FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj




Poprzedni temat «» Następny temat
Podróże
Autor Wiadomość
jolajola1 
Praktykant



Dołączyła: 26 Cze 2006
Posty: 118
Skąd: stolyca
Wysłany: 01-01-2009, 18:28   

31 grudnia
Dzień ... zakupowy?, turystyczny?...
Synek wstał o 7, wszystko szybko, szybko. Jedzie na nurkowanie, my nie, bo mąż i córka mają pozostałości kataru, a dla mnie to jednak za zimno.
My po śniadaniu poszliśmy w miasto. Najpierw do @ cafe, znowu robiłam zdjęcia stronom googlemaps, dokładne. Już czuję to miasto, nareszcie. Poszliśmy w stronę suku „dla turystów”, znaleźliśmy po niewielkich poszukiwaniach. Szał ciał i uprzęży, tu jest WSZYSTKO. No, arabskie wszystko. Zioła, ubrania, lampy, ozdóbki, owoce, pamiątki, górki śmieci w zaułkach, piekarnie z rozpustnymi bułeczkami, kawiarenki, wielbłąd w stroju rytualnym, sklepiki spożywcze, apteko-drogerie, czyścibut, szisze, dywany. Kupiliśmy kolczyki zielone, zwiśliwe, dla mojej chrześnicy. Razem zachwycałyśmy się żółwiami, ona, za pozwoleniem, wzięła jednego do ręki i piszczała z zachwytu, a ja go drapałam pod pachą. Potem targowała się o chustę, szal, ze 130 zeszła na 40 funtów. Bardzo prosto, gdy on nic nie chciał opuścić ceny, powiedziała, że jej kumpel ze sklepu koło hotelu ma takie same ze 35, hehe. Sprzedawca był tak zadowolony, że za taką samą cenę chciał też mi sprzedać szal. A na koniec poprosił o zrobienie zdjęcia z taką wspaniałą klientką. Kupiłyśmy sobie rozpustną słodką bułę z czekoladą i miodem w środku.
Okazało się, ze ten turystyczny suk przylega od tyłu do tego suku miejscowego, gdzie się kilka dni temu zgubiliśmy. Doszliśmy do miejsca zakupu sziszy, sprzedawca z daleka pokrzykiwał i kiwał na nas, uśmiechnięty od ucha do ucha. Weszliśmy, chciałam dla siebie kupić jabłkową sziszę, a gdy się okazało, ż one tu kosztują 1 funta, 20 razy taniej niż w Warszawie, to kupiliśmy kilkanaście paczuszek, różnosmakowych. Po mango to on biegał do drugiego sklepu sziszowego. A potem targowałam się o kamiennego skarabeusza, sprawdziwszy najpierw, czy to nie gips malowany. Poczułam smak targów, gdy mi się udało zniżyć cenę ze 120 na 100, więcej nie chciał. Ale za to opuścił cenę tytoniu z funta na 75 pilastrów i dorzucił jeszcze jedna paczuszkę. A potem poczęstował nas kawą, ale jaką!! Malutkie szklaneczki pełne gęstego, czarnego, słodkiego naparu. Pyszne. Dosiadł się Egipcjanin w średnim wieku, elegancki, dużo lepiej ubrany, w okularach w złotych oprawkach. On od kilku tu sprzedawców brał za przy każdej większej transakcji pieniądze. Od tego sziszowego, od tego ze strojami do tańców brzucha, od sprzedawcy lamp, od zielarza, od złotnika. Mafia? Zbieracz haraczu? Nie, okazał się być faktycznym właścicielem wszystkich sklepów. Długo rozmawialiśmy, córka służyła jako tłumacz wszystkim. Zaprosił nas na jutro na „oryginalny” taniec brzucha. Jeszcze ten od sziszy wskoczył na rower, swojego mercedesa, jak powiedział i pojechał dokądś po czarną koszulę dla mojego męża, bo potrzebna na Sylwestrowe black and white.
Doszliśmy do tego krańca miejscowego suku, gdzie urywał się asfalt i zaczynało udeptaństwo z wystającymi kamieniami. Ale dalej już nie, bo w pamięci pozostała tamta ciut niebezpieczna przygoda...
Bardzo sympatycznie spędzony czas. W powrotnej drodze do hotelu nabyliśmy jeszcze owoce, malutkie limonki i wielkie granaty, wybrzydzała przy nich okropnie. A im dłużej, tym straganiarz był bardziej uśmiechnięty. Córka została w jakimś sklepiku, bo młody sprzedawca wyglądał inaczej nić wszyscy. Miał pomalowane na jasno końce włosów i inaczej się odnosił do klientów. Okazał się być synem egipsko-włoskiej pary, wychowanym na styku kultur. Siedzieli, słuchali razem polskiego hiphopu i gadali, gadali, gadali. Acha, na szybie w @ cafe zobaczyłam nalepkę z Ikoną i napisem Gadu-gadu, wzruszające.
