kompa gdzie mogłem dalej kontynuować seans bez zbędnych przerw na persil, vizir i bóg wie co jeszcze. Ciężko odnieść mi się do literackiej wersji tytułu ponieważ jej nie czytałem. To co jednak obejrzałem bardzo mi się spodobało, fabuła ciekawa i wykonanie bardzo dobre, jedynie końcówka mnie trochę rozczarowała, była taka cipkowata - dupci buzi, trele morele i arivederci roma. Po takich przebojach spodziewałem się czegoś bardziej efektywnego no, ale cóż może tak musiało być. Ciekawiło mnie jak "Amelia" poradzi sobie w takim tytule, okazało się, że całkiem nieźle, chyba mnie przekonała jednak zdecydowanie mniej niż Paul Bettany, który odgrywał rolę mnicha w kolorze blond. Postać Silasa genialnie wykreowana, każda scena z jego udziałem przyprawiała mnie o dreszcze. brrr
_________________
"wiara jest rozjebana"
 
 
Mo
[Usunięty]

Wysłany: 22-05-2010, 10:50   

Prince of Persia

Film aka Mumia. Miałam wrażenie, że oglądam Mumię (ale nie mówię o fabule, a o poczuciu humoru czy efektach specjalnych [z leksza] i naturze samego filmu). A ja, jako, że jestem wielką fanką Mumii no to... Prince of Persia zdecydowanie zaspokoił moje zachcianki.

1. Przede wszystkim bardzo fajna fabuła. Film bardzo przyjemny do obejrzenia. Nie męczy, nie nuży... jest w sam raz.
2. Poczucie humoru jak w Piratach z Karaibów, więc bardzo na plus. Niektóre teksty, bardzo niewybredne, wpadły mi bardzo w pamięć... jak np. o tureckim haremie :swirek:
3. Efekty specjalne? Bomba. Zwiastun był tego przykładem, a w filmie jest ich zdecydowanie więcej. Jednocześnie czyni to ten film bardzo bajkowym.
4. Muzyka dopina na ostatni guzik kwestie związane z zachowaniem specyficznego klimatu. Sceneria? Kostiumy? Zakochałam się :) Pięknie!
5. Czas... nie dłużył się ani trochę, prawdę mówiąc gdyby leciał dalej to nie miałabym nic przeciwko ;)
6. Motyw kończący film (albo wprowadzający do zakończenia) bardzo ciekawy. Nie miałam poczucia, że finał filmu jest niedopasowany/niedopracowany, itd. Wszystko ze smakiem.

Polecam :)
 
 
quicksilver 
Praktykant



Dołączyła: 12 Sie 2008
Posty: 143
Skąd: Łódź
Wysłany: 22-05-2010, 11:11   

Z filmów, które jakiś czas temu miałam okazję obejrzeć podobali mi się 'Jeźdźcy Apokalipsy'. Naprawdę dobry thriller, choć końcówka nie usatysfakcjonowała mnie w 100%. Jednak trzymał w napięciu przez cały czas. 'Sorority row' nie polecam, badziewie totalne.
A 'Nieproszeni goście' też całkiem niezły i zakończenie mnie zaskoczyło.
_________________
Jesteś kimś jedynym i niezastąpionym
w tym właśnie miejscu,
w którym się znajdujesz,
w tym właśnie odcinku czasu,
w którym żyjesz.
 
 
Mr Macphisto 
Emocjonalny kaktus



Dołączył: 19 Gru 2003
Posty: 2192
Skąd: Warszawa
Wysłany: 23-05-2010, 20:23   

Ja chciałem zwrócić uwagę na film, który w sumie przez nasze forum przeszedł bez większego echa. Chodzi o It Might Get Loud / Będzie Głośno. Bardzo przyjemna w sumie pogawędka trzech mistrzów wiosła: Jimmy′ego Page'a, Jacka White'a i The Edge'a. Panowie trochę gadają, trochę grają i odwiedzają ważne dla siebie miejsca. Na przykład wizyta Edge'a w liceum, gdzie zaczęło się U2, jest bezcenna ;)

O całym filmie niech świadczy tylko jego pierwsza scena, kiedy to pan White z paru desek i butelki po Coli robi gitarę elektryczną. A poza tym fani Tomb Raidera mogą odkryć nie lada tajemnicę - jak tak naprawdę brzmi Elevation :D Od razu wiadomo, że będzie ciekawie. No i oczywiście... będzie głośno!

