FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj




Poprzedni temat «» Następny temat
Mózg a usprawiedliwienie
Autor Wiadomość
alFa
[Usunięty]

Wysłany: 20-03-2012, 06:23   Mózg a usprawiedliwienie

Dobry temat

Czy zastanawialiście się kiedyś nad galaretą, która jest umiejscowiona pod czachą? To czysta materia. Jak z materii mogła wyrosnąć świadomość? Wydaje mi się, że skoro materia może być w konkretnym przypadku świadoma, to przecież musi posiadać jakieś znamiona świadomości także w podstawowych jednostkach elementarnych. A może sprawa wygląda tak:

1) Ruch -> procesy wiązania, kompleksyfikacji -> 2) Cząstki elementarne -> procesy wiązania, kompleksyfikacji -> 3) Związki chemiczne -> dalsze zagęszczanie dośrodkowe, wirowanie, grawitacja, wzrost temperatury -> 4) planety -> węglowe podłoże chemiczne, procesy syntetyczne, aminokwasy, białka -> 5) Życie -> metabolizm, ekspansja, ewolucja -> 6) Myśl człowieka rozumnego

Nie chcę tutaj dyskutować na tematy 'The origins of life', bardziej chciałbym poruszyć sprawę indywiduum, jakim jest każdy z nas w świetle tego potężnego procesu stawania się. Czy myślicie że ten proces jest jakoś ukierunkowany? Jesteśmy ludźmi i zmieniamy świat, stajemy bardziej zaawansowani, ale jaką rolę ma w tym wszystkim pełnić konkretna jednostka?

Czy warto się zastanawiać nad jednym ziarenkiem piasku w piaskownicy? A co jeśli to ziarenko uważa że jest inne niż kropla wody w oceanie? Dlaczego Wszechświat nie produkuje identyczności, tylko na poziomie myśli komplikuje życie i tworzy "inne" jednostki? Czy nie lepiej byłoby, gdyby świat zamieszkiwali sami Bradowie Pittowie i Angeliny Jolie? Po co ta indywidualność, skoro podstawowe jednostki elementarne są identyczne? Jeden ma mniej, drugi ma więcej, jeden jest taki, drugi jest śmaki... a ludzie o tym mówią, tylko nie w takich "filozoficznych" kategoriach, a przecież chodzi o zwykłe plotkowanie. To tak jakby każdy z nas miał swoją własną wizję idealnego świata i nagle okazuje się, że świat jest cholernie inny od naszych wizji.

Indywidualne cechy mózgu w świetle kosmogenezy - pytanie, po co?
 
 
Mo
[Usunięty]

Wysłany: 20-03-2012, 09:55   

alFa napisał/a:
Indywidualne cechy mózgu w świetle kosmogenezy - pytanie, po co?


Byłoby wszystko zbyt proste, zbyt jasne, zbyt czytelne. Człowiek potrzebuje jakichkolwiek zmian, choćby niewielkich, nawet niezauważalnych. Inaczej zacząłby się "cofać". Wszyscy byliby tak świetni, że nagle stanęlibyśmy w miejscu i powiedzieli "co teraz?"

Indywidualność jest pożądana także z biologicznego punktu widzenia. Jeden jest dobry z matmy (ma ku temu świetne predyspozycje, inny - z literatury polskiej). Nie ma nikogo idealnego, który pojmie wszystkie mądrości tego świata (i takich by można "sklonować"). Mózg bowiem nie ma możliwości takich, by wszystko w sobie zmieścić. Ma ograniczoną pojemność i dodatkowo sam sobie organizuje procesy, które uniemożliwiają zapamiętywanie większej liczby treści (on sam uzna to za bez sensu) i tak np. kategoryzujemy. Pies sąsiada, mój pies, golden retriever i ten w Chinach na talerzu - to ciągle jest pies. Przykład trywialny, ale idąc dalej tym tropem będą osoby, dla których i Murzyn, i Chińczyk czy Niemiec to "obiekty" jednakowe - wobec nich należy kierować nienawiść (jak w przypadku rasistów i ksenofobów). Albo stereotypy... Lepiej ubzdurać sobie, że kobiety faktycznie są beznadziejne z matmy, niż zastanowić się nad tym głębiej i wynieść wniosek, że to jest zależne od wielu czynników, np. od presji społecznej.
 