Popołudniem późnym syn wrócił z nurkowania. Akurat wszyscy przed-odsypialiśmy noc Sylwestrową. Uszczęśliwiony, bredził coś o kolorowych rybkach, błękitnej i ciepłej (!?) wodzie, przygodzie i niesamowitości. Radosny, jak dawno nie.
Kolacja Sylwestrowa w gigantycznym namiocie na plaży, dywany na piasku, arabskie wzory na suficie, zupełnie jak Sobieski pod Wiedniem. Po drodze na plażę są trzy przejścia przez jezdnię, z tego jedno na zakręcie, drugie na dwupasmówce, trzecie spokojniejsze. Przy każdym stała ekipa hotelowa, mieli świecące pałki i zatrzymywali pędzące samochody. Dbają o gości, poczułam się wreszcie dopieszczona. Hihi, pewnie się obawiano, że naprani sylwestrowo biali ludzi będą im masowo wpadali dzisiaj pod samochody. Żarcia po uszy, to samo, co normalnie w restauracji hotelowej, ale wszystko na raz i pięknie podane. A na estradzie występy. Na „Tańczących derwiszów” patrzyłam z opadniętą szczęką. Przez prawie 15 minut dwójka ludzi kręciła się w kółko, bez żadnego zachwiania, zakręcenia w głowie, robiąc przy tym przeróżne sztuki z wirującymi spódnicami, chustami, czymś w rodzaju poncha. Bajka. A potem jeden z tancerzy chodził między stołami i swobodnie kręcił zdjętą z siebie płachtą, jakby był kelnerem i wirował talerzem. Rewelacja!
Zerwaliśmy się koło 22, najpierw przebrać się na black and white, wziąć szampana. Mama znajomych dziewczyn zostaje, nie jedzie z nami. Powiedziała, że chce przejść odnowę psychiczną i że północ spędzi mocząc nogi w morzu. Jeszcze po drodze nasze dzieci i Poznanianki zaciągnęły nas do spokojnego baru dla młodych, skąd, jak się okazało, zawsze zaczynali nocne eskapady, mają tu kumpla imieniem Sam. Robili noworoczne miśki z całą obsługą baru i śpiewali chórkiem piosenkę Sinclara o słońcu, niebu i tęczy, prawie balecik odstawili. Potem dwoma taksówkami na imprezę, długa droga, bo to w Nowej Hurgadzie, w Sakkali (a my mieszkamy w starej, w El Dahar. Nasz taksówkarz się ... zgubił i zapytawszy o drogę zawracał na wąskiej, ruchliwej i (!)jednokierunkowej ulicy. Oni są nienormalni, ci taksówkarze, potrafią jechać 200 metrów tyłem na dwópasmówce, bo tak jest na przykład bliżej do nawrotki.... Nienormalni.
Potem był ciąg nieprzyjemności. Taksiarz oszukał córkę, wydał jej 25 pilastrów zamiast 20 funtów, a ona, gapa, się nie zorientowała. Potem zarekwirowali nam przy wejściu nasze 2 szampany, potem muzyka w Tapas była nie taka, łomotliwa i za głośna, a potem mąż się starł z barmanem. I jeszcze odliczanie przednoworoczne była za krótkie i jakieś takie ... nieuroczyste. Zabrakło mi telewizyjnego Final Cuondtown i wspólnego, tłumnego wpatrywania się w ekran, liczenia sekund, burzy prywatnych fajerwerków. Za to życzenia noworoczne składaliśmy sobie pod palmą, na plaży. Ten Bar Tapas jest częściowo pod namiotem, częściowo na plaży, tańczyłam na piasku.
Szybko się zerwaliśmy, poszliśmy z odebranym szampanem na spacer. Widzieliśmy zamykane i sprzątane męskie kawiarnie, zmywane kafelki przed wejściami do sklepów. Taksówką do hotelu.
Otworzyliśmy najpierw jednego szampana, potem drugiego, ten drugi był przeraźliwie wytrawny. Piłam szampana, zagryzając truskawkami i ziarnami granatu. Puściliśmy sobie dosyć głośno muzykę z laptopa i zrobiliśmy sobie naszą własna imprezę.
A spać poszliśmy koło5, przez nadchodzący sen słyszałam muezina, bajka!
 
