FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj




Poprzedni temat «» Następny temat
Wakacje
Autor Wiadomość
jolajola1 
Praktykant



Dołączyła: 26 Cze 2006
Posty: 118
Skąd: stolyca
Wysłany: 09-08-2008, 22:36   

jestem w Grecji na rejsie
2 pierowsze dni na Krecie staliśmy, bo, uczciwszy uszy, to piździło tak, że tylko piętrowe promy wychodziły z portu, zrobiliśmy samochodową wycieczkę w góry, ponad 1530 m nad morze
potem Santorini od tyłu, port Vlichada, bo baniaki pod Firą remontują i dno pogłębiają, samochodem wycieczka do winnic i na Firę
następnego dni przepłynęliśmy przez kalderę Firy i rejs chlapany mocno na Ios
dwie doby tam staliśmy, dwie noce w nowoodkrytej knajpie u szamana rasta z muzą Marleya i współczesną grecką
i jeden cały dzień na basenie, słodka woda i drinki z palemką, duuuużo drinków
potem rejs chlapany na Folegandros, niemiła i za mała wyspa
a dzisiaj rejs z Folegandros na Milos, duło i chlapało i woda się wlwwała w rozbrysgach wwszędzie
chwilami duło powyżej 45 węzłów, dwa razy nam się włączył alarm w szkwale na 10 stopni beauforta, zabawa super, niebezpieczna, ale kapitan umiejętny
jutro na obiad zamawiam z kumplem homara i mule z grila

i jeszcze nikt nie rzygał na tym rjsie, a załoga zróżnicowana
facet 51 lat, baba 46 lat, para lekarzy z wrocławia lat 40, skiper 30 lat ze studentką, kumpel skipera wagi 120 kilo i facet 30 z synem 12

tu na Milos jest hotspot, szybki i niezabezpieczony
pa
do nastęnego wyplynięcia do cywilizacji
 
 
 
Łukasz 
Podróżnik



Dołączył: 05 Lis 2007
Posty: 700
Skąd: Gorzów
Wysłany: 31-08-2008, 15:39   

Moje wakacje były super :)
Najpierw byłem nad jeziorem :) potem pojechałem nad morze do Ustronia Morskiego :) następnie pojechałem do cioci ;) a potem jeszcze byłem 2 razy na spływie kajakowym :D
_________________


Co jest Gość ;)
 
 
 
Avi_Versicolor 
Podróżnik



Dołączyła: 14 Cze 2007
Posty: 539
Skąd: Jurków
Wysłany: 31-08-2008, 15:56   

A ja jakoś tegorocznych wakacji wogóle nie odczułam...Zresztą podobnie jest co roku.
Całe wakacje przesiedziałam w domu,w dodatku gotując przy tym żarcie dla reszty. Z przyjemnych rzeczy to raczej nic. Kilka razy przejechałam się tam i z powrotem.Nic specjalnego. Teraz tylko pod koniec września pojadę na giełdę do Świętochłowic...
_________________
A kiedyś Wielki Łowca odejdzie...

www.versicolor.blog.onet.pl
 
 
 
Aniaa 
Obieżyświat



Dołączyła: 08 Kwi 2007
Posty: 984
Wysłany: 31-08-2008, 19:06   

Wakacje były fajne. Trochę tylko szkoda, że stanowczo było za mało słońca. Nie wiem, jak u was, ale u mnie przez większość czasu było zachmurzenie. Jedynie trzy razy udało mi się pójść na plażę. Zresztą wakacje szybko zleciały.
 
 
jolajola1 
Praktykant



Dołączyła: 26 Cze 2006
Posty: 118
Skąd: stolyca
Wysłany: 20-04-2009, 16:13   

mam wolne miejsca na 2 tygodnie jachtem po greckich Cykladach
lipiec Ateny - Rodos
sierpień Rodos - Ateny

jeśli juz 3 lata pod rząd to żeglowanie jest WSPANIAŁE, to tym razem tez takie byc powinno

"wymagania"
mile widziane obycie z żaglami, choćby na Mazurach
wskazany wiek co najmniej "dorosły"


psGrzeko, nie złośc się na tego mojego spama...
 
 
 
Jerrem_Y 
Obieżyświat



Dołączyła: 05 Mar 2006
Posty: 1017
Skąd: Poznań
Wysłany: 05-05-2009, 21:48   

Pobudka przed 5 nie zwiastowała niczego dobrego, ale jak już doczołgałam się na Dworzec Główny było tylko lepiej. Zajrzałam do KFC, kupiłam drożdżówkę i mogłam wsiąść w końcu do nieszczęsnego pociągu osobowego do Lewina Kłodzkiego, który jak się później okazało wlókł się tam ok. 8 godzin. Obrazki za oknem zrobiły się warte uwagi dopiero ok. 2h przed przyjazdem na miejsce. Soczysta zieleń, piękne widoki, zameczki, kościółki i ogólnie klimat gór Kłodzkich, mniam.



Kiedy pijany konduktor zaczął chwiejnie machać rękoma stwierdziłyśmy, że to nasza stacja. Trochę się zdziwiłam bo był to dziwny stary dom i dużo trawy, jednak niebieska tabliczka z nazwą miasteczka rozwiała nasze obawy.



Po dotarciu na miejsce przywitali nas gospodarze i ich zwierzyniec, który był w zdecydowanej przewadze. Świnka peruwiańska o imieniu Żywiec, psina imieniem Warka, przerażający wąż i stadko koni tuż za płotem. Tresowane kury (właśnie tak!) zostały niestety wyniesione przez lisicę noc przed naszym przyjazdem..



Wcześniej nie napisałam, że weekend spędziłam w małej miejscowości Jarków, koło Lewina Kłodzkiego. Jest to gospodarstwo agroturystyczne w malowniczo położonej wiosce, otoczone górami, lasami, pięknymi łąkami i przede wszystkim świeżym powietrzem.



Jako, że moje towarzyszki poznałam w sekcji jeździeckiej, to nie trudno zgadnąć, że nasz weekend skoncentrowany był głównie na jeździe konnej. Nie jeździłyśmy jednak w stylu klasycznym, tylko w stylu western - na specjalnych siodłach i ogłowiu bez wstrętnego metalu w pysku konia.



Po kilku piątkowych jazdach w terenie przyszła sobota, czyli wyczekiwany dzień na całodniowy rajd na końskim grzbiecie. Z samego rana, czyli ok. 10 rano :D spakowaliśmy manatki, przypięłyśmy je do siodeł i ruszyłyśmy w drogę. Nie jestem w stanie wymienić z nazwy ani jednego miejsca, przez które przejeżdżaliśmy, gdyż w większości były to dziewicze pola i łąki, dość strome leśne pagórki, w większości zupełnie nie uczęszczane przez człowieka. Widoki zapierały dech w piersiach. Widziałam nawet Śnieżkę od strony Czech, całą w śniegu!




Konie oczywiście potrzebowały kilku przerw, więc co jakiś czas zsiadaliśmy z siodeł na popas zarówno dla nich jak i dla nas.



Niestety jedna przerwa była wymuszona, gdyż Jeremik wplątał się w końską kłótnię i dostał strzała prosto w piszczel z końskiego kopyta. Po chwili dramatu i krzyków, opatrzyłam sobie nogę, łyknęłam tabletki i wsiadłam z powrotem na konia.



Kilka kilometrów dalej napotkaliśmy na strumyk, gdzie nasi czteronożni przyjaciele mogli się w końcu napoić. Chwilę potem konie przeskoczyły go z gracja i jechaliśmy dalej. Nasza podróż ciągnęła się jeszcze przez kilka godzin wśród bardzo miłej atmosfery, powoli zachodzącego słońca i myśli o ognisku i wielkiej kiełbasie.



Dotarliśmy w końcu do domu, konie wybiegane, my szczęśliwe. Wieczór spędziliśmy z jeszcze innymi gośćmi rancza przy winku, oczywiście kiełbasce i snickerskie z ogniska.



Następny dzień wybrałyśmy się na dzikie galopy, które niestety nie były aż tak dzikie jakbyśmy chciały, gdyż nasze biedactwa regenerowały się po sobotniej wspinaczce. Niedługo potem zbliżyła się godzina odjazdu naszego pociągu, więc spakowałyśmy się, pożegnałyśmy z całym zwierzyńcem, przemiłymi gospodarzami i wyruszyłyśmy w drogę do domu obiecując, że niedługo wrócimy :) Podróż oczywiście zakończyłyśmy w tym samym miejscu, w którym zaczęłyśmy, czyli w KFC.

Szybko podsumowując, jeszcze nigdy nie przeżyłam tak magicznego weekendu. Było bajkowo, co myślę ładnie pokazują zdjęcia (i pogoda dopisała, wbrew temu co trąbiła Omena). Serdecznie zapraszam na Ranczo Stokrotka :)
 
 
Mr Macphisto 
Emocjonalny kaktus



Dołączył: 19 Gru 2003
Posty: 2192
Skąd: Warszawa
Wysłany: 06-05-2009, 19:57   

Poli, zajeeebiście! :) Ej, no po prostu już samo pierwsze zdjęcie jest takie, że chce się tam być. Od razu mi się spodobało. No i w ogóle fajny długi weekend, nic tylko pozazdrościć.