 
alFa
[Usunięty]

Wysłany: 20-03-2012, 16:53   

Super - gdy patrzymy w sposób charakterystyczny dla obiektywnych humanistów. Problem zaczyna się, gdy chcemy sprawę rozpatrzeć od strony subiektywnego problemu jednostki pytającej, czyli wymagającej jednoznacznej odpowiedzi o rację swojej indywidualności (nie chodzi tutaj o teorię indywiduum, tylko o usprawiedliwienie cech i potrzeb, charakteru i temperamentu). Nie możemy ignorować tego zjawiska - to nie jest objaw niedojrzałości emocjonalnej, wręcz przeciwnie. Pytania typu: "kim jestem?", "po co jestem?", "co mogę dać od siebie?" są przejawem ukształtowanego intelektu wyraźnie dostrzegającego zróżnicowanie świata.

Jednostka uczy się, zdobywa wiedzę i nagle dowiaduje się że większość emocji i zachowań (o ile nie całość) związana jest z pracą mózgu. Tabele, ilustracje i wykresy ściśle udowadniają nam pracę poszczególnych części mózgu odpowiedzialnych za agresję, sympatię, otępienie, lęk, depresję, szczęście itd. Powstaje pytanie o prawomocność jakiegokolwiek osądu ludzkiego typu: ten typ jest taki a taki, nigdy się nie zmieni, tamten z kolei powinien był inaczej postąpić gdyż niepodobne to do niego aby... i temu podobne "plotki". Sam lubię plotkować ;p więc wiem co mówię, a wykresów neuropsychologicznych naoglądałem się wystarczająco w życiu.

A zatem? Dochodzimy do oszałamiającego wniosku - niestety jesteśmy zwolnieni z odpowiedzialności za swoje czyny i słowa. To czysta fenomenologia. Materia usprawiedliwia materię: te same atomy, te same związki chemiczne tworzące jedynie różne formy budują nas i nasze organy, w tym mózg. Czy tego chcemy czy nie - jesteśmy materialni w 100%. Ale czy to źle? Myślę że nie. Jeżeli tyle miliardów lat rozwoju materii było potrzebne by przebudziła się taka jednostka jak ja, to nie mam nic przeciwko. Jestem zaawansowaną formą, prawdopodobnie będą formy jeszcze lepsze.

To jest tylko moja propozycja rozwiązania problemu - metoda Aleksandra (rozetnijmy węzeł gordyjski, sprowadźmy wszystko do materii). Sam problem usprawiedliwienia jednostki pozostaje otwarty... psychologowie pracują nad różnymi formami terapii. Chcę tylko zaznaczyć, że nierozwiązany problem akceptacji swojej indywidualności może prowadzić do nerwic, kompleksów i różnych... ekhm, schiz.
 
 
Mo
[Usunięty]

Wysłany: 20-03-2012, 21:25   

alFa napisał/a:
Powstaje pytanie o prawomocność jakiegokolwiek osądu ludzkiego typu: ten typ jest taki a taki, nigdy się nie zmieni, tamten z kolei powinien był inaczej postąpić gdyż niepodobne to do niego aby... i temu podobne "plotki".


No to jest faktycznie problem, bo co najwyżej ktoś jest taki a taki DLA MNIE. Nie dla Ciebie, czy innego X. Niby proste, ale do mnie dopiero to jakoś tak jasno dotarło w trakcie studiów właśnie. Niby proste i logiczne, ale często takie najprostsze rzeczy się zapomina i olewa. Ja nauczyłam się świadomie to kontrolować. Kwestia samoświadomości.

alFa napisał/a:
A zatem? Dochodzimy do oszałamiającego wniosku - niestety jesteśmy zwolnieni z odpowiedzialności za swoje czyny i słowa.