 
 
jolajola1 
Praktykant



Dołączyła: 26 Cze 2006
Posty: 118
Skąd: stolyca
Wysłany: 01-01-2009, 18:29   

1 stycznia
Obudziły mnie dzieci, kracząc pod drzwiami. (jak to dobrze, że na naszym korytarzu nie ma innych gości...) Widziałam, że już jest jasno, ale nie wiedziałam, która to. Nieprzytomna z lekka i z zapuchniętymi oczami zapytałam, czy idą spać i czy potem wstają na śniadanie. Radosne jak skowronki, śmiejąc się odpowiedziały, że właśnie skończyli jeść i idą na plażę i że biorą sprzęt do pływania. Pokręcili się i poszli. Śpiwór też wzięli.
Oj, boli mnie głowa i po raz pierwszy tutaj mam kaca, no, kacyka. Blask słoneczny obraża moje oczy. Spać.
Po śniadaniu wracamy do pokoju, ale w drzwiach wózek sprzątaczy. Wróciliśmy na dół, walnęliśmy się na leżaki przy basenie i w słońcu, osłonięci od wiatru, najedzeni, przespaliśmy z pół godziny. Wreszcie wygrzałam stare kości pod afrykańskim słońcem.
Wracamy do pokoju, sprzątacze wychodzili właśnie z korytarza. A w pokoju na naszym łóżku zrobiona odlotowa rzeźba z ręczników. Są fale, na falach stoi brzuchaty statek, wszystko białe. A do statku zbliża się wielki i groźny morski potwór, zrobiony z mojego własnego kolorowego ręcznika. CUDO!
Poszliśmy na plażę. Starsze dziecko śpi, a młodsze pogrążone jest w gorącej dyskusji z siwołysawym facetem. Przywitał się. Okazało się, że to Polak ze Szwecji, rano na plaży wypił z naszymi dziećmi szampana, co mu się został z nocy i przegadali kilka godzin. Usłyszeliśmy na ich temat mnóstwo komplementów. Jakiś czas później przyszła „poznańska mama”, ona wczoraj bliżej poznała się z tym facetem i razem tańczyli po północy. Miło gadaliśmy, długo. Dostała klina na mojego kacyka, tę egipską Finlandię, mniam. Przysypiałam na słoneczku, ciepło, wiatr się trochę zmienił i parawan działał, jak trzeba. Doooobrze...
 