Polecam tym bardziej, że film mozna obejrzeć legalnie i za free: http://www.iplex.pl/vod/p1577-bedzie_glosno.html
_________________
...and touch the flame
 
 
lathspell20 
Podróżnik



Dołączyła: 18 Wrz 2007
Posty: 275
Skąd: Katowice
Wysłany: 25-05-2010, 12:06   

Siedem Dusz aka Seven Pounds

Dramat, choć nie do końca świeży, bo z 2008 roku. W roli głównej Will Smith, co dla mnie było zaskoczeniem. Aktor kojarzy mi się przede wszystkim z komediami, toteż byłam pod wrażeniem tego, jak umiejętnie poradził sobie z tą rolą. Wielu twierdzi, że to taki pospolity wyciskacz łez i może tak jest po części. Ale dla mnie to po prostu fascynująca, głęboka refleksja o życiu, śmierci, miłości i wszystkich sprzecznych uczuciach temu towarzyszących.

Spoiler:
Will Smith wciela się w rolę Bena Thomasa, poborcy podatkowego, który z tylko sobie znanych powodów postanawia pomóc siedmiu zupełnie obcym mu osobom. Jak dowiadujemy się z retrospekcji ukazywanych w trakcie filmu, Ben spowodował wypadek, w którym zginęła jego żona oraz sześć innych osób. Jego starania wobec nieznajomych, skrzywdzonych przez los ludzi wydają się być jakąś próbą odkupienia win. Jednak kiedy Ben zakochuje się z wzajemnością w jednej z tych "siedmiu dusz", jego wspaniałomyślny plan zdaje się komplikować.

Zakończenia domyśliłam się dopiero pod koniec filmu, a jest ono intrygujące, a nawet trochę przerażające. Poza tym film pochłania bez reszty. Po prostu bardzo dobre kino.
Oceniłabym na 4,5/5
Więcej o filmie :arrow: http://www.filmweb.pl/film/Siedem+dusz-2008-459974
_________________

 
 
 
Anissa 
Podróżnik



Dołączyła: 22 Sty 2009
Posty: 265
Wysłany: 06-06-2010, 14:24   

Jakiś czas temu byłam z kumpelą na Ondine. No wiecie to ten film z Colinem Farrelem i Bachledą-Curuś. Jedyne co mogę napisać w pierwszej kolejności: KOMPLETNA NUDA. W sumie nic się tam nie działo, żadnej akcji, no może pod koniec jak faceci próbowali odebrać swój łup, ale wyszło im to tak nieudolnie, że z trudem można myśleć o tym jak o jakiejś akcji. Nawet chipsów nie można było jeść w spokoju bo żadnej muzyki nie było. Na całą salę słychać było chrupanie. :P
Stanowczo nie polecam tego filmu. Kompletne dno.
 
 
Mo
[Usunięty]

Wysłany: 07-06-2010, 00:20   

nie mogłam się powstrzymać :D

Anissa napisał/a:
KOMPLETNA NUDA.


no ja jak obejrzałam zwiastun to stwierdziłam, że to będzie porażka :P czytając późniejsze recenzje to tylko utwierdziłam się w tym przekonaniu :D a Alycja myślała, że będzie fajnie... :P
 
 
K@t 
Spectre



Dołączył: 19 Kwi 2004
Posty: 5681
Skąd: Poproś Tatę
Wysłany: 07-06-2010, 10:51   

Prince of Persia

Oboże co za masakra. Scenariuszowo to jest tak pocięte i niedorobione, że nie wiadomo czy śmiać się, czy płakać.
Zdjęcia, scenografia, muzyka i ogólne klimat świetne. Akrobacje żywcem wyjęte z gry, Tamina śliczna i w ogóle, ale co z tego skoro po prostu płakałem ze szczęścia kiedy...
Spoiler:
Spadła w cholerę.