Też nie do końca. To znaczy... w bezpośrednim rozumowaniu - tak. Każdy przetworzy sobie pewne rzeczy na swój sposób - bo tak po prostu łatwiej. Gorzej gdy trzeba się głębiej zastanowić. Mózg mózgiem owszem, ale człowiek to homo sapiens - istota rozumna. Ma korę mózgową, która odpowiada za kontrolę popędów i takich z pozoru instynktownych reakcji, jak strach czy złość. Emocje to rola ciała migdałowatego, struktury podkorowej, a więc. Ale to nie oznacza, że nie można nad tym zapanować - no chyba, że ktoś ma zaburzone połączenia między korą a pozostałymi strukturami mózgu ;)
 
 
alFa
[Usunięty]

Wysłany: 21-03-2012, 05:50   

Poruszając problematykę pracy mózgu musimy pamiętać o zasadach logicznego rozumowania. Jeżeli podejmowanie decyzji u człowieka jest efektem działania połączeń w korze mózgowej, to nie możemy mówić o decyzji podjętej przez człowieka w ujęciu integralnym (albo nie daj boże: duchowym), lecz tylko w perspektywie determinizmu działania tych połączeń. I żeby było śmieszniej aktywne są dodatkowo neuroprzekaźniki i substancje zwane hormonami - kolejne determinanty behawioralne. Przypatrzmy się młodym mężczyznom nabuzowanym testosteronem. To czyste samce. A co się dzieje gdy wydzielana jest adrenalina? Reakcje są oczywiste: przyśpieszona praca układu krążenia, lepsza koncentracja, zasada broń się albo uciekaj. Dodatkowo mamy także szereg bodźców zewnętrznych determinujących ludzkie zachowanie, o których nie będę opowiadał bo są oczywiste.

Mówiąc o tzw. odpowiedzialności u człowieka mówimy przecież o niczym innym jak o istnieniu silniej zbudowanych struktur w korze mózgowej, mocniejszych od struktur wewnętrznych (odpowiedzialnych za emocje), o których Mo raczyłaś wspomnieć. A przecież nie jest winą tego czy tamtego że ma takie czy inne struktury cortexowe. To znowuż kolejna determinanta: genetyka. Jednostka ma konkretne cechy genetyczne, których za nic nie da się zmienić.

A samoświadomość? Poczucie "jaźni"? To sprawa dobrze funkcjonującego płatu ciemieniowego. Ok, może gadam jak gówniarz jakiś, ale gdyby człowiek dysponował jakąś bliżej nie określoną duchową wolną wolą to uszkodzenia tej części mózgu nie powinny sprawić jakichkolwiek defektów. Nasz kochany katolicyzm bardzo głośno odróżnia materię od ducha (zapraszam do dyskusji użytkowników religijnych). Tymczasem uszkodzenia płatu ciemieniowego powodują:

1) niezdolność do koncentracji, skupienia uwagi;
2) problemy z załatwianiem potrzeb wyższego i niższego rzędu;
3) całkowitą niezdolność do czynności intelektualnych (matma i abstrakcja);
4) niemożliwość odróżnienia kierunków;
5) zaburzenia osobowości.

Gdyby zebrać to do kupy to by wyszło nic innego jak nasze "ja", bo przecież szczególnie dzisiaj ludzie identyfikują się przede wszystkim z własnym interesem.
 
 
Mo
[Usunięty]

Wysłany: 21-03-2012, 09:51   

alFa napisał/a:
A samoświadomość? Poczucie "jaźni"? To sprawa dobrze funkcjonującego płatu ciemieniowego. Ok, może gadam jak gówniarz jakiś, ale gdyby człowiek dysponował jakąś bliżej nie określoną duchową wolną wolą to uszkodzenia tej części mózgu nie powinny sprawić jakichkolwiek defektów.


Wiesz, kwestia jest taka, że (pomijając znaczne defekty mózgowe) jest się w stanie kontrolować te popędowe, nakierowane przez genetykę instynkty. Nie jesteśmy maszynami zaprogramowanymi do takiego a nie innego działania. Terapia psychologiczna jest ku temu dowodem. Inna sprawa - trauma. W jej efekcie następują diametralne zmiany w ludzkim funkcjonowaniu, oczywiście najpierw zahaczymy o PTSD i inne problemy zdrowotne natury fizycznej czy psychicznej - ale efekt końcowy jest zawsze ten sam - diametralna zmiana filozofii życia.