 
 
jolajola1 
Praktykant



Dołączyła: 26 Cze 2006
Posty: 118
Skąd: stolyca
Wysłany: 03-01-2009, 18:10   

1 stycznia cd
Mankamentem naszego pobytu tutaj są ciągłe braki ciepłej wody. Nie, inaczej, tylko czasem leci woda więcej niż ciepława, gorąco była raz. Jak się kąpałam przed Sylwestrem, to pod prysznicem aż płakałam z zimna. I nie pomagają interwencje w recepcji, bo po czymś takim ciepła woda jest tylko przez pół dnia i znowu tylko rześka. Poganiałam moją rodzinę, żeby zrobili dosadniejszą awanturę, ale mówili, ze przesadzam i tylko uprzejmie prosili. Kretyni... nic innego. A ja nie poproszę, bo się nie dogadam absolutnie po angielsku.
Po powrocie córka chciała się wykąpać, weszła pod prysznic i po minucie ciepła woda przestała być ciepła. Warczała i czekała, aż zimna zleci. Czekała. Czekała. Coraz więcej gniewnego mamrotania i niecenzuralnych wyrazów dolatywało z łazienki. Nagle przebiegła koło mnie, półgoła, zawinięta jednym ręcznikiem dookoła biustu, z kapiącymi włosami przykrytymi ręcznikiem. Piszczała, że biegnie do recepcji, nie zdążyłam zatrzymać. Windą 4 piętra w dół. Mąż z balkonu widział, jak przebiega koło basenów hotelowych. Syn był akurat we foyer i wszystko widział. Wyglądał to tak. Do głównego holu hotelu wbiega półnaga biała kobieta i krzyczy. Obsługa, boye, recepcjoniści, kelnerzy z baru, goście... wszyscy milkną. A ona krzyczy, używając po angielsku niecenzuralnych słów i odmawiając hotelowi klasy, profesjonalizmu i w ogóle prawa istnienia. W ogromnym pomieszczeniu słuchać tylko mamroczące telewizory z reklamami wycieczek i jej głos. W ferworze ręcznik jej się rozplątuje, jeszcze bardziej wściekła trzyma go i jak nakręcona nie przestaje nadawać.
Wróciła. Gorąca woda pojawiła się po 10 minutach, może ciut więcej. I cały czas jest gorąca....
Nie ma to jak dobra awantura.
Poszliśmy z synem na suku, ona nie chciała. Chyba ją awantura wyczerpała, głównie psychicznie. Marcin przez cały dotychczasowy czas pobytu jeszcze nie był w starej Hurgadzie, wciąż tylko bary, kluby i wypady do Sakkali. Więc teraz się wszystkiemu przypatrywał z szeroko otwartymi oczami. Tylko, niemądry, wciąż się wdawał w rozmowy ze sprzedawcami. Fotografował „architekturę” jak oszalały, tylko migawka trzaskała. Wdał się nawet w rozmowę z budowlańcami i nadzorcą na budowie lokalu sklepowego; gdy powiedział, że jest architektem, to mu plany budynku przynieśli i o coś tam prosili. A my z mężem cierpliwie czekaliśmy, rozmawiając z okolicznymi sprzedawcami. I wcale nas teraz nie namawiali na kupno, po prostu takie niezobowiązujące rozmowy. Doszliśmy też oczywiście do znajomego sklepu z sziszami, a sprzedawca strojów do tańca brzucha to już z daleka nas wypatrzył. Nawet „mafiozo” przyszedł z któregoś swojego sklepu przywitać się.
W drodze powrotnej zatrzymał nas ten młody egipski Włoch z pomalowanymi włosami, dopytując się, gdzie nasza córka, bo na nią u niego czeka papirus z wypisanym jej imieniem egipskimi robalami i w kartuszu. Podobno się z nią umówił i podobno to jest.... UWAGA... za darmo!
Ona nie zeszła na kolację. Spała tak mocno, że nie mogliśmy jej dobudzić ani stukaniem w drzwi, ani w okienka w łazience i naszej garderobie ani dzwoniąc i esemesując. Oj, mocno ją wyczerpała ta awanturka.
Pakuję się. Trochę szkoda, że już. Smutno się mi zrobiło. Mąż gdzieś wyszedł, córka śpi, synek pobiegł do Poznanianek, bo one dzisiaj nocą wyjeżdżają. Mąż szybko wrócił, okazało się, że poszedł na poszukiwanie egipskiej Finlandii. Znalazł, kupił, przyniósł. Oczywiście zrobiłam sobie za mocnego drinka i aż mnie otrzepało – christosie, co za straszliwa berbelucha.... bryyy.
Czekałam na synka, aż wróci, bo sobie pomyślałam, że lepiej poczekać i otworzyć mu drzwi, niż wstawać z łóżka i tupać bosymi stopami w zimne kafelki w biegu do drzwi. Więc siedziałam sobie samotna, bo mąż poszedł spać. Trochę pisząc, trochę stawiając pasjanse, trochę oglądając polską tivi. O 4 rano zrezygnowałam z czekania, wlazłam pod kołdrę. A ten synek, to chyba specjalnie złośliwie, wrócił 22 po 4, właśnie zasypiałam. Okazało się, że poszedł do Sama i że z nim wylądował na egipskim weselu.....
Zasnęłam, mając przed oczyma wyobrażone weselne egipskie tańce.
 