Koniec końców akcja ogranicza się do biegania z miejsca na miejsce bez żadnego jasnego powodu, tylko po to, żeby na końcu wpakować do historii jakiś twist z dupy i znowu przegonić bohaterów na drugi koniec zadupia. To już w Cradle of Life lepiej wytłumaczono konieczność podróżowania po całym globie, niż w PoPie po "niewielkiej" Persji.

Szkoda, bo był potencjał.
_________________
 
 
lathspell20 
Podróżnik



Dołączyła: 18 Wrz 2007
Posty: 275
Skąd: Katowice
Wysłany: 08-06-2010, 22:01   

Prawo Zemsty aka Law Abiding Citizen

Początek filmu dość typowy...
Spoiler:
Dwóch zbirów napada na rodzinę pewnego faceta imieniem Clyde (Gerard Butler) i morduje żonę i córkę.

Jednak już w następnych minutach reżyser serwuje nam gmatwaninę etyczno-moralną...
Spoiler:
Prawnik Nick Rice (Jamie Foxx) podpisuje ugodę z jednym z oprawców - on wyda swojego wspólnika w zamian za łagodny wyrok. Clyde nie może pogodzić się z tak jawną niesprawiedliwością. Po dziesięciu latach owego wsypanego wspólnika czeka wyrok śmierci - pod wpływem leków. Jednak ktoś przy nich majstruje i facet umiera w okropnych męczarniach. Podejrzenia prawnika Rice'a podają na Clyde, jako wciąż niepogodzonego z wyrokiem sprzed 10 lat. Jak się okazuje z dalszego biegu wydarzeń, Clyde jest byłym szpiegiem, strategiem zamachów i na dodatek psychopatą z olbrzymim ego. Osadzony zostaje w więzieniu, ale to nie przeszkadza mu w wykańczaniu kolejnych osób powiązanych ze sprawą mordu na jego rodzinie.

Film jest pełen zaskakujących scen, których spodziewasz się jednak na sekundę przed. Nie jest to typowy moralizatorski obraz. Każdy z bohaterów ma swoje brudne sekrety, nikt nie jest bez winy. Reżyser nie kreśli jasnych granic dobra i zła, ale widz sam zastanawia się, które działania bohaterów są moralne, etyczne, czy sprawiedliwe. W moim odczuciu jest to jedno wielkie, głośno wykrzyczane hasło F*CK THE SYSTEM
Niemniej polecam, bardzo dobre kino.
Oceniam na 4/5
Więcej o filmie :arrow: http://www.filmweb.pl/fil...sty-2009-475202
_________________

 
 
 
Łukasz 
Podróżnik



Dołączył: 05 Lis 2007
Posty: 700
Skąd: Gorzów
Wysłany: 12-06-2010, 20:29   

Dzisiaj byłem w kinie na filmie "Niania i wielkie bum". Zaskoczył mnie ten film, gdyż był tak samo dobry jak część pierwsza. Więc wychodząc z kina byłem zadowolony :) Akcja filmu dzieje się 100 lat po wydarzeniach z pierwszej części. Film opowiadał o kolejnej nieznośnej gromadce dzieci które sprawiały dużo problemów i
Spoiler:
podobnie jak w pierwszej części zostały sprowadzone na właściwą drogę ;)

Poza fabułą były fajne efekty, a uśmiać można się do bólu :D Polecam się wybrać na ten film :)
_________________


Co jest Gość ;)
 