Znam osobę, która zarzeka się, że jest taka a nie inna i nie jest w stanie się zmienić, bo genetyka ją tak obdarzyła, a nie inaczej. To jest według mnie tak jak mówisz, usprawiedliwianie siebie, szukanie winnych, umniejszanie swojej roli we własnej odbudowie. Z kolei znam też wiele przypadków, które nie potrzebowały znaczących wydarzeń w życiu, by do nich coś dotarło. Ot - zwykłe chęci. W psychologii osobowości mówi się, że jest coś takiego, jak implementacja intencji. Samo planowanie działania niewiele daje, ale jak już z pełną świadomością się go wdroży choć w niewielkim stopniu - mamy tendencję do zakończenia zaplanowanego działania. A żeby zaimplementować potrzebne są niesamowite pokłady silnej woli, chęci do zmiany i przekonania, że nikt nie jest zewnątrzsterowny, zależy od innych czy od własnego ciała, mózgu. Każdy ma wpływ na to, co się z nim dzieje, wystarczy tylko to dostrzec i chcieć. A po prostu niektórym jest znacznie wygodniej, gdy to inni będą się zmieniać DLA NIEGO, a nie on sam DLA INNYCH.
 
 
alFa
[Usunięty]

Wysłany: 21-03-2012, 16:04   

Mo napisał/a:
W psychologii osobowości mówi się, że jest coś takiego, jak implementacja intencji. Samo planowanie działania niewiele daje, ale jak już z pełną świadomością się go wdroży choć w niewielkim stopniu - mamy tendencję do zakończenia zaplanowanego działania.


Człowiek jako jednostka whodzi często w proces decyzyjny. Człowiek może operować intencją gdy ma wystarczające środki i wówczas wynikiem jest satysfakcja jako punkt maksymalnej integracji założenia kalkulacyjnego kory mózgowej i uwarunkowań otoczenia. Taka jest natura satysfakcji: wilk syty i owca cała. Implementacja jest tutaj po prostu wdrożeniem. Poszło jak po maśle.

Sprawa ma się nieco inaczej, gdy nie ma wystarczających środków. Wowczas jednostka ludzka może operować jedynie założeniem, a wynik może być co najwyżej symboliczny. Znamy to z życia. Symboliczna impreza, symboliczne wesele, symboliczne spotkanie itd.

Oczywiście zgadzam się ze stwierdzeniem, że mamy tendencję do zakańczania postanowionego działania, ponieważ sama natura kory mózgowej jest podporządkowana uniwersalnemu prawu rozwoju... bądźmy szczerzy, nawet mózg bezrobotnego alkoholika nigdy nie stwierdza, że się uwstecznia, a jedynie, że osiąga satysfakcję. I dlatego stanowczo mówię o determinizmie jednostki ludzkiej, która nie tylko porusza się w obrębie własnego materiału genetycznego, ale także w obrębie impulsów zewnętrznych (używki, trauma). Człowiek nie jest wolny, wręcz przeciwnie, jest skazany na siebie.
 
 
Mo
[Usunięty]

Wysłany: 21-03-2012, 17:58   

alFa napisał/a:
Człowiek jako jednostka whodzi często w proces decyzyjny. Człowiek może operować intencją gdy ma wystarczające środki


Co masz na myśli mówiąc "środki"?

Przy okazji... są takie momenty, kiedy jakiekolwiek środki poza motywacją nie są potrzebne, jak chociażby motywacja do robienia brzuszków codziennie. Mimo to wielu ludziom się nie chce. Prozaiczne rzeczy, takie jak chociażby wychodzenie wcześniej z domu by być punktualnie w pracy, czy zrobienie listy zakupów przed wyjściem do supermarketu... To naprawdę małe rzeczy, która nie wymagają użycia jakichkolwiek zasobów poza własnymi.

I nie zgadzam się z tobą, że implementacja, to TYLKO wdrożenie. To AŻ wdrożenie. Jest masa badań, które właśnie traktują ten etap pracy jako najważniejszy. Bo mogę sobie fantazjować o tym jaka jestem szczupła i zgrabna, a nic z tym nie zrobię i nie osiągnę tego stanu. Wręcz przeciwnie - wpędzę się w depresję. Ale jak już zacznę robić to człowiek stara się być konsekwentny. Bo skoro zaczęłam, to bądź normalna, racjonalna i nie poddawaj się TAK ŁATWO, tak OD RAZU!