 
 
jolajola1 
Praktykant



Dołączyła: 26 Cze 2006
Posty: 118
Skąd: stolyca
Wysłany: 03-01-2009, 18:10   

2 stycznia
Wczesne wstawanie, dokończyć pakowania. Wczesne śniadanie. Dzieci biegną zrobić słodkie przedwyjazdowe zakupy. I nabyć dwie szisze dla kumpli synka. My poszliśmy na półtorej godziny na plażę, wiatr dziś prawie znikł. Cudownie cieplutko było, nie trzeba się było chować za parawanem. Szkoda tylko, że tak krótko.
Do hotelu, znosimy bagaże. Dzieci jeszcze pobiegły do tego pomalowanego egipskiego Włocha i .... spóźniły się na autobus. Niewiele na szczęście, tylko kilka minut. Ale mąż juz zaczął warczeć.
Autokar zbiera powracających z 5 hoteli, lotnisko wygląda jak strefa zmilitaryzowana, zasieki, wąskie bramy wjazdowe, w sumie 5 razy się przechodzi przez bramki, 4 razy z bagażem i raz tylko z torbami podręcznymi. Na wolnocłówce poszłam wydać jakoś te 53 funty, co mi zostały. Wypatrzyłam krem do paszczy, tańszy niż u nas. Zabrakło mi 2 funtów, rozłożyłam ręce przy kasie, ze więcej nie mam... Czy się targowałam? Chyba nie, raczej robiłam za ofiarę losu. Więc mi sprzedał ten krem, ale ni dostałam paragonu. Ot, Egipt.
Samolot w drodze powrotnej leciał prze chwilę nad południowym odcinkiem Kanału Sueskiego. Zapadł zmrok.
W Pyrzowicach wyładowaliśmy w niedbale padającym śniegu, temperatura minus 7. W domu byliśmy mocno po północy. Spać
Spać.
Spać.
 
 
 
Łukasz 
Podróżnik



Dołączył: 05 Lis 2007
Posty: 700
Skąd: Gorzów
Wysłany: 13-02-2009, 20:52   

Ja jutro wyjeżdżam do Czech, a do miasta Jańskie Łaźnie. Będę tam tydzień na nartach, a w piątek za tydzień wracam. Nawet nie chcę myśleć jakie zaległości mnie będą czekać na tym forum :O No, ale i tak się cieszę, że jadę, a wogóle lubię podróże :) Już o szóstej rano wyjazd :D
_________________


Co jest Gość ;)
 
 
 