Ale że się świnki nie przestraszyłaś to jestem w szoku :D
_________________
...and touch the flame
 
 
lathspell20 
Podróżnik



Dołączyła: 18 Wrz 2007
Posty: 275
Skąd: Katowice
Wysłany: 04-07-2009, 21:07   

Dzisiejszy uroczy dzień spędziłam na rodzinnej wycieczce pseudogórskiej :) dlaczego pseudo? Bo była to wycieczka silnie zmotoryzowana, mniej piesza :P
Celem była góra Żar, leżąca nad Jeziorem Międzybrodzkim w powiecie żywieckim (jakby ktoś chciał się wybrać). Planowo mieliśmy sobie wjechać na górę kolejką, ale ostatecznie zdecydowaliśmy się na spacer. Niestety starsza połowa (czyli rodzice) bardzo żałowała, gdyż obraliśmy sobie trasę asfaltową o długości ok. 5 km i ponad godzinę drałowaliśmy pod górę :D No ale w końcu w górach wypada trochę pospacerować.

Skrawek zieleni na poboczu


Trampek piechura


Po drodze mija się miejsce, w którym samochody i inne obiekty toczą się pod górę. Oczywiście jest to złudzenie optyczne, złe określanie poziomu przez nasze oko, co w górach zdarza się często. Ale efekt jest ciekawy.
Na szczycie można zobaczyć spory zbiornik elektrowni szczytowo-pompowej oraz (szczególnie w taki dzień) paralotniarzy startujących ze zboczy. Niektórym się udaje, niektórym nie...

Elektrownia szczytowo-pompowa


Lepsza wersja Alcatraz


Paralotniarze


Następny etap wycieczki, to już całkowuty spontan. Odwiedziliśmy Wisłę i Ustroń przejżdżając przez przełęcz Salmopolską. W Ustroniu postanowiliśmy jeszcze "zdobyć" Równicę. Na szczęście można wjechać tam samochodem, więc wiekszość rodzinki była ukontentowana ;-)
Na szczycie zafundowaliśmy sobie po wieelkim pucharku lodów z owocami, poprzypiekaliśmy jeszcze nasze ciałka i ruszyliśmy w drogę powrotną.

Zasłużony puchar lodowy


A na trasie miłym zaskoczeniem okazał się całkowity brak korków i ogólnie przyjemna niewielka ilość samochodów.
Wycieczka bardzo udana, chociaż moja twarz i ręce są koloru dojrzałej truskawki :P
_________________

 
 
 
millo 
Podróżnik



Dołączył: 25 Gru 2003
Posty: 482
Skąd: Pustostan
Wysłany: 16-08-2009, 00:02   

"Chodźmy na piwo!" - i poszliśmy. Wszystko było bardzo spontaniczne. Najpierw planowaliśmy jakieś jezioro i łódkę, później Bieszczady, a skończyło się na Kotlinie Kłodzkiej. Niestety wraz ze wzrostem spontaniczności malała liczba potencjalnych uczestników takiego wypadu, no ale nawet we trzy osoby było bardzo sympatycznie.
Założyliśmy sobie, że będzie to wędrówka piesza wzdłuż Kotliny jej zachodnią częścią. Wiedzieliśmy, że nie ma co z góry planować, dokąd mamy dojść każdego dnia i co zobaczyć - byliśmy pod tym względem wolni i beztroscy, mając siły mogliśmy iść dalej, a czując zmęczenie zatrzymać się wcześniej.
Po drodze spotkaliśmy samych dobrych ludzi. Nie wiem, czy to górska woda, czy też powietrze, ale zawsze spotkane osoby były miłe i pomocne.
W tym przynudnawym wstępie chciałbym pozdrowić moich kompanów podróży, czyli Macieja i Bartka, a także mojego brata Marcina, który pożyczył nam aparat (Nikon D80 - świetne zdjęcia). Pozdrawiam również Jerrem_Y, która kilka miesięcy wcześniej zwiedziła konno mniej - więcej te rejony, ale nie pamięta dokładnie, gdzie była.
Zapraszam do przeczytania relacji z tej wyprawy.

Pojedynek z górami
czyli czy damy radę


Dzień pierwszy

Uzbrojeni w atlas samochodowy z '91 wyruszyliśmy Srebrną Strzałą (Renault 19) z Poznania przed trzecią w nocy. Według naszych obliczeń koszt paliwa na trzy osoby powinien być niższy od kosztu pociągu, do tego auto daje wiele możliwości (np. wyładowanie bagażnika pamiątkami z Czech, z czego skorzystaliśmy, ale o tym później).
Przed ósmą rano byliśmy już w sanktuarium maryjnym w Wambierzycach - nasz pierwszy punkt programu.

Bazylika robi z zewnątrz duże wrażenie, podobnie ołtarz i ambona.



Niestety za dużo czasu na zwiedzanie nie było, a ponoć warto zobaczyć jeszcze pobliską drogę krzyżową.
Po zrobieniu drobnych zakupów ruszyliśmy nad Zalew Radzikowski, gdzie rozbiliśmy namiot, posililiśmy się i ruszyliśmy na pobliski Szczeliniec. Wybraliśmy niebieski szlak, który wydawał się nie nie za długi, a do tego ciekawy i dość wymagający. Tak też było, bo mimo wąskiej i stromej ścieżki aż chciało się iść dalej dzięki wspaniałym widokom. Po prawej stronie mieliśmy spad, po którym płynął strumień, a wokół rosły wielkie drzewa, zaś po lewej ogromne skały miejscami tworzące niemal pionowe ściany.





Po jakimś czasie doszliśmy do przecinającej szlak asfaltowej drogi. Może nie do końca przecinającej szlak, bo później okazało się, że biegł on wzdłuż drogi, jednak my wiedzeni żądzą przygody (i niejednoznacznym oznakowaniem) poszliśmy naprzód ledwie widoczną ścieżką.
Ścieżka ta wydeptana była przez drwali i jakiś czas dało się nią iść. Później jednak zanikała i pod sam szczyt musieliśmy przedzierać się przez śliskie skały i powalone konary szlakiem jeleni i dzików. Doszliśmy w końcu pod pionową skałę - do szczytu było już niedaleko.



Obeszliśmy więc górę, by natrafić na szlak. I trafiliśmy, szliśmy nim na szczyt, jednak przed najciekawszą częścią, czyli utworzonymi na szczycie ciekawymi formami krasowymi, zostaliśmy zatrzymani i pokierowani z powrotem w dół, gdyż był to szlak jednokierunkowy.
Zmęczeni i źli zeszliśmy więc kawał w dół, by zaraz iść znów pod górę - tym razem w odpowiednią stronę. Ale było warto!
Na szczycie czekało nas schronisko i pyszne pierogi. Do tego już tu roztaczał się widok na Kotlinę Kłodzką. Nawet tam trudno było zapomnieć o forum i jego użytkownikach, zwłaszcza czytając tamtejsze ogłoszenia.



Na samym szczycie zachwycaliśmy się przedziwnie ukształtowanymi kamieniami. Przeciskaliśmy się szczelinami, wchodziliśmy w ogromne doły i na naturalne platformy z których podziwiać można było ziemię kłodzką, oglądaliśmy skały przypominające ludzi i zwierzęta.









Kotlina Kłodzka dzięki swojemu ukształtowaniu i specyficznym warunkom pomogła przetrwać do dzisiejszego dnia dinozaurom.



Po obejrzeniu tego wszystkiego zeszliśmy nad zalew i po kolacji położyliśmy się spać.


Dzień drugi

Z samego rana zjedliśmy śniadanie, umyliśmy się, spakowaliśmy i pojechaliśmy autem do Dusznik. Trasa wiodła przez górską, krętą drogę, jednak Srebrna Strzała poradziła sobie bardzo dobrze i dzięki odpowiednim hamulcom dojechaliśmy bardzo szybko do celu (powoli nie mogliśmy). W Dusznikach Zdroju zostawiliśmy auto, założyliśmy ciężkie, ponaddwudziestokilowe plecaki i ruszyliśmy przed siebie.



Po przejściu przez miasto skierowaliśmy się na Wzgórze Rozalii, gdzie znów mogliśmy zachwycać się widokami. Następnie doszliśmy do schroniska, gdzie znów zjedliśmy pyszne pierogi. Ja zamówiłem sudeckie (z twarogiem i szpinakiem oraz sosem czosnkowym), zaś moi kompani dusznickie (z mięsem i soczewicą). Oba rodzaje polecamy!
Posileni ruszyliśmy w stronę Rezerwatu Torfowiskowego. Droga prowadziła przez las, który chronił nas przed upałem.



Sam rezerwat mógł urzec widokiem torfowisk i ciekawych roślin, dźwiękiem szemrzących strumyków, jednak niekoniecznie zapachem.



Zbliżał się wieczór, więc szukaliśmy miejsca do spania. Rozbiliśmy się za zgodą miłych gospodarzy pod leśniczówką przerobioną na pensjonat. Ci dobrzy ludzie pozwolili nam korzystać z łazienki, dali nam też wrzątek. Grzecznie poszliśmy spać, by mieć siły na kolejny dzień.