 
 
joker 
Obieżyświat



Dołączył: 11 Sty 2007
Posty: 1015
Skąd: Gliwice
Wysłany: 27-06-2010, 20:45   

Dopiero wczoraj zobaczyłem "Jak wytresować smoka" Początkowo zastanawiałem się czy warto tracić czas na film o smoku z wyglądu przypominającego pokemona albo raczej tego z tym szerokim uzębionym uśmiechem co przybył z kosmosu nie pamiętam teraz tytułu tej bajki. Wygląd postaci faktycznie jest dosyć specyficzny. To jednak bez znaczenia bo film okazał się wręcz niesamowity.
Spoiler:
Opowiada o chłopcu, w pewnym sensie wyrzutku, odmieńcu, który koniecznie chce udowodnić że jest prawdziwym wikingiem i synem wodza, bo wszyscy Go mają za ciapę i niedojdę. Myślałem że idąc za kanonem takiej postaci, chłopak o imieniu Czkawka będzie miał non stop pecha ciągle mu będzie coś spadać na głowę i wciąż będzie w coś walić głową. Tak jednak nie było. On jest po prostu inny niż inni w osadzie. Podczas kolejnego ataku smoków ma okazję by znów spróbować się wykazać. Kiedy nadarza się okazja nie ma serca by zabić smoka.
Nawiązuje się między nimi przyjaźń silniejsza niż wszystko inne, łamiąca obyczaje i wszelkie narzucone wzorce. Chłopiec pomaga wzbić się rannemu smokowi znów w powietrze. Całość oprawiona została w tak piękną muzykę że niejednokrotnie chciało się rozłożyć ręce i poczuć wiatr we włosach. Coś wspaniałego. Koniec filmu chociaż jest jak zawsze z happy endem to jednak z powodu pewnego małego szczegółu jest dosyć przygnębiający. Ten szczegół sprawia że chłopiec i smok stają się w pewnym sensie tacy sami.


Jestem zachwycony, piękna bajka, polecam każdemu!

[ Komentarz dodany przez: Jerrem_Y: 30-06-2010, 09:53 ]
Proszę zwracać uwagę na spoilery. Małe bo małe, ale wisz rozumisz.
_________________
http://www.jokus2009.republika.pl
Miód jest dla mięczaków. Prawdziwi twardziele żują pszczoły!
 
 
 
Mo
[Usunięty]

Wysłany: 29-06-2010, 21:58   

Green Zone...

Spoiler:
Akcja rozgrywa się podczas pierwszych chaotycznych dni wojny w Iraku, kiedy to nikomu nie można było ufać, a każda decyzja mogła skończyć się nieprzewidywalnymi konsekwencjami. Podczas prowadzonej przez Stany Zjednoczone okupacji Bagdadu w 2003 roku, starszy chorąży Roy Miller (Damon) i zespół inspektorów wojskowych zostają wysłani w celu odnalezienia broni masowej zagłady, która jak wierzono miała
być składowana na irackiej pustyni. Przemieszczając się z jednego zabezpieczonego minami miejsca – pułapki na drugie, żołnierze w trakcie poszukiwania śmiertelnych odczynników chemicznych natykają się na zawiłe próby zatajenia prawdy, które zmieniają cel ich misji. Działając wśród agentów wywiadu kierujących się sprzecznymi motywami, Miller szuka odpowiedzi, które albo zniosą reżim, albo doprowadzą do eskalacji działań wojennych w tym zapalnym rejonie. Znajduje najbardziej zawodną broń - prawdę.


Film w Multikinie był sygnowany jako "wojenny". Na stronach internetowych jako "thriller". Jak dla mnie zarówno pierwsze, jak i drugie określenie jest nieadekwatne. Spodziewałam się czegoś innego. Owszem, jest kilka fajnych akcji militarnych, robiących wrażenie (ale też bez jakiegoś szału - prym tu wiedzie Helikopter w ogniu bez dwóch zdań), ale ... no właśnie, jest ich tylko kilka. Dużo panów w mundurach i kontekst iracki - i możemy mówić o filmie militarnym?! Litości... Thriller to też nie jest - nie trzymał w napięciu, jak powinien (wnioskując po nazwie gatunku). Po jakimś czasie byłam już znudzona, zwłaszcza, gdy pojawiała się masa dialogów. Gdyby tak sklasyfikować jakoś ten film to tylko i wyłącznie jako... hmm... dramat? Najlepsze określenie.