Al Arab 
Praktykant



Dołączył: 07 Lis 2008
Posty: 148
Skąd: London
Wysłany: 22-02-2009, 17:33   

W Pradze bede 1 kwietnia,piekne miasto.Bede ostrozny,bo w koncu czycha tam "Monstrum".Jesli mnie nie dopadnie,uda mi sie zobaczyc starowke i most Karola.
Ledwo kilka godzin tam pobede,potem wracam do kraju.
Naprawde powazna podroz planuje pod koniec tego roku.Chcialbym wybrac sie ne 3,4 tygodnie do Peru.Narazie zbieram pieniazki.Pomyslcie tylko:zobaczyc na wlasne oczy Machu Picchu,Cusco,jezioro Tititaca,las tropikalny,Andy.
Moje marzenie od kilkunastu lat nareszcie moze sie spelnic!Dodam ,iz interesuje sie rowniez cywilizacja Inkow;ogolnie lubie historie.
;-)
_________________
Czy jest moze suchy chleb dla konia?...
 
 
Vaughn 
Praktykant


Dołączył: 23 Sie 2008
Posty: 103
Wysłany: 26-02-2009, 13:38   

Ja uwielbiam podróżować.Byłem już w Bułgarii,Grecji,Paryżu,Tajlandii i Brazylii(Kochani rodzice :jumper: )W te wakacje jadę do Egypt-u tym razem na w własną rękę.W każdym razie wszystkim polecam Tajlandię,Piękne widoki :P zabytki i po prostu cud miód i orzeszki.Oprócz tego oczywiście Brazylie,pewnie niektórym bardziej by się spodobała niż Tajlandia,jest tam czyściej,szczególnie plaże są o wiele bardziej zadbane niż te tajlandzkie
_________________
Świat zobaczyć w ziarenku piasku,
Niebo w dzikiej roślinie
Nieskończoność uchwycić w ręku
A wieczność w godzinie-William Blake,Wróżby Niewinności
 
 
x*kinga*x 
Praktykant



Dołączyła: 20 Paź 2008
Posty: 136
Skąd: Przemków (;
Wysłany: 01-03-2009, 15:19   

Menkaure uwielbia Grecję, a ja - Szwecję :P Tam właśnie wybieram się z rodzicami zaraz na początku wakacji. To był oczywiście mój pomysł, wcześniej rodzice chcieli zabrać mnie na wakacje do Anglii ale postanowiłam zrobić wszystko co w mojej mocy by zgodzili się na podróż do Szwecji. Udało się, teraz tylko trzeba niecierpliwie czekać 4 miesiące do wakacji :) Ale cieszę się jak nigdy wcześniej, a byłam już w Niemczech, Czechach, Rosji i we Włoszech - i tą podróż wspominam, jak dotąd, najlepiej.
_________________
moje motto: zawsze walcz do końca - nie poddawaj się!
 
 
 
Hrithik_Roshan 
Obieżyświat



Dołączył: 04 Gru 2006
Posty: 1313
Wysłany: 23-05-2009, 15:50   

Grecja, Szwecja, Tajlandia.

Ja wybrałem się jednak do Czarnocina oczywiście na wycieczke integracyjną z klasą.
Było genialnie!!!
Ośrodek zwie się "Frajda" i jest bardzo przyjemnym miejscem.
Pokoje schludne, ciekawe wnętrze. Ogólnie wszystko bardzo na tak.
Instruktorzy i cały pesronel również jest gody pochwalenia.
Idą na rękę i ciekawie prowadzą swoje zajęcia.
Sportowych atrakcji do wyboru jest mnóstwo (zjazd na tyrolce, zabawy linowe, wspinaczka, bryczka, jazda konna itp itd).
My wybraliśmy wspinaczkę po ściance, kajaki i rowery.