Dzień trzeci

Kolejny dzień przywitał nas piękną pogodą - niby dobrze, ale już powoli zaczęła nam schodzić skóra z rąk i twarzy od słońca. Jednak po zimnej i wilgotnej nocy przywitaliśmy je z radością.



Szybkie śniadanie i pakowanie się i ruszyliśmy w drogę w stronę Lasówki. Po drodze mijaliśmy wielu rowerzystów, mniej i bardziej profesjonalnych. Później usłyszeliśmy, że jakiś czołowy team kolarski ma tu zgrupowanie.
Niestety my nie mieliśmy rowerów, a ciągłe, wielokilometrowe chodzenie sprawiło, że Maciejowi zaczęły mocno przeszkadzać odciski na stopach. Podjęliśmy więc odważną decyzję i przy następnym postoju, w Lasówce, zamieniliśmy się obuwiem, gdyż moje było wygodniejsze.
Przy końcu Lasówki natrafiliśmy na kolejnego dobrego człowieka, który uraczył nas doskonale schłodzoną wodą mineralną, opowiedział historię okolicy, a do tego pozwolił schłodzić napoje w swoim orzeźwiającym, mającym ledwie sześć stopni Celsjusza, źródełku.



Pokazał nam również, jak kończą jadowite żmije w Kotlinie Kłodzkiej. Żeby było ciekawiej efekt jest wywołany przypadkiem podczas cięcia kosą. Moderatorzy, patrzcie i uczcie się, jak należy korzystać z moderatorskich narzędzi takich, jak kosa!



Wskazał też nam najprostszą drogę do Kunstad leżącego po czeskiej stronie.
Przeszliśmy granicę z Czechami na przejściu w Lasówce (bez paszportu i legalnie - dzięki układowi z Schengen, a nie Unii! ).



Do drogi mieliśmy jakiś kilometr przez ogrodzone pastwisko, więc przeszliśmy ogrodzenie i kierowaliśmy się w stronę asfaltu. W pewnym oddaleniu zauważyliśmy stado krów, jednak zlekceważyliśmy je. W czasie gdy przemieszczaliśmy się stado również nie stało w miejscu - najpierw przeszło na drugą stronę pastwiska, następnie szło w pewnym oddaleniu równo z nami. W pewnym momencie jednak szybkim krokiem zaczęło się do nas zbliżać i już wtedy nieco się przestraszyliśmy.



Nagle całe stado zaczęło biec w naszą stronę, ale mało tego! Na początek stada wystąpiło kilka byków. Całę stado biegło wprost na nas, by zatrzymać się kilkanaście metrów przed nami z bykami groźnie patrzącymi na nas. Zaczęliśmy obawiać się o nasze życie. Instynkt podpowiadał nam, by stać twardo. W pewnym momencie stado zaczęło biec wprost na nas! Na szczęście kilka metrów przed nami rozstąpiło się i obiegło nas z obu stron. Gdy całe bydło nas obiegło ruszyliśmy żwawym krokiem (ale nie biegiem, by nie prowokować) w stronę ogrodzenia. Czuliśmy jak serce podchodzi nam do gardła, a adrenalina uderza do głowy.
Uff! Po chwili byliśmy już bezpieczni na drodze. Skierowaliśmy się do Kunstad, gdzie zjedliśmy pyszny smażony ser z krokietami. Następnie, po drobnych zakupach, skierowaliśmy się na pole namiotowe. Było całkowicie puste, miało kilka ledwie widocznych śladów po namiotach. Do tego nikt nie pobierał żadnych opłat.
Przez środek pola przepływał strumień. Skorzystaliśmy z płynącej w nim zimnej wody, siedliśmy na mostku i do późnego wieczora rozmawialiśmy na kontrowersyjne tematy.





Dzień czwarty

Ociągając się spakowaliśmy namiot, założyliśmy plecaki i ruszyliśmy w dalszą drogę. Wróciliśmy do Polski na przejściu granicznym w Mostowicach i skierowaliśmy się w stronę Rudawy. Po kilku godzinach marszu (z przerwami na złapanie oddechu i uzupełnienie płynów) postanowiliśmy szukać możliwości zjedzenia obiadu. I znaleźliśmy - za którymś z zakrętów ujrzeliśmy tablicę "Pstrągi - 900 metrów". Postanowiliśmy to sprawdzić, mimo że schodziliśmy ze wcześniej obranego szlaku. Zamiast dziewięciuset metrów było ze dwa razy tyle i to pod górę, ale nie to okazało się problemem. Na miejscu dowiedzieliśmy się, że pstrągi owszem są i to nawet bardzo ciekawie przyrządzone, ale wpierw trzeba je samemu złapać.
Postanowiliśmy zaryzykować, mając nadzieję, że złapanie trzech pstrągów w stawie hodowlanym nie powinno przysporzyć problemów. Tak też było - trzy razy pstrąg chwycił się na haczyk i... trzy razy się zerwał. W geście litości przyrządzono dla nas jajka z serem na boczku, musiało to nam wystarczyć.
Po posiłku zeszliśmy prawie dwa kilometry z powrotem do drogi i ruszyliśmy dalej w stronę Rudawy. Kłopoty ze stopami Macieja wciąż narastały, więc mimo dość wczesnej pory postanowiliśmy znaleźć nocleg.
Jak się później okazało lepiej trafić nie mogliśmy. W pensjonacie "Baca" w Rudawie poznaliśmy kolejne ciekawe osoby, które opowiedziały nam historię Kotliny Kłodzkiej, Czech, a także swoje własne. Do tego znów mogliśmy spróbować świetnego czeskiego piwa, zjedliśmy kiełbaski z ognia, pośpiewaliśmy trochę i poszliśmy spać.



Jeżeli ktokolwiek dotrwał do tego miejsca relacji i zamierza się wybrać w tamte okolice, mogę mu polecić pensjonat "Baca" w Rudawie.


Dzień piąty

Wstałem o godzinie siódmej, by zdążyć coś zjeść, umyć się i przebrać, a następnie dojść do położonego o ponad godzinę drogi piechotą malowniczego kościoła w Porębie. Niepotrzebnie, jak się później okazało, bo podwiózł mnie tam kolejny dobry człowiek spotkany podczas tej podróży - kierownik pensjonatu. Po Mszy dołączyłem do kompanów i wspólnie udaliśmy się na Jedlnik - szczyt znajdujący się niedaleko Przełęczy Porębskiej. Roztaczał się stamtąd widok na całą Kotlinę Kłodzką!
Przed nami widać było Długopole, dalej Międzygórze, a jeszcze dalej zamykający Kotlinę Masyw Śnieżnika. Po prawej dostrzec można było Międzylesie i spory kawałek Czech. Po lewej zaś widać było Bystrzycę Kłodzką, a dalej Kłodzko z twierdzą. Widok zapierał dech w piersi!







Po napatrzeniu się zeszliśmy do Długopola, skąd drugim pociągiem (pierwszy uciekł sprzed nosa) dojechaliśmy do Kłodzka. W Kłodzku trafiliśmy na pole namiotowe, gdzie zostawiliśmy swoje rzeczy i poszliśmy zwiedzać.
Centrum Kłodzka jest naprawdę malownicze. Piękny kościół, robiący bardzo dobre wrażenie ratusz, odnawiany most na modłę praskiego mostu św. Karola oraz ciasna zabudowa centrum - chce się tu wrócić.



Po przejściu przez centrum doszliśmy do twierdzy. Prowadziły stąd dwa szlaki: jeden w górę, gdzie można było zobaczyć całą twierdzę, i jeden w dół, który prowadził podziemiami do centrum Kłodzka. Poszliśmy tym drugim w mile chłodnych i wąskich korytarzach. Po drodze można było zobaczyć mniej lub bardziej ciekawe eksponaty. Niestety ochronie wydaliśmy się podejrzani, więc przeszukali nasze bagaże. Dobrze, że jedynie podręczne, bo inaczej na dybach by się nie skończyło...



Wróciliśmy pod twierdzę i ruszyliśmy na zwiedzanie. W samej twierdzy oglądać można było wystawy poświęcone sztuce użytkowej, historii twierdzy, pożarnictwu, sztuce torturowania, dworom i dworkom ziemi kłodzkiej, itp. itd. Ze szczytu zachwycać się można było panoramą Kłodzka.



Twierdza zaoferowała nam jeszcze obiad, z czego skorzystaliśmy i po posiłku przeszliśmy na pole namiotowe, gdzie po rozbiciu się posnęliśmy. A śniła nam się Kotlina Kłodzka, którą mieliśmy nazajutrz opuścić i wrócić do domu.


Dzień szósty - ostatni

Rano zebraliśmy się i ruszyliśmy na dworzec, skąd pociągiem pojechaliśmy do Dusznik, gdzie czekała już na nas Srebrna Strzała. Pociąg jechał naprawdę powoli ze względu na fatalny stan torowiska, jednak rekompensowały to widoki przyrody oraz różnych wiosek i miast.
W Dusznikach zapakowaliśmy się w auto i ruszyliśmy w stronę uzdrowiska, gdzie mogliśmy skosztować uzdrowiskowej wody źródlanej. Jeżeli jest tak zdrowa, jak źle pachniała i smakowała, to nie boję się żadnej choroby.