(Choćby techniki wpływu społecznego wskazują na to, jak bardzo człowiek stara się być konsekwentnym nawet pomimo tego, że robi coś absurdalnie głupiego. Głupia prośba przechodnia o potrzymanie torebki i kolejne pytanie o udział w badaniu - ludzie się na to łapią, bo chcą być uważani za osoby, które jak powiedzą A, to powiedzą też i B.)

Owszem, zgodzę się z Tobą, że nie jesteśmy w 100% wolni i niezależni. Nikt taki nie jest. Ale jest realne panowanie nad częścią nieproszonych zachowań - oczywiście tylko wtedy, jeśli chcemy i widzimy w tym jakiś sens.
 
 
alFa
[Usunięty]

Wysłany: 21-03-2012, 21:49   

Mo napisał/a:
Co masz na myśli mówiąc "środki"?


To nie tylko narzędzia czy pieniądze, ale także reakcje, ludzie i sytuacje. Strukturalne podejście do życia wymaga przedmiotowości - brutalna prawda. Nikt się tego nie wyprze, choćby chciał. Mówiąc o przedmiotowości mam na myśli po postu fakt, że nie możemy w 100% przeniknąć czyjegoś myślenia, sposobu rozumowania. To jest awykonalne. Dlatego z punktu widzenia fenomenologicznego - druga jednostka ludzka jest dla nas przedmiotem. I proszę się nie obruszać... zawsze możemy zachowywać minimum treści znanych nam zgadywanek: wiem co czujesz, rozumiem Cię doskonale, współczuję Ci. Dla mnie to są głupoty. Możemy co najwyżej domyślać się sposobu funkcjonowania danej jednostki, budować jej obraz w naszym umyśle ale zawsze i tylko w stosunku do naszego własnego doświadczenia. Napisałaś o tym nieco wyżej.

Tajemnicą ogromną jest dla mnie druga jednostka, poruszająca się i oddychająca obok mnie. Bo na dobrą sprawę: jaką mam pewność czy nie wyciągnie noża i nie zadźga mnie w chwili gdy siedzi obok mnie w tramwaju? Albo jak mogę komukolwiek zaufać? Co znaczy zaufać? Słowami spróbować wpisać w czyjś umysł naszą osobę? Może tak, ale wyłącznie w formie jednostki pamięciowej (bo w takiej istnieje realnie).

Kim jest drugi człowiek? No niby żyje tak jak ja, zachowuje się podobnie, ale to jest dla mnie jedna wielka niewiadoma. Historia Wszechświata potoczyła się tak, że się spotkaliśmy w tym samym czasie. Ale gdy patrzę na tę anonimową twarz, to przecież widzę tylko skórę, białka gałek ocznych, jakieś kolory makijażu... i ten grymas. Każdy ma inny grymas (ja lubię się śmiać ostatnio, tak jak Int zaznaczyła, jestem Jokerem). Gdybyśmy jednak zechcieli się domyślać, to może nasze memy uczuciowe przypasowane memom słownym odgadły by tęsknotę za usprawiedliwieniem?

Taki właśnie anonimowy krzyk: ja tu jestem, to ja! Jestem inny i mam prawo żyć.
Daję słowo że czasem jak się bliżej przyglądam ludzkim twarzom to mam atak gorąca i serce mi jakoś wali... może to strach przed Tajemniczą Siłą kryjącą się za tymi twarzami? W ogrodzie oliwnym na dźwięk Ja Jestem żołnierze powywracali się na ziemię. To jest ułamek sekundy. Może tylko ja mam takie złudzenie? Pod anonimową, ściśle zaprojektowaną ludzką twarzą kryje się wewnętrzny nurt całego Kosmosu...

dobra bo wieje mi tu mistyką, a mieliśmy gadać o mózgu.
 
 
alFa
[Usunięty]

Wysłany: 22-03-2012, 05:52   

Istnieje jeszcze jeden szokujący wniosek...

Jeżeli bodźce zewnętrzne mają jakikolwiek wpływ na syntezę i produkcję neuroprzekaźników, to nie możemy już mówić o jednostce ludzkiej. Po prostu nie da się. Jednostka ludzka wraz z otoczeniem stanowi jakiś jeden bardzo skomplikowany zespół wymiany informacji. Czym jest informacja? Przecież to nie jest coś materialnego... a jednak wpływa na produkcję substancji bardzo materialnych, precyzyjnych i wewnętrznych.