Poszedłem na skazanie wspinaczkowe i o dziwo udało się, dotarłem na samą górę jako jedyny, generalnie miałem radochę bo szpanerzy z mojej klasy sobie nie poradzili. Dziewczyny śmigały też w górę jednak nikomu się nie udało pobić rekordu.
Kajaki to również świetna rozrywka, Siedziałem w jednym z moją Wąsikową.
Podpływaliśmy do każdego i oblewalismy wodą. Naprawdę zabawa była przednia - polecam wszystkim.
Obserwowałem zabawy na linie i zjazd na tyrolce innej grupy.
Zoragnizowane to jest świetnie - w lesie między drzewami (most linowy, wspinaczka, tyrolka, huśtanie się). Oczywiście kaski i pełna asekuracja.
Dodatkami były słynne dyskoteki wycieczkowe, podchody i ognisko.
W sumie wszystko zależało od wychowawców i instruktorów, jak się oni dogadali tak było.

Jestem w 100% zadowolony bo naprawdę wyjazd był mega udany.
Fajna okolica, ciekawie spędzony czas i znajomi.
Polecam każdemu na wycieczkę osobistą i grupową, zadowolenie gwarantowane.

Jedyne minusy to
KOMARY, które są w lesie i nad zalewem.
Dają się we znaki i to porządnie.
JEDYNY SKLEP, który dodatkowo ma dzikie godziny otwarcia
od 7-12 i od 16-20.
MIEJSCOWI, nie spotyka się ich często, a jeśli już to w spotkaniu nie wykazują się minimalną kulturą. Tyczy to się gówniarzy w wieku 10-13, ale instruktor mówił żeby nie wdawać się z nimi w dyskusje bo teraz jest 3, a wyskoczy 50.

STRONA FRAJDY : http://www.frajda.com.pl/

___
A oto mini-relacja w wersji foto dla zainteresowanych:



_________________
"wiara jest rozjebana"
 
 
Sas_ 
Podróżnik



Dołączyła: 04 Lip 2009
Posty: 249
Skąd: Polska/Gdańsk
Wysłany: 20-09-2009, 12:07   

Marzy mi się podroż dookoła świata ale na początek może zwiedziła sobie coś w Europie a potem bym sobie pojechała zwiedzić Azję. Indie, Chiny, Tajlandia, Japonia, może do Kambodży. Wiem ze te wszystkie miejsca były w TR ale to nie jest mój jedyny powód aby tam pojechać, głównie chciałabym zwiedzić, zobaczyć co nieco, poznać kulturę, ponurkować gdzieś i znając moje głupie pomysły jeszcze pobiegać po dżungli , po wspinać się na coś czy jeszcze coś innego XD . W Indiach chciałabym skosztować ich tabaki, ogólnie chyba ze mnie tabaczany koneser, ach hobby sobie znalazłam XD . Ach marzenia na taką podróż warto mieć, byc może kiedyś się spełnią :D .
 
 
 