Po wypiciu kilku kubeczków udaliśmy się do... Kudowy Zdrój, gdzie znajdowało się przejście graniczne. Po drodze mijaliśmy bardzo ładny, zabytkowy wiadukt kolejowy z 1903. roku, jednak nie udało nam się zrobić zdjęcia, więc zamieszczam fotografię zrobioną przez jakąś aanonimową postać.



W leżącym po czeskiej stronie Nachodzie kupiliśmy kilka pamiątek i ruszyliśmy w drogę powrotną.




KONIEC

















KONIEC?

NIE!



Pojedynek z górami
dogrywka


Dzień szósty - wciąż trwa

Dojechaliśmy do Kłodzka, a tam, zamiast na Wrocław krajową ósemką skręciliśmy na Nysę. Z pełną premedytacją, gdyż znajomy również był w górach i ni to żartem, ni poważnie zaprosił nas do siebie. Wyszło dość spontanicznie, ale, jak się okazało, bardzo udanie.
Po drodze, przejeżdżając różne miejscowości i widząc zjazdy do innych, ciągle przypominali mi się forumowicze. Trasa na Wrocław, zjazd na Katowice, Chorzów, Gliwice, Oświęcim, Jaworzno, Kraków... Nawet takie miejscowości pozornie niezwiązane, jak np. Doliny, Kocoń...
Trasa wiodła nas przez Żywiec, gdzie pierwszy raz zawiodłem się na swojej Srebrnej Strzale. Jechałem sobie prostą drogą, spokojnie, a tu nagle bach!
Na ulicę wybiegł jakiś dziwnie ubrany na niebiesko Pan z suszarką w ręku. Zahamować z pewnych obiektywnych przyczyn nie mogłem, więc nawróciłem, podjechałem, a ten Pan chciał ode mnie prawo jazdy, dowód rejestracyjny i ubezpieczenie. Zapytałem się o powód, a on pokazał mi tę dziwną suszarkę, a tam "79 km/h". Ewidentnie źle pokazywało, bo przecież dozwolone było tylko 50 km/h. No ale trudno, to spotkanie kosztowało mnie rozstanie z królem Władysławem po powrocie do domu oraz czterema punktami. Bywa.
Z Żywcem mam jeszcze jedno przykre wspomnienie związane z autem. Otóż zaraz po wyjeździe z miasta nagle silnik stracił moc, gasł. Zjechałem więc na pobocze i pomyślałem, że znowu łapie powietrze układ paliwowy albo coś w tym guście.
Po kilku próbach zrezygnowałem z dalszej naprawy i zadzwoniłem bez większej nadziei do mechanika reklamującego się na pobliskim słupie. Była godzina 22.00, więc bałem się, że ruszymy dopiero rano, jak nie później. Zacząłem się powoli zastanawiać nad zwiedzaniem Żywca, jednak okazało się, że znów mamy do czynienia z dobrymi ludźmi, który gotowi byli nam pomóc nawet o tej godzinie.
Miły Pan mechanik zaholował nas do pobliskiego warsztatu i od razu wziął się do roboty. Szybko postawił diagnozę - zamulone i pozatykane przewody. Trzeba czyścić bak i przedmuchać układ.
Tak też zrobił. Z baku wyciągał garściami lepki muł, mówił, że nigdy czegoś takiego nie widział. Na szczęście ja będę widział poprzedniego właściciela...
Naprawa zakończyła się krótko po północy, pięknie podziękowaliśmy za pomoc i ruszyliśmy dalej.
GPS w osobie Bartka czasem gubił drogę, a czasem w ogóle jej nie wskazywał śpiąc wygodnie w fotelu, no ale jakoś trafiliśmy na miejsce. W Zakopanem byliśmy po drugiej, więc zamiast szukać pensjonatu spaliśmy w aucie.


Dzień siódmy

Z samego rana zadzwoniliśmy do mającego nas ugościć znajomego. Podjechaliśmy do niego, zostawiliśmy rzeczy, w końcu wzięliśmy prysznic i ruszyliśmy na szlak. Przez zakorkowane Zakopane do Kuźnic i dalej niebieskim szlakiem obok pustelni Albertynek szło się dobrze, choć pogoda nie dopisywała. Jednak deszcz aż tak bardzo nie przeszkadza na asfalcie i bruku.



Następnie przed Kalatówkami skręciliśmy na czarny szlak i szliśmy Ścieżką nad Reglami do Polany Strążyskiej. Po drodze widać było Giewont (tak, on gdzieś tam jest)


W jadłodajni na Polanie Strążyskiej zjedliśmy pyszną zupę borowikową i wypiliśmy doskonałe na taką pogodę grzane wino z pięknym aromatem, a następnie wybraliśmy się do wodospadu Siklawy.



Z powodu złej pogody postanowiliśmy zejść już do Zakopanego Doliną Strążyską. Idąc do pensjonatu minęliśmy też skocznię narciarską.
Po powrocie posililiśmy się, porozmawialiśmy, powspominaliśmy i poszliśmy spać.


Dzień ósmy - naprawdę ostatni

Ze względu na nogi Macieja i zapowiadającą się nie najlepiej pogodę postanowiliśmy zwiedzić Zakopane. I tu bardzo miłe zaskoczenie - trafiliśmy na pomnik Józefa "Ognia" Kurasia.



Ogromny plus dla górali za to, że pamiętają, że ludzie walczyli o niepodległość Polski jeszcze długo po zakończeniu wojny. Dziś takich ludzi albo się zapomina albo opluwa, a to właśnie w rolę Ognia powinien wcielić się Daniel Craig! Co takiego ma Tuvia Bielski, czego nie ma Józef Kuraś?
Przeszliśmy też Krupówkami, skąd bardzo ładnie widać było Giewont.



Znaleźliśmy też inne atrakcje, jak np. oscypki (niestety pewnie bez unijnych certyfikatów, co automatycznie czyni je gorszymi). Udaliśmy się z powrotem do pensjonatu po drodze oglądając budynki w charakterystycznym, zakopiańskim stylu.
Nadszedł czas pożegnania i powrotu. Po spakowaniu się wyjechaliśmy przed 22.00 do Poznania. Po 5.00 byliśmy już na miejscu.

Już myślimy nad prędkim powrocie w góry. Albo wschodnia część Kotliny Kłodzkiej albo Bieszczady albo... kto wie? Kotlinę Kłodzką mogę polecić z czystym sumieniem każdemu!


Teraz już naprawdę
KONIEC

[ Komentarz dodany przez: Jerrem_Y: 21-08-2009, 11:51 ]
Ahahahaha, Millo Rumcajs :D
 
 
 
l@r@ croft 
Praktykant



Dołączyła: 25 Gru 2006
Posty: 187
Skąd: Łódź
Wysłany: 16-08-2009, 19:11   

W tym roku w wakacje wybrałam się do Egiptu na 2 tygodnie :) Kocham Egipt i prawdopodobnie za rok też się tam wybiorę :D Mnóstwo rzeczy do zwiedzania , owoce morza , i sympatyczni mieszkańcy miasta Hurghady. Byłam na wycieczce w Kairze , a przy okazji widziałam piramidy w Gizie, Sphinx'a :) Uroczo :D Uwielbiam Egipt tez za to , że ma pięknie urozmaicone rafy koralowe :) Nurkowanie to jest to co lubię robić najbardziej (szczególnie w wakacje)
Na dole zaprezentuje wam parę zdjęć z mojej wycieczki :)

Widok z samolotu na Hurghadę

Kair

Giza
_________________

 
 
 
Mo
[Usunięty]

Wysłany: 16-08-2009, 19:54   

ja sobie wczoraj wróciłam z tygodniowego tripa. i w ciągu tygodnia obleciałam sporo miejsc.

1. Poznań. Byłam dawno, później to jakoś tak przejazdem. Piękne miasto. Obok Wrocławia najpiękniejsze miasto Polski. A, że jeszcze pogoda była piękna to naprawdę, nic dodać, nic ująć. Piękne kamienice, zadbane rzeźby, zabytki. Naprawdę jest co oglądać. A Stary Browar to wiadomo - punkt bardzo ważny dla każdej kobity :D

2. Później był Kórnik. Miasto pod Poznaniem, słynie z zamku przemianowanego na pałac w barokowych klimatach. Wokół słynne ogrody, możliwość rejsu na wieeeeeeelkim jeziorze... Sympatycznie :D

3. Wrocław. Piękne miasto. (patrz: punkt 1) :D Ogród botaniczny zrobił na mnie duże wrażenie, raj na ziemi. Ogólnie zachwyciła mnie wszechobecny porządek i czystość. Urok miejskich uliczek pełnych kolorowych kamienic dał mi się we znaki. I jest co zwiedzać.