Sedno fabuły można ująć w dwóch słowach: niewygodne bohaterstwo. Ciekawy film, jakby patrzeć z punktu widzenia tych żołnierzy, którzy niejako zostali oszukani. Ale całość jakoś się dla mnie rozmyła... A szkoda.

Film może się podobać, ale jeśli szuka się akcji militarnych i dreszczyku emocji to się można srogo zawieść. Nie polecam.
 
 
Phoebe Poison 
Podróżnik



Dołączyła: 10 Lut 2007
Posty: 646
Skąd: Jaworzno
Wysłany: 19-07-2010, 23:03   

Avalon, 2001
Polsko-japońska produkcja reżysera znanego przede wszystkim z 'Ghost in the Shell' (którego nie widziałam, ale zamierzam, bo wszyscy mi polecają, tylko że nie kręci mnie perspektywa animca). Przede wszystkim film specyficzny - warto to zaznaczyć na początku, bo co do odczuć, to te mam mocno mieszane. Akcja dzieje się w niedalekiej przyszłości, a jej osią jest wciągająca gra nazwana - zgadza się - 'Avalon'. W szczegóły fabuły nie ma się co zagłębiać, bo ta nie jest jakaś zbyt wymyślna, widać że najważniejszym elementem miał być dla autorów klimat. Czy się udało? IMHO nie do końca, aczkolwiek próby szły w dobrym kierunku. Tylko że 10 minut krojenia sałaty w sepii to jak dla mnie jednak lekka przesada. Miał być wielki artyzm i awangarda, a wyszło trochę przynudnawo i miejscami zbyt pretensjonalnie. Za historią czasem ciężko nadążyć, ale nie dlatego, że dzieje się zbyt szybko, tylko trudno w ogóle wyłapać jakąkolwiek historię. Ale być może omijałam najważniejsze szczegóły, kiedy akurat z nudów odpisywałam komuś lub wychodziłam po herbatę :p
Wizualnie natomiast mi się podobało. Na początku właśnie ta wszechobecna sepia trochę mnie zbiła z tropu, ale z perspektywy
Spoiler:
zakończenia ma to jak najbardziej sens. No i bardzo mi się spodobało właśnie, kiedy Ash trafiła do klasy Real, która okazała się być zwykłą Warszawą w codziennych barwach.

Ogólnie końcówka w porządku, chociaż rozwiązanie w podobnym guście już zostało wykorzystane w o wiele lepszej produkcji, jaką był eXistenZ (i ten Jude Law :p )
Foremniakowa jako główna bohaterka również ładnie wpasowała się w klimat, ośmielę się nawet powiedzieć, że w tej fryzurze wyglądała prześwietnie, bez porónania do tego blond-potworka znanego obecnie z TV. Niestety problem się zaczął, gdy wypowiedziała pierwsze zdanie.
I tu dochodzimy do najgorszej kwestii, mianowicie gry aktorskiej. Czy raczej powinnam powiedzieć - jej kompletnego braku. Polska obsada po prostu zrujnowała resztki klimatu, który mógłby być plusem tego filmu, i wyobraźcie sobie, że Foremniakowa wcale nie była wśród niej najgorsza. Ugh, gorzej niż na szkolnym przedstawieniu. A należy dołożyć jeszcze do tego, że same kwestie były jakoś dziwnie napisane, co skłania mnie ku zastanowieniu się, czy scenariusz nie był napisany po japońsku, a następnie przetłumaczony na polski. Jeśli tak, to w niektórych miejscach równie dobrze mógł to robić zwykły translator.