Ryzykuję poniższe stwierdzenia:

1) zagrożenie, lęk -> adrenalina;
2) zakochanie, zauroczenie (często od zwykłego spojrzenia) -> endorfiny
3) stymulacja fal mózgowych (biofeedback) -> kontrola produkcji neuroprzekaźników
4) agresja (znienawidzony ktoś) -> serotonina
5) wstyd, niepewność w warunkach występu -> (jako odpowiedź zwrotna) przypływ noradrenaliny
6) odwaga, pewność w warunkach występu -> przypływ serotoniny (zachowania impulsywne)

Myślę że tego jest o wiele, wiele więcej.
 
 
Mo
[Usunięty]

Wysłany: 22-03-2012, 10:58   

alFa napisał/a:
wiem co czujesz, rozumiem Cię doskonale, współczuję Ci. Dla mnie to są głupoty.


Na pewno nie jesteśmy w stanie wiedzieć co dokładnie ktoś czuje, ale możemy sobie to wyobrazić. Zwykła empatia lub chociażby CHĘĆ zrozumienia. Dla mnie to nie są głupoty, ale to kwestia człowieka co jest w stanie sobie wyobrazić.

alFa napisał/a:
Tajemnicą ogromną jest dla mnie druga jednostka, poruszająca się i oddychająca obok mnie. Bo na dobrą sprawę: jaką mam pewność czy nie wyciągnie noża i nie zadźga mnie w chwili gdy siedzi obok mnie w tramwaju?


Żadną :D Ale chyba lepiej jest ufać, niż być znerwicowanym odludkiem. Zdrowiej dla Ciebie (do momentu, gdy faktycznie zacznie Ci coś grozić). To tak jak z eksperymentem bardzo znanym zresztą u mnie w branży, ze szczurami. Dostarczano im szoków elektrycznych w 2 wypadkach. Albo tak dosyć nieskoordynowanie, że dany szczur nie żył z przekonaniem, że "o, zaraz mnie kopnie!", albo... inne szczury wcześniej wyuczono lęku przed porażeniami prądem. Te drugie miały potem wrzody na żołądku, a po pewnym czasie pojawiło się coś jak wyuczona bezradność. Apatia do potęgi. Nie chciałabym tak żyć.

alFa napisał/a:
Czym jest informacja?


Sygnał neuroprzekaźnikowy. Bo co on już w sobie zawiera - to inna rzecz.

alFa napisał/a:
4) agresja (znienawidzony ktoś) serotonina


Serotonina to hormon szczęścia. Nie wiem więc dlaczego serotoninę podpiąłeś pod agresję. Agresję wywołuje noradrenalina.

alFa napisał/a:
5) wstyd, niepewność w warunkach występu (jako odpowiedź zwrotna) przypływ noradrenaliny


Niepewność powoduje GABA



Zresztą... http://www.darecki.boo.pl...d=111&Itemid=39

Dobre streszczenie :) Masz trochę inne rozumowanie pewnych neuroprzekaźników.
 
 
alFa
[Usunięty]

Wysłany: 25-03-2012, 15:06   

Ok, świetnie - powyżej zainteresowani bazą tematyczną mogą sobie pooglądać jak ich emocje zamieniają się w zwykłe substancje hormonalne przekazywane w ramach galarety podczaszej. Myślę że powinno to już na początku wiele wyjasnić i zdystansować zbyt gorliwych co do swojego "ja".

Teraz - skoro już wiemy jakie neuroprzekaźniki za co są odpowiedzialne, możemy się pokusić o zagadnienie usprawiedliwienia w kontekście mózg - otoczenie. Mózg zawsze współpracuje z cechami ukonstytuowanymi w materiale genetycznym. Sekwencje białek są takie a nie inne u takiego a nie innego zdziwionego, przebywającego bez własnej zgody na tym świecie. Ale skoro osobnik zdziwiony już został zdesantowany (Then I was fallin'..., Dany Treho; Predators) na ten padół zwany ziemią, pozostaje mu nic innego jak rosnąć w ramach zastanych układów.