4. Sudety Wschodnie i Stołowe. Byłam tam i postanowiłam wrócić. :D Zwłaszcza Sudety Stołowe są warte obejrzenia. Szczytów pokaźnych może i nie ma, ale za to jest bardzo malowniczo. Najbardziej polecam Szczeliniec Wielki. Trasa rozchodzi się także na Czechy. Trasa jest o tyle ciekawa, że nie wiadomo skąd, są skały niesamowicie wyżłobione, kto wie, przez wodę? Lodowiec? W każdym razie są imponujące. I jak sama nazwa mówi - dużo szczelin skalnych. Niektóre miały wysokość jakoś 70 cm, a szerokość 1 metra. Tego się nie da opisać.


millo - Zambierzyce są piękne, widzę że też pozwiedzałeś to, co i ja. :) Fakt faktem, że ja obejrzałam to nieco wcześniej a do Sudetów wróciłam tylko po to, by połazić po Szczelińcu :D

5. Wiedeń. Miasto nad miastami. CUDO. Perła Europy. Jestem pod wrażeniem po dziś dzień. Tego też nie da się opisać. Tak zadbanego miasta nigdy nie widziałam. I aż żal serce ściska. Dlaczego? A bo Austria ma środki do renowacji zabytków, kamienic, uliczek. Kostka jest przeraźliwie równa, cegiełki idealnie dopasowane. Ładnie wymalowane ściany budynków. Równo ścięta, gęsta, zielona trawa i krzewy. Mandaty się dostaje za łażenie po roślinach. Ale patrząc na to co widziałam - nie dziwię się mandatom. Na chodnikach ani jednego papierka, nie to co w Polsce. Widać, że niemieckojęzyczni mają fioła na punkcie ochrony środowiska ;) Wszystko jest idealne, piękne. Momentami trafiłam na marmurowe (!!) chodniki. Jest też co obejrzeć, wszystko w idealnym stanie, jakby postawione niedawno. naprawdę WARTO tam pojechać.

6. Warszawa. Byłam ale przejazdem pomyślałam, ze sobie połażę. Po Wiedniu dla mnie Warszawa była "nie-miastem". :P I jakieś takie odniosłam wrażenie, że kiedyś było tu bardziej zadbanie. Może to tylko takie wrażenie. No wiadomo, Stare Miasto zawsze będzie mieć swój urok, ale czemu Polacy nie pójdą w ślady takich Austriaków i nie zainwestują więcej kasy w ochronę i renowację zabytków? W ochronę środowiska? Taki niedosyt po Wiedniu.
 
 
Mr Macphisto 
Emocjonalny kaktus



Dołączył: 19 Gru 2003
Posty: 2192
Skąd: Warszawa
Wysłany: 16-08-2009, 20:23   

No, no, miłło, nic tylko pozazdrościć. Brzmi ciekawie, wygląda pięknie. No i czyta się dobrze. Nie wiem jak inni, ale ja bez problemu przebrnąłem przez Twoją relacyjkę podróżniczą. Widzę, że pan ma udane wakacje, mimo ciągłego braku 25ciu zeta w portfelu ;)

Co do odniesień forumowych... My jesteśmy po prostu wszędzie, przed WoTRem nie uciekniesz :D
_________________
...and touch the flame
 
 
Przemo 
Student


Dołączył: 08 Sie 2007
Posty: 63
Skąd: Warszawa
Wysłany: 17-08-2009, 20:33   

Ja np. ostatnio byłem na Chwarszczanach 8,9 sierpnia.Były tam pokazy rycerskie bractw.Obozowisko też było, piknik, festyn, koncert różnych zespołów, telewizja i radio.Wszystko było sponsorowane przez stowarzyszenia i gminy, a także przez Krótkofalowców z Dębna.Było świetnie, udany wyjazd.Przy okazji poznałem wiele nowych osób z bractw z Calatravy, z Templariuszy i Łazarzy, byli też Niemcy.Ludzie spoko, bardzo mili :D o wszystkim można z nimi było gadać.Ta miejscowość Chwarszczany znajduję się w województwie zachodniopomorskim.Powiat myśliborski.Cztery gminy należą do tej miejscowości.Jechałem tam pociągiem ze znajomym pospiesznym Inter City z Warszawy Centralnej do Kostrzyna nad Odrą.A tam miałem podwózkę samochodem.Polecam to miejsce do zwiedzania.Przede wszystkim jest tam kaplica Templariuszy, jeszcze nie wszystko w niej zostało odkryte przez archeologów, są prowadzone wykopaliska.Głównym organizatorem tego wydarzenia był Przemysław Kołosowski słynny archeolog, który tam prowadzi liczne wykopaliska. :pozdro: :wotr:
 
 
Anissa 
Podróżnik



Dołączyła: 22 Sty 2009
Posty: 265
Wysłany: 21-08-2009, 13:11   

Moje wakacje na ogół są udane. Nie mogę jedak zapomnieć o zbliżającym się koszmarze czyli szkole ;) Dobra, nie jest tak źle, tak naprawdę już nie mogę się doczekać bo zobacze ludzi z mojej klasy ;)

Więc początek wakacji był nudny, monotonne siedzenie w okropnym mieście i nic nie robienie. W następnym roku nie dopuszcze do tego i zabiorę się za coś :)

Czwartego lipca pojechałam na obóz konny, z którego jestem zadowolona. Polubiłm jazdę na koniu. Byłam w grupie początkującej, więc na początku miałam zajęcia na lonży, głównie musiałam robić jakieś ćwiczenia. Później uczyłam się jeździć kłusem, a następnie kierować koniem. Na ostatniej jeździe miałam jazdę samodzielną. ;) Galopem to ja jeszcze nie umiem jechać, ale w następnym roku też chciałabym pojechać na taki obóz i nauczyć się. Umówiłam się z kumpelami z obozu, że pojedziemy na ten sam turnus ;)
A i jeszcze na ostatnich zajęciem nasza grupa miała naukę lonżowanie. Poniżej ja z Elbą ;)




Na początku sierpnia pojechałam z rodzicami pod namiot na Mazury. Bardzo mi się podobało, chociaż nie było za bardzo pogody. W Mikołajkach spotkałam koleżankę z klasy i następnego dnia umówiłyśmy się, że pojedzie ze mną i rodzicami na spływ kajakowy. Było super, co chwila wpadałyśmy w szuwary ;) Chciałam jeszcze zaliczyć spłw kajakowy na Rozpudzie, ale nie starczyło czasu ;)
 
 
Scion 
Podróżnik



Dołączył: 06 Kwi 2007
Posty: 552
Skąd: Choirgirl Hotel
Wysłany: 23-08-2009, 22:46   

Hrvatske Ferije

Już odpocząłem po podróży, więc uznałem, że to najwyższy czas, abym i ja opowiedział o swoich, choć może nie tak ciekawych jak np. milla, wakacjach.

CEL – Punat, Wyspa Krk, Chorwacja

Zdjęcia w oryginalnej wielkości - nie wiem co mi odbiło, ale są xP

Po bardzo długim roku szkolnym(wiem co mówię, cały lipiec w szkole to prawdziwy koszmar :p ), nareszcie nastąpiły upragnione wakacje. Wróciwszy do domu rzuciłem „świadectwo” w kąt i począłem się pakować, gdyż już następnego dnia wyjeżdżaliśmy(ja i moi rodzice of korz). Sam nie mogłem w to uwierzyć, ale moja walizka była prawie pusta :D

Wstaliśmy o 3 nad ranem, aby już o 4 wyruszyć, gdyż moglibyśmy utknąć w korkach w tym przeklętym kraju, z którego wszyscy tego dnia prawdopodobnie wyjeżdżali(pierwszy dzień wakacji). Jeśli ktoś nie wie – żyję w Republice Federalnej Niemiec(nie bić – ja nie chciałem). Obraliśmy sobie drogę przez Austrię i Słowenię, lecz zamiast od razu kierować się na Salzburg, zdaliśmy się na naszą nawigację, która z powodu „obecnego stanu na drogach” zmieniła naszą trasę bez pytania i chciała nas prowadzić przez Szwajcarię i Włochy. Zorientowaliśmy się dopiero przed Szwajcarską granicą i tam musieliśmy zawrócić. Takim oto cudem straciliśmy pierwszą godzinę.

Po przekroczeniu Austriackiej „granicy” zaczął się dzień. I tak jechaliśmy podziwiając widoki pięknych Alp [zdjęcia 1-4 poniżej] co chwilę za coś płacąc. :p Najpierw winieta za użytkowanie dróg, a później każda autostrada, tunel i most.



Przygód drogowych nie był to koniec. W tunelu Katschberg, przez który mieliśmy przejechać był jakiś wypadek i ruch został zatrzymany. Musieli najpierw oczyścić tunel, który nawiasem mówiąc ma 36km. Na szczęście dobry Austriak na stacji benzynowej poinstruował nas i na ostatnim zjeździe(do którego dojechaliśmy pasem awaryjnym :p ), tuż przed miejscem, gdzie zatrzymano ruch(jakiś kilometr od samego tunelu) zjechaliśmy i do samej Słowenii jechaliśmy przez wsie, omijając ten tunel i autostradę. Później okazało się, że nasi znajomi utknęli przed tym tunelem i stali prawie sześć godzin. ^^

Później już było spokojniej. Wjechaliśmy do Słowenii, którą dość szybko przejechaliśmy(pomimo kilku korków na drodze) [zdjęcia 1-2 poniżej] i następnie po szybkiej kontroli na granicy znaleźliśmy się w Chorwacji. [zdjęcia 3-4 poniżej] Prawie cały czas jechaliśmy wybrzeżem. [zdjęcie 5 poniżej]



Po nie tak długiej drodze dotarliśmy do mostu prowadzącego na wyspę Krk, który nazywał się tak samo i za który niestety trzeba było zapłacić. [zdjęcia 1-4 poniżej]



Po godzinie drogi na samej wyspie dotarliśmy do małego miasteczka, w którym mieliśmy spędzić najbliższe dwa tygodnie, do Punatu. [zdjęcia 1-5 poniżej] Godzina 20:06. Zameldowaliśmy się w hotelu i poszliśmy na kolację, która trwała do 20:30(mieliśmy pełne wyżywienie – trzy posiłki w formie bufetu).