Kalisto 
Nowicjusz


Dołączyła: 24 Wrz 2016
Posty: 7
Skąd: Rzeszów
Wysłany: 24-09-2016, 19:27   

Byłam na wycieczce w Egipie, zwiedzałam świątynie Haczepsut. Mielismy ok 2 godź czasu na samodzielne zwiedzanie, za co się ochoczo zabrałam. Potem zaczełam kierować się na miejsce zbiórki na parkingu. Po drodze były kramy nie chciałam nic kupować, a 1 arab wciągną mnie do namiotu i probował ściągnąć ze mnie ubranie. Szybko z tamtąd uciekłam i biegne na parking. Naszczęście nikt mnie nie gonił. Byłam 30 min przed czasem, a tu nie ma mojego autokaru. Pokręciłam się po okolicy, ale nie było innego parkingu. Więc zastanawiałam się co tu zrobić. Przewodnik nie podał numeru tel. Miałam do wyboru: zaczepich ochrone i prosić o pomoc, łapać stopa do następnej lokacji-Karnak, biec do Nilu i wzdłuż niego na miejsce, wybrać sobie jaskinie, w której spędze noc. Nagle nadjechał bus z tej firmy ale zupełnie inna wycieczka. Więc powiedziałam kierowcy co się stało, ten zadzwonił i za chwile przyjechał mój bus. Okazało się że nie policzono uczestników tylko zapytano czy są wszyscy jak tak to pojechali, bo reszcie się nie chciało zwiedzać i przyszli dużo wcześniej.
W świątyni Karnak przechodziłam koło miejsc, które były wzorem dla gry. Zauważyłam 2 chłopaków, którzy przyglądali się kolumną. ! stwierdził że by sie po nich powspinał i poskakał, 2 że takie się często zawalały w Tomb Raider. Innego dnia na wycieczce pod piramidami zauważyłam tych samych kolesi którzy skradali się ostrożnie do wejścia piramidy tak jakby bali się że na nich runie.
W Tunezji zwiedzałam budowle przypominającą koloseum, ale o wiele lepiej zachowaną. Zajrzałam w każdy kąt,stałam na arenie i weszłam do podziemi. Były tam cele, weszłam do jednej. Popatrzyłam na zegarek i okazało się że mam 30 min do zbiórki. Więc zaczełam biec. Budowla jest okrągła i pomylił mi się kierunek bo nie było wyjścia, myśle dobrze okrąże to. Jednak wydawał się nie mieć końca a czas uciekał. W końcu zobaczyłam szczeline, przez, którą się wyczołgałam. Byłam na arenie, okazało się że stoi tam wycieczka i się ze mnie śmieje. Biegłam na parking i jak się okazało czekalismy jeszcze długo na gapowiczów.
Często mam tak że w podrózy różne rzeczy mi się przytrafiają. W turcji zgubiono mój bagaż znalazł się dopiero przy odlocie, żyłam tydzień tylko z garstką rzeczy, czasami pilot wycieczki niewiele wie o miejscu, po którym oprowadza. Mnie to nie przeszkadza potrafire zwiedzić dokładnie każdy zakątek, bez kręcenia się w kółko, czyżby lata praktyki w eksplorowaniu gry?
_________________
joanna
 
 
Menkaure 
WoTR Team



Dołączył: 18 Gru 2006
Posty: 1744
Skąd: Z Bulerbyn
Wysłany: 27-09-2016, 11:39   

Ej, w tym Egipcie to byłaś ostatnio? Wybieram się w tym roku na wczasory, ale slyszałem, że jest niebezpiecznie.
Dzięki :)
_________________
 
 
Kalisto 
Nowicjusz


Dołączyła: 24 Wrz 2016
Posty: 7
Skąd: Rzeszów
Wysłany: 27-09-2016, 17:07   

W egipcie byłam w 2009 i 2010 r. jak będziesz się trzymał tylko hotelu to nic ci nie będzie bo jak pójdziesz na ruiny albo miasto to możesz dostac si.ę w sam środek zamieszek.
Byłam także w Horwacji, Włoszech, Czechy,Słowacja, Węgry, Rumunia, Niemcy, Turcja, Grecja, Kreta, Santorini, Tunezja, Maroko, Izrael i Jordania
_________________
joanna
 
 
Mr Macphisto 
Emocjonalny kaktus



Dołączył: 19 Gru 2003
Posty: 2192
Skąd: Warszawa
Wysłany: 27-09-2016, 19:59   

Kurwa, aż musiałem się zalogować, żeby oficjalnie skisnąć z tego :D

No więc kisnę.

Przepraszam, dziękuję, do widzenia.
_________________
...and touch the flame
 
 
olo2225 
Nowicjusz


Dołączył: 22 Mar 2017
Posty: 1
Wysłany: 28-04-2017, 10:30   

Nie bardzo rozumiem o co tutaj chodzi :P
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


© 2002 - 2017 World of Tomb Raider | WoTR na Facebooku



Nasze strony wykorzystują pliki cookies. Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Więcej o cookies powie Ci wujek Google.

phpBB by przemo  
Strona wygenerowana w 0.306 sekundy. Zapytań do SQL: 10