Żeby nie zostawić jednak całkiem negatywnego posmaku, wspomnę o ścieżce dźwiękowej, której akurat ciężko cokolwiek zarzucić. Kawał świetnej roboty, orkiestralne wstawki wywołujące ciarki, piękne soprany i przyjemny, klimatyczny ambient. Score napisany przez Kenji Kawai, który napisał również OSTa do wspomnianego wyżej 'Ghost in the Shell' (tego, którego nie widziałam :p )

Voyage to Avalon
_________________
Pain looks great on other people
That's what they're for
 
 
 
millo 
Podróżnik



Dołączył: 25 Gru 2003
Posty: 482
Skąd: Pustostan
Wysłany: 10-08-2010, 02:33   

Jako że mam wakacje, to mogę sobie pozwolić na tracenie czasu przed telewizorem. Chciałbym się podzielić wrażeniami z dwóch filmów, które obejrzałem w ostatnich dniach.
Pierwszy z nich to "Football Factory" (krzywo przetłumaczone na chwytliwe "Kibole"). Ten brytyjski film nakręcony sześć lat temu opowiada o grupie kibiców londyńskiego klubu Chelsea. Akcja toczy się wokół Tommy'ego Johnsona, dwudziestoparolatka, którego życie polega na ustawkach, ćpaniu, seksie i zabawie. Poznajemy jego znajomych, rodzinę, ple ple ple... Nie to jest ważne.
Bohaterowie mają różne problemy. Jeden ma schizy ze śmiercią kumpla w ustawce, inny nie jest akceptowany wśród kibiców gotujących się na ustawkę ze względu na ćpanie, ktoś cierpi z powodu starości, a ktoś jeszcze inny wiąże się z kobietą i musi zmienić swoje dotychczasowe życie. Wszyscy oni sens życia, poczucie akceptacji, bezpieczeństwa, wreszcie zwykłą codzienność znaleźli w ekstremalnym kibicowaniu polegającym na tłuczeniu się z kibicami innych drużyn i wszystkim, co z tym związane, a więc spotkaniach w pubach, narkotykach, itd.
Fabuła nie powala na kolana, ale znów - nie o to chodzi. Chodzi o pokazanie sylwetek bohaterów, tak różnych, a jednak tak podobnych. Chodzi o pokazanie niemałej części brytyjskiego społeczeństwa, które tak właśnie wygląda. Ci "kibole" (hłe, hłe) nie są pokazani w różowych ani w czarnych barwach, wszystko jest pokazane bez oceniania, choć mocno naturalistycznie. To niewątpliwa zaleta tego filmu.
"Football Factory" polecam każdemu, kto chciałby poczuć klimat angielskiego kibicowania i to nie z dość cukierkowego "Hooligans". Z drugiej strony nie powinno się wyrabiać poglądu na wszystkich kibiców na podstawie tego obrazu, zwłaszcza polskich.
Trailer w nienajlepszej jakości, ale innego nie znalazłem.