Układy mogą być prawidłowe bądź patologiczne. Układy również wpływają na działanie różnych substancji. Ale przyjmijmy że osobnik zdziwiony wzrasta w układzie zdrowej rodziny. Po okresie usprawiedliwonego "brania" przychodzi czas pytania, precyzowania wiadomości o świecie, zbierania niezbędnych danych w ramach kolejnych układów. To jest szkoła życia. Po etapie pytania przychodzi czas dawania. I teraz zaczyna się ambaras:

Jednostka dorosła jest wykfalifikowana, wyspecjalizowana i być może produktywna. Jaką jednostka ma pewność że powinna przedłużyć swoje "ja"? Testosteron i pociąg seksualny ma służyć prokreacji w ramach spłodzenia potomka czy w ramach rozładowania napięcia seksualnego? Ktoś pomyśli że to głupie rozróżnienie, a ja na to że jeszcze głupsze jest zdziwienie młodziaków którzy dowiadują się że będą mieli dziecko. Za przeproszeniem: to gdzie ja byłem wtedy? Orgazmopleksja jest czymś krótkotrwałym i dotyczy zwykle jakiejś tam chwilowej, sekundowej jednostki czasowej.

Jeżeli natomiast weźmiemy pod uwagę że rozładowanie seksualne i prokreacja są... naturalnie tym samym (bo tylko u ludzi i niektórych małp możemy się spotkać z masturbacją), to także jednostkę mózgową i jednostkę seksualną, genetyczną należy scalić w naszym rozumowaniu. Dochodzimy do ciekawego spostrzeżenia, że materiał genetyczny jest odpowiedzialny za budowę cech jednostki (sic! to jest trywialne!)... ale ale, w takim razie im więcej materiału genetycznego tym więcej jednostki? Znaczy to że co - że nie należy się rozładowywać seksualnie, by było mnie więcej? Proszę się nie śmiać ale taka jest logika. To co wychodzi na zewnątrz jest tym, co buduje od wewnątrz. Proste. A zatem - doszliśmy do usprawiedliwienia czystości.

Czystość usprawiedliwiał Teilhard de Chardin wskazując na jej energetyczną wartość a Wilhelm Reich mówił że wstrzemięźliwość seksualna jest motorem kultury. Obydwaj mieli rację moim zdaniem.

Po tych ustaleniach - w którym kierunku iść? Wgłąb siebie, dokonując ekstatycznych uniesień duchowych na podstawie coraz to doskonalszego oddalania się od cielesności, czy też wręcz przeciwnie - przedlużając swój byt na tym świecie? Trzecia droga to masturbacja, którą raczej wykluczam u osobników dorosłych.

Mózg człowieka dokonuje logicznych wniosków na podstawie materiału genetycznego i projektuje je często w snach. Mózg człowieka dokładnie wie, czego potrzebuje, nawet w kwestii partnera, stąd gadki szmatki o idealnym partnerze. To jest moje żądanie - żądanie mojego mózgu. Żądanie mózgu może natrafić na niewydolność rzeczywistości, na jej w filozoficznym sensie: "nieakuratność", tak więc szanse na znalezienie idealnej partnerki dla mnie są znikome. I wówczas co? Pierwsza droga? To jest jakaś zabawa w kotka i myszkę? Kiedyś upiłem się mocno piwem i patrząc na komara w kiblu próbującego przedostać się na drugą stronę szyby ukułem stwierdzenie szyba - impotencja i nie ma co się dziwić. Sami nie znamy natury świata, nasz mózg działa bardzo precyzyjnie i wciąż napiera, a my szukamy i szukamy odpowiedniości. Kto był kiedyś naprawdę młody zna te gonitwy.

W jakim sensie należy usprawiedliwić jednostkę w świecie? W jakim sensie świat nie spełnia żądań materiału genetycznego jednostki?
 
 
alFa
[Usunięty]

Wysłany: 25-03-2012, 15:33   

Przy okazji... dzisiaj każdy facet lubi wypinać klatę i chwalić się zabawkami, jaki to on nie jest męski i najlepiej trącać z bara co lepszego. I po co? To ma być manifestacja materiału genetycznego czy marne naśladownictwo śladowej wartości cyrku wykreowanego przez mass media, ha?!
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


© 2002 - 2017 World of Tomb Raider | WoTR na Facebooku



Nasze strony wykorzystują pliki cookies. Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Więcej o cookies powie Ci wujek Google.

phpBB by przemo  
Strona wygenerowana w 0.317 sekundy. Zapytań do SQL: 10