Punat jest naprawdę pięknym miastem(tak jak inne na wyspie), [zdjęcia 1-3 poniżej] jeżeli tylko potrafi się to piękno dostrzec. W tej biedzie, ciasnych uliczkach, ciszy jest cos niesamowitego. Tam prowadzi się życie, jakiego nigdy byśmy sobie nawet nie wyobrażali. Nie będę za dużo pisał. To trzeba po prostu zobaczyć i poczuć.



Prawie cała wyspa żyje głównie turystyką. Na każdym kroku napotykamy apartamenty, hotele, restauracje i stragany z różnym towarem. Nie obyło się też bez TR’owskich klimatów(ze mną to aż podwójny) :p [zdjęcie 1 poniżej]. Jednak ludzie korzystali z tego wszystkiego dopiero po zachodzie słońca, kiedy już tak nie paliło. Dla leniuchów jeździ mały busik wyglądający jak pociąg, [zdjęcie 2 poniżej] który transportował ludzi z plaży do centrum miasta.



Plaże na wybrzeżach Adriatyku są kamieniste(plaża bez piasku – phi!), przez co bardzo niewygodne(oj, kłuje w dupsko). [zdjęcie 1 poniżej] Dlatego większość jest betonowana. [zdjęcie 2 poniżej – wygląda na to, że to ja tam siedzę :p ] Owszem, twarda i prosta, a wejście do wody wygląda jak wejście do basenu. Wchodzi się od razu na głębokość około jednego metra. Dno jest również kamieniste [zdjęcie 3 poniżej] i naszpikowane jeżowcami. Akurat trafiliśmy w miejsce, gdzie jest ich najmniej, do zatoki. :)



Pogoda nawet nam dopisała. Ciepło było w sam raz. Dziennie około 35°, co da się wytrzymać. Tylko dwa dni były makabrycznie ciepłe - 43°. Tak jest tam zazwyczaj całe lato.
Nocą było 25° - 30°. Przez kilka dni nie można było spać. Na plażę chodziliśmy od rana do południa(później było za gorąco) i wieczorami. Trafiły się dwie burze(tak pierdzieli*o, że spać nie mogłem). Trwały całe noce i do około 10 rano. Z tego powodu dwa przedpołudnia były chłodniejsze.

Nie jesteśmy typami ludzi, który na urlopie tylko leżą plackiem i nic nie robią. Uwielbiamy zwiedzać. Tak więc po dwóch dniach odpoczynku po podróży wyruszyliśmy w drogę. Na pierwszy rzut poszło miasteczko Baška na tej samej wyspie(właściwie wszystkie, które udało nam się zwiedzić są na tej samej wyspie).

Główne założenie brzmiało zwiedzić miasto, lecz moja mama znalazła szlak prowadzący na szczyt góry znajdującej się na terenie miasta, [zdjęcie 1 poniżej – widać ją w oddali] więc nie mieliśmy wyjścia. Droga była asfaltowa tylko do kościółka [zdjęcie 2 poniżej] mieszczącego się na szlaku(do którego zajrzeliśmy, gdyż mamy zwyczaj zwiedzania wszystkich kościołów tam, gdzie akurat jesteśmy). Od tego miejsca droga zmieniła się w ścieżkę z pokuszonych skał i kamieni. [zdjęcie 3 poniżej] Takie niestety uroki zniszczonych od soli gór nad morzem. I tak w japonkach z gąbki szedłem tą drogą 5,5 km pod górę i drugie tyle z powrotem. Nogi miałem jak po dwóch wojnach, ale było warto. Widoki na morze [zdjęcia 4-5 poniżej] oraz zniszczony las [zdjęcie 6 poniżej] były przecudowne. Im wyżej tym piękniej(i tym drzewa niższe :p ). Po przejściu tych 5,5 kilometra napotkaliśmy bramkę, za którą kończył się las i zaczynała niekończąca przestrzeń. Coś cudownego. I wszędzie kamienie :D [zdjęcia 7-8 poniżej]



Następnego dnia wybraliśmy się na krótką wycieczkę statkiem na małą wysepkę z klasztorem franciszkańskim. [zdjęcia 1-3 poniżej] Nic specjalnego. Najlepsze były widoki ze statku. [zdjęcia 4-5 poniżej]



Dwa dni później zwiedziliśmy miasto Krk. Jeszcze piękniejsze niż „nasz” Punat. Dużo sklepów z pamiątkami, śliskie uliczki z różnych rodzajów szlifowanych przez lata kamienie [zdjęcia 1-2 poniżej] i tamtejsza katedra. [zdjęcia 3-4 poniżej] :D



Tego samego dnia spotkało nas również sąsiadujące Krkowi miasteczko Vrbnik. Najstarsze miasto na wyspie. Było na co popatrzeć. [zdjęcia 1-3 poniżej] Cudowne doświadczenie. W drodze powrotnej oglądaliśmy piękny, choć zachmurzony(a właściwie tylko końcówkę) zachód słońca. [zdjęcie 4 poniżej]



Po trzech dniach przerwy wyjechaliśmy z wyspy, by spędzić dzień w parku narodowym Plitvička Jezera (Jeziora Plitwickie). Jedne z najpiękniejszych widoków jakie widziałem. Jest tam kilka jezior i wodospadów połączonych ze sobą. [zdjęcia 1-7 poniżej] W życiu nie widziałem takiej czystej wody w jeziorze. Tak przejrzysta, tak krystaliczna. A tam gdzie było głębiej wyglądała niesamowicie pięknie. Ah, ten błękit. Całość jest genialnie zaprojektowana. Są trzy główne szlaki.(Można zbaczać, żeby zobaczyć jaskinie, wodospady itp.) Jaki wybierzesz zależy od czasu jaki chcesz poświęcić. My wybraliśmy ten średni obliczony na 4-6 h. Omijał on tylko ostatnie jezioro. Po całości chodzi się drewnianymi kładkami. [zdjęcie 8 poniżej] Wszędzie płynie woda. Pod tobą, obok, wszędzie. Coś niesamowitego. A w każdym miejscu, gdzie ludzie mają dostęp do wody stoją całe ławice ryb czekających na jakiś smakołyk. Idzie się coraz wyżej, gdyż jeziora są ze sobą połączone jak schody. Przez największe płycie się statkiem, a na końcu wszystkich szlaków(idą w to samo miejsce) jest przystanek, z którego co pół godziny odjeżdża autobusik zawożący ludzi w dół. Każdemu, kto będzie miał okazję być w Chorwacji polecam znaleźć jeden dzień i spędzić go tam.



W drodze powrotnej podziwialiśmy piękno zniszczonych po wojnie domów. [zdjęcie 1 poniżej]



Po dwóch dniach zdecydowaliśmy znów odwiedzić Baškę, lecz tym razem same miasto. :D
Piękne jak wszystkie inne. Ma najlepsze widoki na wyspie. [zdjęcia 1-4 poniżej] Ciekawy był kościół zbudowany tak, że zajmował pół drogi :p [zdjęcie 5 poniżej] W całym mieście stoją rzeźby liter głagolicy chorwackiej, ich dawnych liter. [zdjęcia 6-7 poniżej] Jednak najpiękniejsze są widoki na morze. [zdjęcia 8-9 poniżej]



Oprócz tego wszystkiego każdego dnia spacerowaliśmy po plaży i oglądaliśmy zajepiękne zachody słońca. [zdjęcia 1-4 poniżej]



I takie były moje wakacje. Głownie spędzone w wodzie i na wycieczkach. I jednak najpiękniejsze wakacje w moim życiu. Na dodatek jeszcze nigdy nie byłem tak opalony :D

I jeszcze kilka słów o języku. Może on się wydawać podobny do Polskiego, ale w rzeczywistości nie jest. Zrozumieć można pojedyncze słowa i nic więcej.
Mają tylko trzy litery różniące się od standardowego alfabetu łacińskiego, mianowicie č(cz) š(sz) ž(rz). Resztę czyta się jak po polsku.