Kolejnym filmem, o którym chciałbym coś napisać, jest "Kłamca" z 1997. Gatunek? Trudno powiedzieć... Kryminał psychologiczny? Thriller psychologiczny? Dramat psychologiczny? Na pewno coś psychologicznego.
Zdecydowana większość filmu rozgrywa się w sali przesłuchań z aparaturą do wykrywania kłamstw, gdzie dwóch detektywów - stary wyga i nowy bez doświadczenia - przesłuchuje pieruńsko inteligentnego podejrzanego w sprawie zamordowania prostytutki. To, co mnie urzekło, to klimat, trochę w stylu kina noir. Mroczna sceneria, gra światłem do przesady, praca kamery, drobne efekty graficzne związane z postrzeganiem, tempo akcji, która mimo ciągłego odkrywania nowych rzeczy zdaje się wciąż startować od nowa, wreszcie bardzo dobra i wyraźna aż do przerysowania (tak ma być!) gra aktorska. Główny podejrzany John Wayland (w tej roli Tim Roth) od początku wzbudza lęk, zdaje się być niezrównoważony psychicznie, nie ufa się mu. Co innego detektyw Kennesaw (świetnie pasujący tutaj Michael Rooker) - profesjonalista w każdym calu, swoim głosem wywołuje dreszcze, mimo to wzbudza zaufanie. Jest jeszcze śliczna Renee Zellweger jako zamordowana prostytutka, która w retrospekcjach świetnie odgrywa swoją rolę.
Wszystko to w połączeniu z przemyślaną od początku do samego końca fabułą, zwrotami akcji (mniejszymi i wielkimi), specyficznymi dialogami i miejscami, gdzie widz sam wraca pamięcią do wcześniejszych scen, by zrozumieć działania bohaterów, tworzy świetny klimat, a w efekcie bardzo dobre kino.
Film raczej do obejrzenia samemu w ciemnym pokoju nie ze względu na jakiś strach, dreszcze, czy coś, ale właśnie na klimat.
Nie zamieszczę oficjalnego trailera, bo chyba trochę za dużo zdradza (choć i tak nic nie przebije recenzji z dodatku telewizyjnego do G. Wyborczego, gdzie napisali, jakie jest zakończenie). Zamiast tego jedna ze scen.
 
 
 
joker 
Obieżyświat



Dołączył: 11 Sty 2007
Posty: 1015
Skąd: Gliwice
Wysłany: 15-08-2010, 19:58   

Przebrnąłem w ten weekend przez dwa filmy Starcie tytanów oraz Transformers 2. Mówię przebrnąłem bo oglądaniem nie da się tego nazwać. Zacznę od tego gorszego Starcie tytanów. Film zapowiadał się bardzo dobrze ale tylko przez pierwsze kilka minut do momentu kiedy narrator wspomina o
Spoiler:
krakenie, jaki to on straszliwy, wielki i nie do zabicia
później wielokrotnie powtarza się to w trakcie filmu, jakby raz nie wystarczyło na dokładkę
Spoiler:
głupie wiedźmy od razu zdradzają jak można go banalnie zgładzić
Ogólnie film wieje totalną nudą, bez niespodziewanych zwrotów akcji i zaskakujących momentów. Tytanów jak na lekarstwo dosłownie 3 wliczając skorpiona. Film porażka. Nie polecam.

Transofrmers 2 jest nieco lepszy. Bardzo dużo akcji od samego początku filmu ale po godzinie miałem już dosyć tych wszystkich wybuchów, które zajmują pół filmu. Roboty tak szybko się zmieniały kotłowały ze sobą że trudno było cokolwiek zobaczyć. Powielany w różnych scenach humor o podtekstach seksualnych był irytujący
Spoiler:
bzykające się psy, robot zboczeniec, podteksty w rozmowach, napalona robocica, niewyżyty student itp.

Pozostałe gagi były równie nie udane np.
Spoiler:
kłócące się roboty bliźniaki o wyglądzie gremlina, robot-dziadek
Film spokojnie mógłby trwać dużo krócej, końcowa akcja wlekła się bez końca. Prawie przysnąłem. Film na raz do oglądnięcia, ale efekty zdecydowanie lepsze niż w starciu tytanów.
_________________
http://www.jokus2009.republika.pl
Miód jest dla mięczaków. Prawdziwi twardziele żują pszczoły!
 
 
 