Oto czego się nauczyłem:

Dobro Jutro – dzień dobry (do 10 rano)
Dobar Dan – dzień dobry (cały dzień)
Dobra Večer – dobry wieczór
doručak – śniadanie
ručak – obiad
večera – kolacja
hvala – dziękuję

1 jedan
2 dva
3 tri
4 četiri
5 pet
6 šest
7 sedam
8 osam
9 devet
10 deset
20 dvadeset
21 dvadeset jedan etc.
100 sto

puno – dużo, drogo
godina – rok
kiša –deszcz
crkva – kościół

[ Komentarz dodany przez: Mr Macphisto: 30-08-2009, 14:39 ]
Wstawiaj spacje między miniatury!
_________________
kill, eat the male. kill, eat the male
 
 
l@r@ croft 
Praktykant



Dołączyła: 25 Gru 2006
Posty: 187
Skąd: Łódź
Wysłany: 24-08-2009, 11:40   

No,no,no muszę przyznać , że miałeś super wakacje :D Pozazdrościć. Sama mam w planach wybrać się ze znajomymi do Chorwacji ,bo słyszałam , że jest cudownie :P Moja znajoma była tam rok temu i cały czas wszystkim się zachwycała , więc czemu nie? Wszystkiego trzeba spróbować , chociaż początkowo w ogóle mnie tam nie ciągnęło,jednak jak tak czytam albo słucham o ty kraju to coraz bardziej mnie kusi ,żeby się tam wybrać :) No cóż,pożyjemy zobaczymy.Mam nadzieje , że kiedyś się tam zjawię :cool:
_________________

 
 
 
Igi^MBE 
⌖⌖⌖⌖



Dołączył: 11 Gru 2003
Posty: 1987
Skąd: Łódź
Wysłany: 24-08-2009, 14:01   

Chorwacja piękny kraj, ja go sobie miło wspominam, do plaży 100m (w pionie), piękne widoki, ludzie mili, kuchnia znakomita, no i przede wszystkim to, za co kocham bałkany - RAKIJA. Ogólnie polecam się wybrać i zwiedzić, bo cholernie warto.
 
 
 
Anissa 
Podróżnik



Dołączyła: 22 Sty 2009
Posty: 265
Wysłany: 24-08-2009, 14:07   

W Chorwacji podobała mi się woda, taka niebieska i czysta. Nurkowałam sobie i tam pod powierzchnią wody jest tak pięknie- kolorowo, można rybki poobserwować. :) Albo wypływałam sobie dalej z rurką, tak pływać można godzinami! :P Jak jeszcze płetwy się nałoży to jest świetnie. Chorwacja to piękny kraj, każdy kto wybierze się tam ma dużą gwarancję ładnej pogody ;P
 
 
lathspell20 
Podróżnik



Dołączyła: 18 Wrz 2007
Posty: 275
Skąd: Katowice
Wysłany: 24-08-2009, 19:12   

Ahhh, ile tu wspaniałych wspomnień wakacyjnych :D zwłaszcza bliskie mojemu sercu są wakacje Millo, jako że w zeszłym roku również odwiedziłam Kotlinę Kłodzką.
I tutaj mała uwaga do Mo :)
Mamy Góry Stołowe, a nie Sudety Stołowe;
Millo odwiedził Wambierzyce, nie Zambierzyce;
Na obecny wygląd całego masywu Szczelińca i samych Gór Stołowych wpływ ma budowa geologiczna, mianowicie różna odporność skał na wietrzenie. Wszystkie te ciekawie ukształtowane skały są zbudowane z materiału bardziej odpornego od terenów otaczających, dlatego nie zostały zrównane i wznoszą się jako ostańce ;-) :arrow: perspektywa nauczania młodzieży zobowiązuje :)

Natomiast ja w sobotę wróciłam z Puszczy Białowieskiej. Wraz z rodzinką (w sumie 7 osób) wynajęliśmy osobny domek w Białowieży.
Pierwsze, co rzuca się w oczy na Podlasiu, to silna dominacja religii prawosławnej, głównie zilustrowana ogromną liczbą cerkwi i przydrożnych kapliczek (nie sfotografowałam wszystkich ;-) ).

Drugie, to szczególny sposób budowania domów. Wszystkie domy, zbudowane jakieś 40-50 lat temu, posiadają od frontu tzw. wiatrołap, zapewne ze względu na surowy klimat tych obszarów.

Trzecie, to niezwykły spokój, cisza i pewna, hmm, izolacja czy też ucieczka od cywilizacji.

DZIEŃ PIERWSZY
Poniedziałek. Tu właściwie wiele się nie działo, gdyż większą część dnia zajął nam dojazd na miejsce z Warszawy. Obiad zjedliśmy w Karczmie u Jankiela, wyjątkowo bogatej w wypchane zwierzaki ;-) Wieczór upłynął na zadomawianiu się i grillowaniu.


DZIEŃ DRUGI
Tu już zaczęło się poważne zwiedzanie. Poranna pobudka o 7.00 i wyjazd do Hajnówki na godzinną przejażdżkę kolejką wąskotorową przez puszczę. Oczywiście wszyscy z napięciem wypatrywali żubrów pośród traw, ale na próżno. Jednak sam widok dzikiej, omszałej, można nawet rzec "zabałaganionej" puszczy, gdzie wszystko żyje własnym życiem, bez ludzi ładujących się tam z buciorami, to było coś cudownego.



Następnym punktem był Rezerwat pokazowy żubrów. I tam wszyscy zawiedzeni mogli ujrzeć żubra i to z bardzo bliska (nie pomylę się, jeśli powiem metr od siatki). Ponadto można było zobaczyć jelenie, łosie, koniki polskie, żubronie (krzyżówka żubra z krową) i dziki - słowem najdostojniejsze bogactwo puszczy.


DZIEŃ TRZECI
O jakże uroczym słonecznym poranku wybraliśmy się do Miejsca Mocy, gdzie niegdyś odbywały się pogańskie rytuały. Podobno miejsce to naprawdę skupia jakąś pozytywną energię i prawdopodobnie wyplenia choroby, nałogi i różne takie ;-) niemniej okolica ciekawa. Jednak głównym punktem było Muzeum Przyrodnicze Białowieskiego PN - jedno z najnowocześniejszych w Europie. Przyznam, że zrobiło na mnie duże wrażenie, bo diametralnie różni się od typowych, nudnych muzeów. Oprowadza nas przewodnik, opowiada (bardzo ciekawie) o Puszczy Białowieskiej, jej naturalnym bogactwie i dotychczasowej ludzkiej działalności na tym obszarze. Muzeum podzielone jest na stanowiska (odpowiednio oświetlone, z odgłosami puszczy) reprezentujące poszczególne gatunki oraz zbiorowiska leśne (grądy, bory itp.) występujące na terenie puszczy. Ciekawym elementem są stanowiska ukazujące małych mieszkańców puszczy w 100-krotnym powiększeniu, czyli wszelkie robactwo najogólniej :P Wszystko robi naprawdę ogromne wrażenie.



DZIEŃ CZWARTY
Tego dnia wybraliśmy się do Grabarki - miejsca pielgrzymek prawosławnych, coś jak nasza Jasna Góra. Wcześniej w tygodniu przybyło tu mnóstwo pielgrzymów i krzaczki i drzewka w okolicy świętego źródełka poobwieszane były chustkami, którymi wierni obmywali schorowane miejsca. Z początku myślałam "ależ ci turyści napaskudzili", ale po chwili zorientowałam się, o co tu chodzi. Sama cerkiew wygląda skromnie z zewnątrz, jednak wewnątrz jest niesamowicie barwna i zdobna. Elementem, którym mnie osobiście troszkę przytłoczył, był las.... krzyży wotywnych - na nich wierni zapisują wszelkie prośby i podziękowania, by na kolanach zanieść je pod cerkiew i wbić w ziemię.



Na koniec odwiedziliśmy skansen Sioło Budy, reprezentujący 150-letnią chatę wraz z obejściem.

DZIEŃ PIĄTY
Niestety tego dnia pozostał nam już tylko powrót do Katowic, z przystankiem w Warszawie :)

Ogólnie wycieczka bardzo udana! Warto tam pojechać, chociażby po to, by docenić piękno polskiej przyrody :)
_________________

 
 
 
venturio 
Podróżnik



Dołączył: 12 Sty 2008
Posty: 278
Skąd: Znienacka
Wysłany: 25-08-2009, 17:25   

Widzę, że wszyscy mieli fajne wakacje :) .
Mnie zawsze ciągnęło do dalekich podróży, ale widzę, że Polska też jest śliczna, chciałbym zwiedzić trochę Polskę, góry, puszcze.
Są jeszcze tereny nieskażone blokami, ale niestety wszędzie chyba są turyści, ładujący się w kadr jak tylko mogą [choćby zdjęcie Sciona, wodospady, rząd drugi, pierwsze od lewej]
Hmm... lath, a są wierni co własne krzyże tam przynoszą na barach? : D
Ładna cerkiew na pierwszym zdjęciu.
Czy po puszczy można chodzić ot tak? Czy ścigają tam za to? : D
Fajnie by było posiedzieć przy żubrze w puszczy z dala od wstrętnych turystów.
_________________
"Nie na zawsze przykuci jesteśmy do kręgów świata, poza nimi zaś istnieje coś więcej niż wspomnienie(...) "


 
 