lathspell20 
Podróżnik



Dołączyła: 18 Wrz 2007
Posty: 275
Skąd: Katowice
Wysłany: 19-09-2010, 19:41   

Jaśniejsza od gwiazd aka Bright Star

Film oczarował mnie swoją prostotą i delikatnością. Opowiada historię uroczej Fanny Brawne (Abbie Cornish) i uczucia, jakie połączyło ją z angielskim poetą romantycznym John'em Keats'em (Ben Whishaw).
Nie jest to film dla ludzi nerwowych, a ja spędziłam przy nim fantastyczne dwie godziny. Jane Campion (reżyseria) tworzy obraz niezwykle spokojny i subtelny, ale tylko z pozoru błahy. Tak naprawdę w filmie dzieje się bardzo wiele - między dwojgiem ludzi z różnych środowisk rodzi się uczucie, mimo ówczesnych konwenansów i barier społecznych. Stopniowo bohaterowie doświadczają wszystkich radości i smutków tej zakazanej miłości. Szczególnie urzekła mnie narracja, ograniczona jedynie do wierszy Johna Keats'a, które Campion bardzo zgrabnie zobrazowała.
Film skłania do namysłu. będąc jednocześnie opowieścią niezwykle szczerą w swej prostocie. Jak dla mnie, wybitne dzieło.
Oceniam na 5 i oczywiście polecam!

Więcej o filmie :arrow: FILMWEB
_________________

 
 
 
lathspell20 
Podróżnik



Dołączyła: 18 Wrz 2007
Posty: 275
Skąd: Katowice
Wysłany: 27-12-2010, 20:52   

Resident Evil: Afterlife

Ło matko, masakra!
Na film nie wybrałam się do kina, gdyż do wyboru miałam albo wersję w 3D, albo.... w 3D - który to fakt ostatnio coraz bardziej mnie irytuje.
Jednakowoż film ukazał się na DVD, więc mogłam obejrzeć ten twór w domowym zaciszu, ponieważ, jak twierdzi Art, "obejrzeć kolejny film o ząbi - bezcenne" :-) I pierwsza rzecz, która wybija się na pierwszy plan bardziej niż wspomniane wszechobecne "ząbi", to efekt slow motion - ja wiem, że na potrzeby trójwymiaru początkowo mógł to być dobry pomysł, ale na miłość boską, ile sekund może trwać jeden oddech bohatera?! :nietak: Po pewnym czasie stwierdziłam, że nawet parzenie herbaty zajmuje mi mniej czasu, niż trwa jedna sesja ładowania ołowiem w umarlaki. Fabuła poniekąd przewidywalna:
Spoiler:
Ocaleni, ukryci w twierdzy nie do zdobycia, ząbi, sprytnie wynajdujący do niej wejście, i Milla Jovovich niczym dobry samarytanin o nadludzkich zdolnościach próbująca ratować ocalonych od zjedzenia. Powielenie motywu z poprzednich części i na dodatek nie zdało egzaminu. Z nowości można wymienić trochę bardziej zmutowane ząbiaki i pojedynki na kule w stylu Matrixa. Wnioskując z zakończenia czeka nas kolejna część.

Milla Jovovich jak zwykle świetna, chociaż marnuje się w tej produkcji. Całość trochę ratuje dobra oprawa dźwiękowa, ale i tak oceniam film tylko na 5/10 punktów.
_________________

 
 
 
Ar2r 
Obieżyświat



Dołączył: 10 Maj 2007
Posty: 810
Skąd: z podwóra
Wysłany: 27-12-2010, 21:36   

Ha! Jak najbardziej zgadzam się z powyższą recenzją, ale byłbym chyba bardziej surowy jeśli chodzi o ocenę końcową. Nie mam pojęcia jak z takiego filmu można było zrobić kolejne matrixowe gówno, z masą niepotrzebnych efektów typu slow motion, o których pisze Lath. Jedynka była całkiem fajna, dwójka nawet dawała rade, ale pozostałe części to jedna wielka kpina! Coś czuję, że doczekamy się kolejnej części RE na którą i tak pewnie się wybiorę, bo jakoś nigdy nie potrafię odmawiać filmom z zombiakami w akcji.
Spoiler:
Najbardziej rozwalająca scena to ta w której Wentworth Miller, ponownie siedzi w klatce/więzieniu... nosz kur** :D
_________________
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


© 2002 - 2017 World of Tomb Raider | WoTR na Facebooku



Nasze strony wykorzystują pliki cookies. Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Więcej o cookies powie Ci wujek Google.

phpBB by przemo  
Strona wygenerowana w 0.556 sekundy. Zapytań do SQL: 12