 
Łukasz 
Podróżnik



Dołączył: 05 Lis 2007
Posty: 700
Skąd: Gorzów
Wysłany: 25-08-2009, 18:02   

Ja byłem na spływie kajakowym tak jak w tamtym roku. Tym razem trasa była taka duża, że potrzeba było na to dwa dni ;) Jestem ciekaw czy ktoś z was kiedyś też płynął na Drawie. Ta rzeka jest dla bardziej zaawansowanych już kajakarzy. Raz nawet się przewróciłem, gdyż silny nurt porwał mnie do kamieni. Byłem wtedy cały mokry ;(
Podobało mi się też na obozie sportowym. Byłem tam dwanaście dni, a trening był dwa razy dziennie. Do tego miałem dobrego trenera który znał się na rzeczy :)
Jeszcze poleciałem samolotem do Anglii. Zwiedziłem przede wszystkim Londyn. Tam byłem pierwszy raz i uważam, że miasto jest piękne. Dużo jest też specyficznych budowli.
_________________


Co jest Gość ;)
 
 
 
lathspell20 
Podróżnik



Dołączyła: 18 Wrz 2007
Posty: 275
Skąd: Katowice
Wysłany: 25-08-2009, 19:17   

venturio napisał/a:
Hmm... lath, a są wierni co własne krzyże tam przynoszą na barach? : D

Tak, jak najbardziej! Jeśli krzyż jest mały, to niosą go w rękach, a jeśli większy - to na barkach. Istotne jest to, że starają się dotrzeć do cerkwi na kolanach.
venturio napisał/a:
Czy po puszczy można chodzić ot tak? Czy ścigają tam za to? : D

Jeśli chodzi o samą Puszczę Białowieską, to chodzić można jak najbardziej, chociaż radzę nie zbaczać ze szlaków. W przypadku Parku Narodowego, należy poruszać się tylko po szlakach, co jeszcze bardziej rygorystycznie przestrzegane jest w przypadku wewnętrznego obszaru ochrony ścisłej (gdzie wstęp jest dozwolony wyłącznie z przewodnikiem).
_________________

 
 
 
Phoebe Poison 
Podróżnik



Dołączyła: 10 Lut 2007
Posty: 646
Skąd: Jaworzno
Wysłany: 30-08-2009, 13:05   

Scion napisał/a:
Plaże na wybrzeżach Adriatyku są kamieniste(plaża bez piasku – phi!), przez co bardzo niewygodne(oj, kłuje w dupsko). [zdjęcie 1 poniżej] Dlatego większość jest betonowana. [zdjęcie 2 poniżej – wygląda na to, że to ja tam siedzę ] Owszem, twarda i prosta, a wejście do wody wygląda jak wejście do basenu. Wchodzi się od razu na głębokość około jednego metra. Dno jest również kamieniste [zdjęcie 3 poniżej] i naszpikowane jeżowcami. Akurat trafiliśmy w miejsce, gdzie jest ich najmniej, do zatoki.


Oj dupa tam. Plaże w Chorwacji to jedyny słuszny typ plaży! :p Nie ma tego wstrętnego piasku, który jest brudny, pełny śmieci, parzy w stopy i wszędzie włazi - zamiast tego są skałki, które tworzą piękne krajobrazy, sprawiają że woda nie jest mulasta (jak od piasku), tylko niesamowicie błękitna i przejrzysta, jak z obrazka. A w okolicach kempingów, kwater i hoteli są wybetonowane miejsca, na których możesz położyć się plackiem na materacu i leżeć. Mnie tam to nie urządza, wolę hamak, jest w cieniu, a do morza wspomniane przez Igiego 5m. W pionie :D

Jeśli chodzi o głębokość, to też bzdura, zależy od miejsca, jak wspomniałam, przy zamieszkanych przez turystów miejscach plaże i wejścia do morza są wysypane żwirkiem, gwałtwoniejsze skoki głębokości to w bardziej dzikich miejscach - a i to ma sporo, oj sporo uroku. To samo z jeżykami, właściciele kwater zazwyczaj wybierają je z plaży.

Scion napisał/a:
Pogoda nawet nam dopisała. Ciepło było w sam raz. Dziennie około 35°, co da się wytrzymać. Tylko dwa dni były makabrycznie ciepłe - 43°. Tak jest tam zazwyczaj całe lato.
Nocą było 25° - 30°. Przez kilka dni nie można było spać. Na plażę chodziliśmy od rana do południa(później było za gorąco) i wieczorami. Trafiły się dwie burze(tak pierdzieli*o, że spać nie mogłem). Trwały całe noce i do około 10 rano. Z tego powodu dwa przedpołudnia były chłodniejsze.


Jako ciekawostkę dodam, że temperatura wody w styczniu (choć nie w tym, a chyba w zeszłym roku) wynosiła 15°, a w jednej z kawiarni (w Trogirze? W Splicie? A może to był Dubrovnik, nie pamiętam :D ) na ścianie zawieszono sobie pamiątkowe zdjęcie z podpisaną datą, gdzie łódeczki w porcie na Adriatyku są przykryte ŚNIEGIEM. Atrakcja :D
Choć ja akurat trafiłam na mniejsze upały, gdy przyjechałam byłam zdziwiona, jak tam chłodno, sporo też wiało, a i woda nie była najcieplejsza. Najgorętszy z dni był wczoraj, czyli oczywiście jak wyjeżdżaliśmy. Na burze trafiliśmy może dwie w ciągu, hmmm, 5 lat? Mają je tam rzadko i krótko, ale jak już są to gwałtowne.

Scion napisał/a:
spędzić dzień w parku narodowym Plitvička Jezera


Gratuluję, my na Plitwickie Jeziora wybieramy się za każdym razem, gdy jesteśmy w Chorwacji, a jeszcze tam nie trafiliśmy :D Za to niejednokrotnie zaliczyliśmy Park na rzece Krka, nie mniej urodziwe miejsce, również polecam.

Co do chorwackich miasteczek to zgadzam się, są śliczne, czy to miasteczko Primošten na cypelku (polecam wygooglować zdjęcie z lotu ptaka, mię się nie chcę :D ), czy stare miasto w Šibeniku - i oni tam cholera samochodami jeżdżą po tych szerokich na półtora metra uliczkach :szok:

Scion napisał/a:
Może on się wydawać podobny do Polskiego, ale w rzeczywistości nie jest. Zrozumieć można pojedyncze słowa i nic więcej.


Bzduuuraaa. Dogadać się można łatwo, tylko przy wybieraniu lodów trzeba pamiętać, że truskawka to jagoda ;D

Igi^MBE napisał/a:
RAKIJA

:D
Ale tak rozwijając, to może się nie znam i nie jestem hadkorem, ale rakija jest OKROPNA.
_________________
Pain looks great on other people
That's what they're for
 
 
 
Scion 
Podróżnik



Dołączył: 06 Kwi 2007
Posty: 552
Skąd: Choirgirl Hotel
Wysłany: 30-08-2009, 13:43   

Phoebe Poison napisał/a:
truskawka to jagoda ;D

Oj tak, ciekawe to było :P Ale nic nie pobije smerfowych: Kinder Jaja xD

Phoebe Poison napisał/a:
Dogadać się można łatwo

Dogadasz się nawet w Japonii jak tam wylądujesz, ale jak się wsłuchasz, żeby zrozumieć o czym np. dwójka dzieci rozmawia to ledwo zdążysz wyłapać nawet te słowa, które znasz.

Phoebe Poison napisał/a:
i oni tam cholera samochodami jeżdżą po tych szerokich na półtora metra uliczkach :szok:

No trzeba mieć talent :P My ledwo do hotelu dojechaliśmy :D

Phoebe Poison napisał/a:
Plaże w Chorwacji to jedyny słuszny typ plaży!

Ja tam lubię piaskowe plaże. No po prostu są dla mnie wygodniejsze, a wody aż tak strasznie nie mulą. Co do czystości - no to jednak masz rację. Te betonowane były zawsze czyste, a kamieniste - jak piaskowe, pełno śmieci etc.
_________________
kill, eat the male. kill, eat the male
 
 
Hrithik_Roshan 
Obieżyświat



Dołączył: 04 Gru 2006
Posty: 1313
Wysłany: 17-09-2009, 03:37   

Moje wakacje się dopiero zaczną.
W sumie w ten prawdziwy okres wakacyjny się nigdzie specjalnie nie udałem (prócz poznania w ostatnim tygodniu sierpnia). Dlatego teraz będę nadrabiać.
Już 20 września (czyli ta niedziela) spełnia się moje największe marzenie, a mianowicie wybywam do Indii. Wycieczka zwie się "Złoty trójkąt" i obejmuje trzy najbardziej atrakcyjne pod względem turystycznym miasta Delhi, Jaipur oraz Agrę. Mam nadzieje, że wszystko się uda i ominą mnie żołądkowe przypadłości Europejczyków, Kieszonkowcy i inne tam takie. Oczywiście zamieszczę mini-relację ze zdjęciami (o ile aparatu nie ukradną :P ). Tak więc do "przeczytania" za ponad tydzień.
_________________
"wiara jest rozjebana"
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


© 2002 - 2017 World of Tomb Raider | WoTR na Facebooku



Nasze strony wykorzystują pliki cookies. Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Więcej o cookies powie Ci wujek Google.

phpBB by przemo  
Strona wygenerowana w 1.005 sekundy. Zapytań do SQL: 11